Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzemplarz recenzencki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzemplarz recenzencki. Pokaż wszystkie posty

28 września 2018

"Nie zapomnij o mnie" Anna Bińkowska Gdy sztuka staje się przekleństwem


Tytuł: „Nie zapomnij o mnie”
Autor: Anna Bińkowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Forma książki: papierowa, dostępna również w formie ebooka
Gatunek: kryminał
Seria: Mirska i Budryś (2)

fot. Radek Denisiuk
„Nie zapomnij o mnie” to powieść kryminalna, druga część cyklu z Mirską i Budrysiem. Lektura tej książki, to było moje pierwsze spotkanie z prozą Anny Bińkowskiej i już wiem, że nie ostatnie. Biję brawa autorce, bo mnie, jako czytelnika mającego przeczytanych dziesiątki kryminałów, potrafiła zaskoczyć. Zostałam wciągnięta w pokrętną zagadkę i z wielkim zainteresowaniem śledziłam losy głównych bohaterów.


Zacznę od okładki – bardzo sugestywna i adekwatna do treści fabuły. Zamordowany zostaje Peter Simon, kiedyś gwiazda baletu, obecnie choreograf Baletu Narodowego. Musiał komuś głęboko zajść za skórę, bo ciało było mocno pokiereszowane. Do sprawy zostają przydzieleni Iga Mirska i Jacek Budryś, którzy penetrują środowisko baletmistrzów, solistek i tancerzy. Mirska czuje się jak ryba w wodzie, gdyż sama w przeszłości niejedną godzinę spędziła w puentach na sali ćwiczeń. Im śledztwo staje się bardziej rozwojowe, tym więcej pojawia się poszlak, tropów do sprawdzenia, postaci, które mogą odegrać znaczącą rolę, a duet Mirska-Budryś wcale nie działa, jak dobrze naoliwiona maszyna. Nie zapominajmy, że przeszłość nie zasypia i coraz wyraźniej daje o sobie znać... 

Porwało mnie, nie puściło i trzymało aż do finału. Bardzo ciekawe, nietypowe tło - przyznajcie, że środowisko artystów baletu nie pojawia się często na kartach powieści, wielowątkowe śledztwo, przedstawiciele wielu przenikających się środowisk, którzy na pierwszy rzut oka wydają się kompletnie ze sobą nie powiązani, skomplikowana fabuła, która bardzo zgrabnie i logicznie została poprowadzona, stały się elementami, które zbudowały świetny kryminał.

Tak naprawdę podobało mi się wszystko. Zarówno język jakim operuje autorka, kreacja bohaterów, sposób pokazania sztuki baletowej, która wymaga wielu wyrzeczeń, ogromnej pracy i samodyscypliny oraz wyjaśnienie kryminalnej zagadki.
Powieści kryminalnych na rodzimym rynku mamy mnóstwo, a jeśli sięgniemy dalej, to zatrzęsienie, dlatego sztuką jest wymyślić nowatorską, zaskakującą fabułę. „Nie zapomnij o mnie” jest niebanalna i dostarcza bardzo dobrej rozrywki. Jestem na tak i czekam na kolejne części z Mirską i Budrysiem. Ciekawa jestem z czym będą musieli się mierzyć i jak potoczą się ich dalsze losy.

Ocena: 5/6

24 września 2018

"Najszczęśliwsza" Max Czornyj Podróż w świat ułudy


Tytuł: „Najszczęśliwsza”
Autor: Max Czornyj
Wydawnictwo: Filia
Forma książki: papierowa, dostępna również w formie ebooka
Gatunek: thriller, thriller psychologiczny


fot. Radek Denisiuk


„Najszczęśliwsza”, to moje kolejne spotkanie z Maxem Czornyjem jako kreatorem kryminalnych zagadek. To książka, którą napisał poza serią z komisarzem Erykiem Deryło.
Od thrillera psychologicznego oczekuję między innymi grzebania w ludzkiej naturze i psychice, elektryzującej fabuły, zaskakujących rozwiązań i klimatu, który sprawi, że po grzbiecie przejdzie mi niejeden dreszcz. I niestety czegoś mi w tej powieści zabrakło, a może nie tyle zabrakło, co zostało ograniczone, przytłumione, a powinno nieskrępowanie wybuchnąć i sprawić, że zanurzę się w historii i  będę chciała jak najszybciej dopłynąć do jej finału.

Dawid Kaster pozbierał się po tragicznej śmierci żony, która została brutalnie zamordowana. Z obecną partnerką wiedzie spokojne życie. Artysta, malarz, ceniony w środowisku. Niestety, jak to w życiu bywa, nikt nam nie zagwarantuje, że sielanka będzie trwała wiecznie. W przypadku Kastera, następuje nie tyle lekkie zburzenie spokoju, ale istny sztorm – dostaje list od zmarłej żony. Niemożliwe staje się możliwym? Bohater już sam nie wie w co ma wierzyć, co jest prawdą, a co wytworem wyobraźni. W obliczu takich okoliczności śledztwo, które zostało zamknięte cztery lata temu, zostaje wznowione.

Czornyj posiada umiejętność swobodnego kreślenia zmyślnych historii. Styl jakim pisze sprawia, że powieści czyta się bardzo płynnie, bez przeszkód podążając za tokiem myślenia autora. A jest ono momentami zwodnicze i pokrętne. Łapiemy się we wszystkie zastawione sidła i korzystamy z pomocnej dłoni, aby dość do zakończenia. Dla jednych nie będzie ono zaskoczeniem, dla drugich – w gronie których się znajduję – wprost przeciwnie. Sposób poprowadzenia fabuły poprzez wprowadzenia dodatkowej narracji, będącą klamrą spinającą całą powieść, dało historii ciekawego sznytu.

W „Najszczęśliwszej” jest wszystko to, co powinno charakteryzować dobry thriller, dlatego takim go oceniam. Spotkałam się z wieloma bardzo optymistycznymi ocenami. Ja zostaję przy swojej, bardziej krytycznej. Entuzjaści thrillera psychologicznego będą zadowoleni. Ci, którzy nie tolerują wtrętów ideologicznych, ciut mniej.

PS Czekam na kolejną część serii, która bardziej przypadła mi do gustu.

Ocena: 4/6

fot. Radek Denisiuk


20 września 2018

"Nikt nie idzie" Jakub Małecki Miłość i samotność w wielkim mieście


Tytuł: „Nikt nie idzie”
Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Forma książki: papierowa
Gatunek: literatura piękna
Premiera 31 październik

fot. Katarzyna Denisiuk

Czekałam na nową powieść Autora. Czekałam niecierpliwie. Czekałam z wielką nadzieją na piękną przygodę. I ...

Jakub Małecki w „Nikt nie idzie” jest inny, a ten sam, który dał się poznać z poprzednich powieści. Ten sam styl, wrażliwość, ubieranie w słowa obrazów tworzących codzienność i otaczający nas świat. W trakcie czytania, jak i po lekturze jego książek czytelnik zostaje z kłębowiskiem myśli, bo Małecki poprzez zapisane słowa dotyka, trąca, szarpie, ale też głaska i przytula. Niebywałe!

Dlaczego inny? Tym razem nie ma wsi, zamkniętego środowiska, małej społeczności, ale jest Warszawa, miasto do którego przyjeżdża mnóstwo młodych ludzi w poszukiwaniu możliwości rozwoju i zapewnienia sobie lepszej przyszłości.

Olga, Igor, Olga i Igor, Igor, Klemens-dziecko, Klemens-mężczyzna, Olga, Igor i Klemens... I wielkie miasto tętniące życiem, dające perspektywy, ale również wysysające soki, sprawiające, że człowiek czuje się samotny i nieszczęśliwy. I tylko od jednostki zależy, w którą stronę pójdzie.

Świeżo po lekturze „Warkocza” Leatitii Colombani mam wrażenie, że te dwie powieści mają ze sobą wiele wspólnego. Historie tworzone przez autorów są jak nici wysnute ze starych ubrań, postrzępione, poddane wielu zabiegom, doświadczone przez życie, jednak na tyle mocne, że posłużą jeszcze do zeszycia niejednej dziury i przyszycia niejednej łaty.

„Nikt nie idzie” Jakuba Małeckiego jest jak sącząca się do krwiobiegu kawa, sprawiająca, że czytając książkę żyjemy, przeżywamy, emocjonujemy się. Historie bohaterów są w niej jak rozsypane kawałki wydzieranki. Mikry podmuch wiatru, a rozsypują się na wszystkie strony. Powoli, uważnie, składamy każdy mały element, aby utworzyły całość i to co uzyskujemy nadal nie możemy włożyć w sztywne ramy, bo Małecki daje nam ogromną przestrzeń do wypełnienia jej naszymi myślami.

Niebywałe jest również to, że pisząc o książkach autora, nie da się pisać w sposób prosty (przynajmniej we mnie wyzwalają potrzebę wykazania się słowną żonglerką i próbę opisania ich w inny sposób), dlatego, że te książki kipią od emocji.
Małecki jest dla mnie mistrzem pisania powieści refleksyjnych, niewesołych, które docierają w najgłębsze czeluście naszej wrażliwości.

„Nikt nie idzie” jest przemyślane, wycyzelowane i takie ludzkie. Rewelacja!

PS Z premedytacją tak niewiele napisałam o fabule. Mam nadzieję, że cała reszta przekona Was do sięgnięcia po najnowszą powieść Małeckiego - mistrza niebanalnego przekazu.

Ocena: 5,5/6

18 września 2018

"Obietnica poranka" Romain Gary O rodzicielskiej miłości z dużą dawką dobrego humoru


Tytuł: „Obietnica poranka”
Autor: Romain Gary
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczył: Jerzy Pański
Forma książki: papierowa
Gatunek: literatura współczesna, powieść autobiograficzna

fot. Katarzyna Denisiuk
Romain Gary,  czyli Roman Kacew (1914-1980), jak również Émile Ajar, wybitny pisarz, który jako jedyny dwukrotnie zdobył Nagrodę Goncourtów. Urodzony w Rosji, mieszkający w Wilnie, Warszawie w końcu we Francji, gdzie zmarł. Podczas wojny służył jako lotnik pod francuską flagą, zaś po jej zakończeniu był konsulem francuskim w Kalifornii.


„Obietnica poranka” jest powieścią autobiograficzną napisaną pięknym i barwnym językiem. Dla tych czytelników, którzy przeczytali cudowne „Życie przed sobą” nie będzie to żadnym novum. 

Trudno jest być artystą, zachować pełnię natchnienia, wierzyć, że się stworzy arcydzieło. Podbój świata, który co dzień podejmować trzeba na nowo, pogoń za wielkim dziełem, stylem, doskonałością, pragnienie, by dosięgnąć szczytu i pozostać tam na zawsze w poczuciu całkowitego nasycenia...

To co mnie całkowicie zaskoczyło, to poczucie humoru autora, które emanuje ze stron powieści w sposób nienachalny i inteligentny. Te wszystkie zabawne historyjki i wydarzenia z życia pisarza zostały napisane jakby od niechcenia a mają niebywałą siłę rażenia. Wielokrotnie uśmiechałam się, przez co nakręcała się spirala dobrego nastroju.

„Obietnica poranka” jest przede wszystkim cudowną opowieścią o miłości matki i syna. Roman od najmłodszych lat został predestynowany do bycia kimś ważnym, podziwianym i hołubionym. W głowie jego rodzicielki rodziły się coraz to nowe pomysły na to, jaką ścieżką powinien podążać syn, a ten dzielnie próbował sprostać wyzwaniom rzucanym przez matkę. Więzi pomiędzy matką i synem były tak mocne, że tworzyły symbiozę dwóch istot całkowicie od siebie zależnych. Z czasem, jako naturalna konsekwencja dorastania i usamodzielniania się, to zespolenie rozluźniło się, ale nadal stanowiło piękne odzwierciedlenie rodzicielskiej miłości.

Książka Gary’ego odebrałam jako hołd, podziękowanie matce za poświęcenie i wszystkie ciepłe uczucia przelane na syna. Do końca jej dni był powietrzem, którym oddychała.

Nie pomyślcie, że ta autobiografia jest pompatyczna, wzniosła i monumentalna. Jest jak dawka energetyka, która pozytywnie nastraja na resztę dnia. Wkraczamy w niego z uśmiechem na twarzy, ogromem pozytywnych emocji w sobie i przeświadczeniem, że to będzie dobry dzień! Serdecznie polecam!

Ocena: 5,5/6

5 września 2018

"Skaza" Robert Małecki Nowe rozdanie w polskim kryminale


Tytuł: „Skaza”
Autor: Rober Małecki
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Forma książki: papierowa, dostępna również w formie ebooka
Gatunek: kryminał
Seria: Barnard Gross (1)
Premiera 5 wrzesień

fot. Radek Denisiuk

Robert Małecki dał się poznać czytelnikom jako autor świetnej, kryminalnej serii, której głównym bohaterem jest toruński dziennikarz Marek Bener. Tym razem autor rzucił nas na szeroką wodę, a raczej zaprosił na przejażdżkę nad jezioro w Chełmży. Czy otwarcie nowego cyklu jest udane? Czy nowy bohater zyska grono entuzjastów?


Zima. Jezioro skute lodem, a na nim przymarznięta czerwona łódka i dwóch nieboszczyków – starszy mężczyzna o nieznanej tożsamości i chłopiec w wieku szkolnym, mieszkaniec pobliskiego miasteczka. Kim jest mężczyzna? Co łączy zmarłe osoby? Dlaczego znaleźli się w jednym miejscu o tym samym czasie?
Do sprawy wyjaśnienia zgonów zostaje przydzielony Bernard Gross. Człowiek z traumatyczną przeszłością, z rodzinnymi problemami, ciekawym hobby, ale też profesjonalnym podejściem do obowiązków i oddany swojej pracy. Błyskotliwy umysł prowadzi go krętymi ścieżkami do celu jakim jest odpowiedź na piętrzące się pytania i wątpliwości.

W „Skazie” Robert Małecki dał mi to co bardzo lubię, czyli dwutorową akcję, która rozgrywa się w 2018 roku oraz dziesięć lat wcześniej. Przeplatane wydarzenia mające miejsce w teraźniejszości i przeszłości doskonale się uzupełniają i dają znakomicie zazębiające się dwie historie. Akcja nie pędzi, nie ma fajerwerków, chociaż są momenty zaskakujące. Ani przez chwilę nie wieje nudą, dlatego że fabuła jest rzetelnie i z pomysłem zbudowana. Atmosfera stopniowo zagęszcza się a my przedzieramy się przez przez zawiłości śledztwa.
Nowy bohater nie odkrywa wszystkich kart. Ciągnie się za nim cień tajemnicy, który daje nadzieję na kolejne historie z jego udziałem. Bohaterowie drugoplanowi również są ciekawi, charakterystyczni i z zadziorem.

Wróżę nowej serii dużą popularność, bo naprawdę jest to kawał dobrego, polskiego kryminału. Ja w każdym razie już czekam na kolejne części! Polecam serdecznie fanom gatunku i entuzjastom powieści kryminalnych bez rozlewu krwi i epatowania okrucieństwem.

Ocena: 5,5/6

fot. Radek Denisiuk


1 września 2018

"Pan Odutek i inne opowiadania" Iwona Partyka Różnorodnie, refleksyjnie, ciekawie


Tytuł: „Pan Odutek i inne opowiadania”
Autor: Iwona Partyka
Wydawnictwo: Novae Res
Forma książki: papierowa
Gatunek: literatura obyczajowa

fot. Katarzyna Denisiuk
W tym roku przeczytałam więcej opowiadań niż w całym życiu. Nigdy mnie do tej krótkiej formy literackiej nie ciągnęło, ale jak już zasmakowałam, to się przed nią nie wzbraniam i od czasu do czasu czytam. I tym sposobem sięgnęłam po opowiadania Iwony Partyki.


Opowiadania mają to do siebie, że zostawiają mało miejsca na rozwinięcie skrzydeł, rozpisanie się, wypłynięcie na szerokie wody. Jednak ta niemożność, czy raczej to ograniczenie nie musi sprawić, że te kilka stron nie powie nam nic, że niewiele zyskamy, mało co przeżyjemy i zostaniemy tylko z namiastką czegoś co mogłoby być czymś znaczącym. Od razu nasuwa mi się porównanie do kazania wygłaszanego w kościele. Są takie, przy których można usnąć, ciągną się niemiłosiernie, są przegadane. Są takie, które trwają kilka minut, a zostawiają nas z całym wachlarzem odczuć i zmuszają do refleksji. Oj trudna to sztuka przykuć uwagę słuchacza i czytelnika.

Iwona Partka miło mnie zaskoczyła, bo napisała dwanaście opowiadań, które trzymają poziom. Nie ma wśród nich nieudanych. Jedne podobały mi się mniej, inne bardziej, ale wszystkie czytałam z przyjemnością. Były też takie, które gdy została postawiona ostatnia kropka, zostawiły mnie w stanie zamrożenia i wywołały falę refleksji.

Spektrum tematyki poruszanej przez autorkę jest szeroki, dlatego każdy znajdzie w tym zbiorze coś dla siebie. Najbardziej ujęły mnie opowiadania dotykające sfery życia, przemijania, samotności – pierwsze z opowiadań, to mój numer jeden. Dużą zaletą zbioru jest również styl pisania Partyki, który jest uniwersalny, bez finezyjnego stylizowania oraz, co ważne, wykreowanie czytelnikowi przestrzeni do własnej interpretacji każdego tekstu.

Ocena: 4,5/6

19 sierpnia 2018

"Skrzydła dla motyla" Ntailan Lolkoki O ważnych sprawach, bez pisarskiego warsztatu


Tytuł: „Skrzydła dla motyla”
Autor: Ntailan Lolkoki
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczył: Bartosz Nowacki
Forma książki: papierowa
Gatunek: literatura współczesna

fot. Katarzyna Denisiuk

Książka Ntailan Lolkoki porusza temat, który dla bardzo wielu kobiet jest zupełnie obcy, ale równocześnie dotyka i doświadcza wiele małych dziewczynek w Afryce. FGM – female genital mulilation – zabiegi, które mają na celu, całkowite lub częściowe usunięcie kobiecych narządów zewnętrznych lub ich okaleczenie, czy to z kulturowych, czy też innych nieterapeutycznych powodów.
Masajka, Kenijka Ntailan Lolkoki, która obecnie jest modelką mieszkającą w Niemczech, została obrzezana w wieku 12 lat, aby zgodnie z tradycją plemienia otrzymać prawdziwą tożsamość kobiety i dzięki temu zabiegowi stać się stuprocentową Masajką, prawdziwą kobietą Samburu. Ten gwałt na jej ciele kładzie się cieniem na jej kobiecości, seksualności i pozbawia wiary w siebie. Po latach poddaje się operacji rekonstrukcyjnej, po której odnajduje na nowo swoje ciało, a w rzeczywistości zyskuje drugie, nowe, szczęśliwe życie.

Książka Lolkoki miała być dla mnie podróżą w egzotyczne rejony świata, gdzie poznam życie i kulturę autochtonicznych mieszkańców. Fabuła książki, będąca wspomnieniami autorki i zarazem zaproszeniem do poznania jej przeżyć, miała dostarczyć mi również, a nawet przede wszystkim, niemierzalnych emocji, odczuć i sprawić, że w mikroskali zbliżę się i poczuję to z czym zmagała się przez lata. Miała... Nie jest.

Temat bardzo ciekawy, ważny, który opisany na kartach książki, mógłby sprawić, że byłaby ona ładunkiem emocji i źródłem poznawczym o dużej wartości. Gdyby Lolkoki opowiedziała historię swojego życia pisarzowi, który ma umiejętności ubrania w słowa emocji, a zarazem w interesujący sposób pisania o faktach, byłoby zupełnie inaczej niż jest. A jest bardzo … prosto, momentami infantylnie. Miałam wrażenie, że czytam słowa nastolatki napisane szkolnym językiem. Niestety, w moim odczuciu, właśnie język zrujnował całą książkę i przez to stała się niemal banalna.

Potrafię zrozumieć dlaczego ta książka powstała, co kierowało autorką, co chciała powiedzieć światu, jednak temat jaki został podjęty, przerósł osobę o nim piszącą. Literatura faktu, reportaż, autobiografia wymagają rewelacyjnego warsztatu pisarskiego i niebywałych umiejętności, żeby to co powstanie było ciekawe i wywoływało erupcję emocji. „Skrzydła dla motyla” są linearne i niestety na niewysokim poziomie. Zawiodłam się.


Ocena: 3/6

17 sierpnia 2018

"Obserwuję cię" Teresa Driscoll Zaskakująca intryga rozpisana na wiele głosów


Tytuł: „Obserwuję cię”
Autor: Teresa Driscoll
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Tłumaczył: Monika Nowak
Forma książki: papierowa
Gatunek: thriller, thriller psychologiczny
Premiera: 19 wrzesień


fot. Katarzyna Denisiuk

Wydawałoby się, że w temacie thrillera psychologicznego opowiedziano już niemalże wszystko i za każdym razem, gdy jednak, mimo wszystko coś mnie zaskoczy, to pieję z zachwytu. „Obserwuję cię” przykleiło się do moich rąk i nie chciało odkleić. Dostarczyło mi bardzo przyjemnej rozrywki.

Powieść kilkukrotnie wpuściła mnie w przysłowiowe maliny. Pierwszym zwodem był tytuł, który sugeruje, że osią powieści będzie wątek zaszczutej przez nadawcę anonimowych pogróżek osoby. Jak jest naprawdę i jaką wagę autorka przypisała temu motywowi przekonacie się sami. Kolejnym, był sposób narracji. Driscoll dała głos każdemu z głównych bohaterów, którzy ze swojej perspektywy opisują rozwój wydarzeń wyrażając własne uczucia, przez co stawiają się w określonej perspektywie do głównego wątku. Niemal każdy rozdział kończy się „cliffhangerem”, czyli momentem napięcia, kiedy to dany bohater odkrywa nowe karty, coraz więcej nam mówi, ale z jego ust nie padają ostatnie, kluczowe w danym momencie zdania. Co wtedy robimy? Nie odkładamy książki, tylko czytamy dalej. Zabieg na podkręcenie zainteresowania i podniesienie ciśnienia stary jak świat, ale w „Obserwuję cię” sprawdził się doskonale. Jeśli do tego dorzucimy jeszcze inteligentną i przemyślaną intrygę oraz zaskakujące zakończenie, to otrzymujemy nieodkładalny thriller.

Ale, ale o co tyle szumu? 
Dramatis personæ: 
Anna i jej przyjaciółka Sarah – dziewczyny, które w czasie podróży pociągiem do Londynu spotkały dwóch mężczyzn, byłych więźniów. Anna zaginęła. 
Ella – kobieta, która podróżowała tym samym pociągiem co dziewczyny i była świadkiem ich rozmowy z mężczyznami. Otrzymuje anonimowe listy z pogróżkami, które powodują dyskomfort i potęgują niepokój. 
Prywatny detektyw – pomaga Elli w rozwikłaniu zagadki tajemniczych przesyłek. 
Poza tym aktywny udział w zawiłej zagadce odgrywają rodziny Anny, Sarah i Elli. 

Kto jest nadawcą listów? Gdzie jest Anna? Co jej się stało? To najważniejsze pytania, na które odpowiedzi próbujemy znaleźć na kartach powieści. Droga do finału jest nieoczywista, wielokrotnie zaskakująca, odkrywająca wiele tajemnic skrzętnie ukrywanych przez bohaterów. 

Cieszę się, że nadal są powieści, które pomimo tego, że fabułę budują na temacie wydawałoby się oklepanym i wielokrotnie przerabianym, potrafią czytelnika zaskoczyć i sprawić, że po lekturze nie powie znudzonym tonem „ale to już było”. Ja stwierdzam - świetne to było! 

Ocena: 5,5/6

13 sierpnia 2018

"Między prawami. Prochem i cieniem" Vera Eikon Kolejna runda walki pomiędzy policją a gangusami


Tytuł: „Między prawami. Prochem i cieniem”
Autor: Vera Eikon
Wydawnictwo: HOLOGRAM
Forma książki: ebook
Gatunek: sensacja
Seria: Między prawami (3)
Premiera: 1 wrzesień

fot. Katarzyna Denisiuk

NIE przypuszczałam, że tak mnie wciągnie!

NIE wierzyłam, że autorem książki jest kobieta i to na dodatek Polka! Cały czas czuć męskie, bezkompromisowe, mocne pióro.
NIE przeszkadzał mi fakt, że jest to druga część serii. Z wiarygodnego źródła wiem, że kolejna książka już „się pisze” i nie zawaham się jej przeczytać.

Powyższe słowa były początkiem mojej opinii o „Między prawami. Przedpiekle” (tutaj znajdziecie całą opinię). Nie wahałam się ani minuty, żeby przeczytać kolejną odsłonę środowiska, w którym rządzi pieniądz, nielegalne interesy, walka o wpływy i ścierają się dwa światy: gangsterów i policji.

Alan Berg – pseudonim Proca – odszedł z CBŚP i zatrudnił się jako szef ochrony bardzo wpływowego i bogatego biznesmena Rafalskiego. Postępowanie wydaje się co najmniej dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że rachunki z przeszłości nie zostały uregulowane. Poza tym wstąpienie w szeregi pracowników człowieka, który nie może się poszczycić nieskazitelną opinią i działa na granicy prawa, również stawia praworządność działań byłego oficera pod dużym znakiem zapytania. Policja w tym czasie cały czas stara się rozpracować i rozbić mafię narkotykową z Żoliborza, na której czele stoi Wujek. Dodatkowo pojawia się postać największego wroga Berga, czyli Rodion Vlacic. Zaczyna się gra o najwyższą stawkę, w której zasady wydają się nie istnieć, a te, które istnieją w terminalnym stadium ulegają zmianom wskutek dynamicznie rozgrywającej się akcji.

Chcąc wyrazić swoje odczucia po przeczytaniu najnowszej powieści Very Eikon, tak naprawdę mogłabym zrobić kopiuj-wklej tych emocji i wrażeń jakie targały mną i towarzyszyły mi podczas lektury poprzedniej części.
W "Prochem i cieniem" autorka wcielając się w rolę wprawnego kreatora literackiej fikcji, po raz kolejny udowodniła, że bezwzględny świat polskiej gangsterki, w konfrontacji ze służbami specjalnymi, może dostarczyć bardzo dobrej rozrywki. Cały czas zadziwia mnie z jak dużą swobodą autorka porusza się zarówno w środowisku polskiej policji i służb specjalnych, jak również po „ciemnej stronie mocy”. Jakkolwiek zrobienie dobrego researchu o pierwszym z wymienionych, potrafię sobie wyobrazić, tak ten drugi przyprawia mnie o gęsią skórkę. Powieść jest fikcją literacką, więc moje odczucia dowodzą, że klimat został oddany w sposób niebywale realistyczny.
Dodatkowo jako duży plus upatruję zmianę w kreacji głównego bohatera, który bez filozofowania i odwoływania się do sił wyższych mocno stąpa po ziemi i konsekwentnie realizuje wcześniej powzięty plan.

Dajcie się wciągnąć w tę niebezpieczną grę, pełną zaskakujących wydarzeń i zwrotów akcji. Trzecia część gwarantuje mocne wrażenia, jak również koronkowo skonstruowaną intrygę. Polecam!

Ocena: 5/6

11 sierpnia 2018

"Tylko oddech" Magdalena Knedler Kameralna opowieść będąca wulkanem emocji


Tytuł: „Tylko oddech”
Autor: Magdalena Knedler
Wydawnictwo: Novae Res
Forma książki: papierowa
Gatunek: powieść obyczajowa
Premiera: 28 sierpień

fot. Katarzyna Denisiuk

Magdalena Knedler sztukę pisania o uczuciach i relacjach międzyludzkich opanowała niemal do perfekcji. Robi to z wyczuciem, w delikatny i wyważony sposób, a do tego ze smakiem i kobiecą wrażliwością.

Najnowsza powieść autorki jest wulkanem emocji w przeważającej mierze smutnych, będących pokłosiem tragicznego wydarzenia sprzed dwóch lat. Stanowi ono epicentrum złych wyborów i podjętych decyzji. Jest swoistą granicą i kamieniem milowym, które wyznaczają i określają dwie historie „przed” i „po”.

Nina i Iza – dwie kobiety, siostry, tak różne i równocześnie mające wiele wspólnego. „Przed” każda miała swoje życie, rodziny, różne ścieżki kariery, wizje na przyszłość. Los chciał, że coś co nie powinno się wydarzyć, jednak zaistniało i stało się zarzewiem bardzo wielu trudnych rozmów, wielowymiarowych decyzji, a w finale doprowadziło do tragedii. Od tego momentu, który był katalizatorem zatracania się sióstr we własnym smutku, ich życie diametralnie uległo zmianie. Czy można żyć w niewiedzy, z bagażem niewypowiedzianych słów i niewyjaśnionych spraw? Czy w końcu siostry otworzą się przed sobą na tyle, żeby zrozumieć i oczyścić się z wyrzutów sumienia?

Powieść „Tylko oddech” zaskoczyła mnie. Bardzo szybko autorka odkryła karty, dała wiele odpowiedzi oraz teoretycznie uporządkowała fakty. I co z tego, skoro ten ład był tylko powierzchowny? Wszystko to co zostało zamiecione pod dywan upraszało się wyciągnięcia  i odgruzowania. Dlatego zachłannie chciałam poznać dalszą część historii, znaleźć odpowiedzi na niezliczoną ilość pytań, które kołatały mi się po głowie.

Autorka zabrała nas w podróż po meandrach ludzkiej psychiki i wrażliwości. Towarzyszyliśmy bohaterkom w ich walce o uzyskanie rozgrzeszenia i spokoju ducha. „Tylko oddech” jest świetną powieścią obyczajową. Poczucie estetyki, które jest wizytówką autorki, bardzo przypadło mi do gustu, a sposób w jaki opowiada swoje historie zawsze urzeka. To sprawia, że za każdym razem daję się wciągnąć w historię i czytam z wielką przyjemnością. Żałuję tylko jednego – braku stempli i wtrętów w postaci wiadomości-smaczków ze świata sztuki, którego autorka jest fanką i o którym przepięknie potrafi opowiadać.

Fani autorki na pewno nie będą zawiedzeni, a tych, którzy nie znają pióra Magdaleny Knedler serdecznie zachęcam do zapoznania się z jej twórczością. Polecam!

Ocena: 5/6

22 lipca 2018

"Będziesz na to patrzył" Magda Rem Kiedy przeszłość upomni się o sprawiedliwość


Tytuł: „Będziesz na to patrzył”
Autor: Magda Rem
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Forma książki: papierowa
Gatunek: thriller, thriller psychologiczny

fot. Katarzyna Denisiuk
Ostatnio kręcę się pomiędzy thrillerami, sensacjami i kryminałami polskich autorów. I dobrze mi z tym, tym bardziej, że te książki są udane i spełniają moje oczekiwania.


Za każdym razem sięgając po powieść z wymienionych gatunków w mojej głowie rodzą się pytania: co jeszcze można wymyślić? Czym czytelnika zaskoczyć? Kreatywność autorów jest godna podziwu. Magdzie Rem udało się mnie zainteresować, dać impuls do czytania kolejnych rozdziałów i sprawić, że na chwilę odłożyłam inną, zaczętą lekturę, bardzo intrygującą, należącą do zupełnie innego gatunku, mającą inne gabaryty historii i wymagającą większej uwagi. Całkowitej.

Rodzina Barczów. 2 + 1. Marek, Elwira i nastoletnia Marta. Żyją zwyczajnie, bez szaleństw, ekscentrycznych zajęć, czy hobby. Praca, dom, szkoła. Mają swoje grzeszki. Może nie takie jak każdy z nas, ale też nie takie, które mogłyby zrujnować komuś zdrowie. Ten stan utrzymuje się do momentu, aż Marek dostaje anonimowy list z bardzo krótkim przekazem „Będziesz na to patrzył!”. Zaczyna się pogoń myśli, dociekania, próby odświeżenia pamięci, powiązania wydarzeń z przeszłości z teraźniejszością. A adresat listu działa. Ma swój od dawna ułożony konkretny plan, który realizuje z zegarmistrzowską precyzją, którego celem jest wymierzenie sprawiedliwości. Rozpoczyna się wyścig z czasem.

Czytając thriller liczę się z dynamiczną akcją, jej nieprzewidywalnymi zwrotami, zabójstwami, grą na emocjach, podkręcaniem napięcia, mieszaniem w głowie czytelnikowi i rozwiązaniem zagadki, które wbija w fotel. Są również takie thrillery, które otulają duszną, mroczną atmosferą, akcja snuje się jak poranna mgła, a wszystko jest w biało-szaro-czarnych barwach z domieszką szkarłatu.
„Będziesz na mnie patrzył”, to powieść, której można przypisać dynamizm, wielobarwność i całe spektrum wymienionych przeze mnie atrybutów. Zostałam zaskoczona niejeden raz, wielokrotnie gratulowałam w myślach autorce, że tak interesująco poprowadziła dany wątek, w tak przemyślany sposób zabawiła się z czytelnikiem. Jedyne co mi zazgrzytało, to wyjaśnienie zagadki, które nie przyprawiło mnie o „opad szczęki”, a wywołało pytanie – naprawdę? Taki był tok rozumowania? Właśnie to zdarzenie było pierwszym kamyczkiem, który wywołał lawinę zdarzeń? Ale po chwili przyszło „otrzeźwienie” – no cóż, wariaci żyją wśród nas i nigdy nie wiemy co, kim kieruje.

„Będziesz na to patrzył” jest kolejnym thrillerem, który bez wahania wrzuciłabym do walizki. Polecam!

Ocena: 5/6

16 lipca 2018

"Pół życia" Mats Strandberg Trudne wybory i kłamstwa kładące się cieniem na życiu rodziny


Tytuł: „Pół życia”
Autor: Mats Strandberg
Wydawnictwo: Marginesy
Tłumaczył: Justyna Czechowska
Forma książki: papierowa
Gatunek: literatura piękna
Premiera: 18 lipiec 2018

fot. Katarzyna Denisiuk
„Pół życia” szwedzkiego pisarza i dziennikarza Matsa Stranberga, to książka o wielu twarzach, a nawet wielu osobowościach. Z jednej strony spokojna, refleksyjna, dająca możliwość pogrzebania w ludzkiej naturze, zestawienia człowieka jako jednostki z tym co dyktuje społeczeństwo, konwenanse, wzorce i utarte zachowania, z drugiej zaś pretenduje do bycia po trosze sensacją? A może thrillerem? Obie odsłony lubię, ale … osobno, nie w tym zestawieniu, nie w tej historii. Z powodzeniem, dwa główne wątki pogłębione i rozbudowane mogłyby pójść swoimi ścieżkami i powstałyby dwie książki. Jedną brałabym w ciemno, nad drugą musiałabym się chwilę zastanowić.


Jessica utraciła radość życia. Nie była gotowa na samotność i pustkę spowodowaną zniknięciem bardzo ważnego mężczyzny w jej życiu – Jacoba. Dlaczego to zrobił? Co nim powodowało? Dlaczego zostawił ją samą bez słowa wyjaśnienia? Dlaczego milczy? Życie toczy się dalej, ale od razu ciśnie się na usta pytanie „co to za życie?” Wyzute z pozytywnych emocji, bez endorfin, ot taka egzystencja dzień po dniu, na siłę. Tkwiąc pod duszącym kocem smutku, krępującym ruchy i niepozwalającym na głęboki oddech daje przyzwolenie, żeby życie przeciekało jej przez palce i równocześnie nie zauważa, że odchodzi jej babcia Viola. Przed śmiercią zostawia coś wnuczce, coś bardzo osobistego, będącego formą ostatniej spowiedzi. Ta wiadomość, spisana jako pamiętnik, opisuje historię życia Violi i uświadamia wnuczce, z jakimi dylematami, trudnymi wyborami i dramatami musiała mierzyć się jej rodzina.

Wątki Jessica-Jacob oraz Jessica-Viola płyną osobnymi korytami. Łączy je niełaskawy, porywisty nurt, który potrafi wywrócić życie do góry nogami. Rodzi się pytanie, czy z tej podróży można wyjść bez szwanku?

Starndberg pisze bardzo plastycznym językiem. Rozdziały powieści nie są zbudowane jak spod sztancy, co stanowi jej wartość dodaną. Jednak patrząc na opisaną historię w moim odczuciu książka jest nierówna. Pierwsza połowa była fascynująca i elektryzująca. Zapytana o wrażenia, bez mrugnięcia okiem odpowiedziałabym, że była świetna, że mnie porwała, że nie mogłam się doczekać finału historii. Z każdą kolejną stroną mój entuzjazm był tłumiony przez przybierający na sile wątek Jessica-Jacob, który o ile początkowo był udany i frapujący, w trakcie rozwijania się tracił na walorach. Oceniając książkę jako całość, wystawiam jej ocenę dobrą z plusem, czując żal, że autor tak a nie inaczej poprowadził jeden z wątków i nie rozwinął drugiego z nich.

Ocena: 4,5/6

8 lipca 2018

"Kłamstwo doskonałe" Lisa Scottoline Bo w małym miasteczku w Pensylwanii też może być ciekawie...


Tytuł: „Kłamstwo doskonałe”
Autor: Lisa Scottoline
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczył: Magdalena Rychlik
Forma książki: papierowa
Gatunek: thriller

fot. Katarzyna Denisiuk
Okładka sugeruje, że będzie to powieść obyczajowa. Opis umieszczony na okładce książki również „idzie” w tym kierunku, ale jednocześnie jest obietnicą ciekawej fabuły. I wiecie co? Od dawna to co zobaczyłam tak bardzo nie skorelowało się z tym co przeczytałam. Jestem pozytywnie zaskoczona. Ta książka to magiczny cylinder sztukmistrza, z którego jego właściciel co chwilę wyciąga a to opis niewielkiego miasta, jego mieszkańców, szkoły z jej uczniami, nauczycielami oraz trenerami, a to tajemniczego przyjezdnego, istnego człowieka-zagadki. Międzyczasie magik, czyli Lisa Scottoline robi coś zupełnie zaskakującego, prawdziwy fabularny twist, po którym akcja bardzo przyśpiesza, a książka swobodnie może wskoczyć na półkę z etykietą: kryminał/thriller/sensacja.


Małe miasteczko w Pensylwanii. W tamtejszym liceum wakat nauczyciela obejmuje Chris Brennan. Mężczyzna niemal doskonały. Nie dość, że bardzo dobrze dogaduje się z uczniami, którzy szybko znajdują z nim wspólny język, darzą go zaufaniem i szacunkiem, to dodatkowo swobodnie przejął funkcję drugiego trenera licealnych baseballistów. Szybko poznajemy drugą twarz "Mr. Perfect" i ta odsłona już nam się tak nie podoba. Co ten człowiek ukrywa? Co kombinuje? Do czego dąży? Doświadczamy gonitwy myśli, umysł pracuje na wysokich obrotach, by nagle … bach, autorka obdarowuje nas zwrotem akcji powodującym, że wszystko staje na głowie.

Warstwa obyczajowa opiera się na życiu trzech rodzin, trzech uczniów. Każda z nich ma własne problemy, z którymi się boryka. Żadna nie jest doskonała. Nie wszyscy są prawdomówni, co poniektórzy skrywają tajemnice. W tarapaty wpadają zarówno dorośli, jak i młodzież i nagle z „obyczajówki” robi nam się rasowy thriller i powieść akcji.

„Kłamstwo doskonałe” to przykład książki, w której zostało splecionych i połączonych wiele gatunków. Wydawałoby się, że ten nadmiar będzie ze szkodą dla odbioru i towarzyszących emocji, jednak autorka wykonała swoją pracę z wielkim wyczuciem i powieść czyta się po prostu świetnie. Dodatkowo Scottoline posługuje się płynnym i wciągającym stylem narracji, co sprawia, że nie wiemy kiedy, a naście kolejnych stron jest już za nami.

„Kłamstwo doskonałe”, to było moje pierwsze spotkanie z prozą Scottoline i przyznaję, że wyjątkowo udane. Moje oczekiwania oscylowały wokół myśli „chciałabym, żeby było ciekawie, żebym po ostatniej kropce stwierdziła, że mogę tę książkę polecić.” I dostałam o wiele więcej! Książka dostarczyła mi bardzo dobrej, niewymuszonej rozrywki. Godna polecenia, lekka lektura, idealna na wakacje.

Ocena: 5/6

30 czerwca 2018

"Horyzont umysłu" Thomas Arnold


Tytuł: „Horyzont umysłu”
Autor: Thomas Arnold
Wydawnictwo: Vectra
Forma książki: papierowa
Gatunek: kryminał/thriller

fot. Katarzyna Denisiuk
Pięć głębokich wdechów i wydechów, bo w głowie mętlik. „Horyzont umysłu” teoretycznie ma wszystko co sprawi, że książka przyciągnie, chwyci i nie puści. Zawładnie umysłem i nie pozwoli na odłożenie. Tego oczekiwałam, tego byłam pewna! I nie wiem co się wydarzyło i co sprawiło, że nie potrafiłam zagłębić się w fabułę, pełna euforii podążać za zwariowanymi pomysłami autora. Niewiele jest takich książek, o których wiem, że zachwycają, mogą zachwycić, a ja jednak tego nie doświadczam.


Okładka sugeruje podróż w niezgłębione i nieznane zakamarki ludzkiego umysłu, do świata ułudy, fikcji i sennych majaków. Dlatego spakujmy się, zapnijmy pasy i w drogę! Ale uwaga, bo w trasie mogą się wydarzyć dziwne, trudne do wytłumaczenia sytuacje.

Małżeństwo Culberth ulega bardzo poważnemu samochodowemu wypadkowi. Kto był kierowcą - kobieta, czy mężczyzna? Co spowodowało wypadek? Czy ktoś został potrącony? A może to było zwierzę? Alice jest przekonana, że śmiertelnie potrąciła kobietę, ale ta sama Alice leczyła się psychiatrycznie. Śledztwo prowadzi David Ross z policji z Cleveland. Od początku nie jest ono łatwe, gdyż możliwość kontaktu z osobami mogącymi rzucić światło na sprawę jest mocno ograniczone. A jak już do niego dochodzi, to zamiast odsłonięcia kolejnych puzzli, mamy wrażenie, że ktoś złośliwie zagarnął ich część, schował i szyderczo się z nas śmieje.
Skuszeni zachętami autora podążamy za nim, a on sam wydaje się świetnie bawić i wsadzać nas czytelników na coraz to nową minę.

Znacie pisarza Robina Cooka? Dawno nic nie czytałam tego autora, ale lata temu pochłaniałam jego thrillery medyczne. „Horyzont umysłu” to książka tego gatunku, więc entuzjaści będą zadowoleni. Ja również byłam, jednak mam „ale”. Rozumiem, że osadzenie akcji w Pszczynie, czy innej trudno dla obcokrajowca brzmiącej nazwie jest mało komercyjne, ale bardzo lubię, gdy polscy pisarze umiejscawiają akcję swojej powieści w Polsce (Thomas Arnold jest Polakiem). Ot taki mój bzik, więc chyba niepotrzebnie się czepiam. Jednak kiedy czytam o danym rejonie, mieście, miasteczku, to chcę je poczuć, chcę je sobie wyobrazić. Tutaj mi tego zabrakło.

Miałam wrażenie, że stałam za przezroczystą plexi, próbowałam ze wszystkich sił przebić się przez nią i nie dałam rady. A chciałam przeżyć to, czym zachwycają się czytelnicy... Podkreślę jeszcze raz, ta książka może zachwycić, może być nieodkładalną, bo jest intrygująca, nieoczywista i przemyślana. Po prostu między nami nie zaiskrzyło.

Ocena: 4/6

24 czerwca 2018

"Tamte dni, tamte noce" André Aciman O miłości trudnej, zakazanej, niewygodnej


Tytuł: „Tamte dni, tamte noce”
Autor: André Aciman
Wydawnictwo: Poradnia K
Tłumaczył: Tomasz Bieroń
Forma książki: ebook
Gatunek: literatura piękna

fot. Katarzyna Denisiuk

Mam wrażenie, że w mojej biblioteczce rozwiązał się worek z książkami o miłości. Nie mam nic przeciwko, tym bardziej, że każda z nich jest zupełnie inna. Uczucie, które jest częścią wspólną wszystkich tych powieści, jest katalizatorem zupełnie innych działań, zachowań podejmowanych przez bohaterów. Piękne jest to, że miłość istnieje od zawsze i przyjmuje niezliczone ilości postaci i barw. Dzięki temu jest tematem uniwersalnym, po który sięgali i będą sięgać pisarze. Jedni wtłoczą ją w ramy, które zostały już oglądnięte z każdej strony i wydawałoby się kompletnie zmurszałe i przeżyte, a są tacy, którzy wniosą coś nowego, świeżego i ciekawego. I taka według mnie jest historia opisana przez André Acimana.

Ojciec Elio, profesor uniwersytecki, co roku w okresie wakacyjnym przyjmuje pod swój dach i pod swoje skrzydła młodych mężczyzn, którzy szlifują swoje naukowe kariery. Chętnych nie brakuje. Pewnego roku z Ameryki do Włoch przylatuje Oliver. Wie czego chce, ma jasno określone cele, a rodzinę u której mieszka traktuje z należytym jej szacunkiem i bez zbytniego spoufalania się. Wszystko funkcjonuje dobrze, właściwie, każdy czerpie korzyści z istniejącej sytuacji i wzajemnych stosunków. Czas płynie a w Elio coś się zmienia, coś się rodzi, coś rozwija. To coś to uczucie, fascynacja Oliverem. Chwyta za serce, paraliżuje ruchy, wprawia w osłupienie, powoduje suchość w gardle. Pożądanie. Miłość.

„Tamte dni, tamte noce” są historią o uczuciu i namiętności pomiędzy dwoma mężczyznami. Z wielką przyjemnością przyglądałam się historii życia, a nie tylko wakacyjnej przygodzie Elio. Miłość pomiędzy osobami tej samej płci została pokazana z wyczuciem, z męską szorstkością a zarazem tkliwością na jaką stać każdego człowieka. Miłość trudna, zakazana, niewygodna, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej.

To twoja sprawa, jak pokierujesz swoim życiem, ale pamiętaj, że nasze dusze i ciała są nam podatowane tylko raz. Większość ludzi zachowuje się tak, jakby mieli dwa życia, oryginał i kopię. Już nie mówiąc o wszystkich wariantach pośrednich. Ale życie jest tylko jedno i zanim się obejrzysz, twoja dusza jest zużyta, a na twoje ciało od pewnego momentu nikt nie ma ochoty patrzeć, a tym bardziej zbliżać się do niego.

Polecam!

PS Na podstawie książki powstał film pod tym samym tytułem.

Ocena: 5/6

22 czerwca 2018

"Nawrócona" Stefan Hertmans Poruszająca i hipnotyzująca historia życia


Tytuł: „Nawrócona”
Autor: Stefan Hertmans
Wydawnictwo: Marginesy
Tłumaczył: Alicja Oczko
Forma książki: papierowa, dostępna w formie ebooka
Gatunek: literatura współczesna

fot. Katarzyna Denisiuk
Nie mogłam się lepiej wstrzelić z lekturą, gdyż Stefan Hertmans jest tegorocznym gościem Big Book Festival oraz Festiwalu Malta w Poznaniu. W Polsce znany jest z wydanej w 2016 roku. „Wojny i terpentyny”, która ukazała się w szesnastu krajach i dostała nominację do Nagrody Bookera oraz wydanej w 2017 roku powieści „Głośniej niż śnieg”. Twórczość jednego z najbardziej cenionych pisarzy języka niderlandzkiego zainteresowała również mnie, dlatego sięgnęłam po „Nawróconą” - tegoroczną premierę belgijskiego pisarza.


Historia opowiedziana przez Hertmansa jest poruszająca i hipnotyzująca. Ubranie w słowa faktów historycznych z dodatkiem fikcyjnej, wysublimowanej otoczki, używając pięknego, literackiego języka sprawia, że obcujemy z literaturą na wysokim poziomie.

Znowu przemierzam uliczki ich śladem, oddycham głęboko. Historia leży na ulicy, jest rzeczą płochliwą, czymś jak plama światła w ludzkim zarysie, otoczona niejednym mrocznym, straconym życiem.

Stefan Hertmans natrafił na ślady życia kobiety, chrześcijanki, która żyjąc w XI wieku poszła za głosem serca i związała się z żydowskim mężczyzną. Nie bacząc na otaczający ją świat, wartości, którymi była pojona od małego, zagrożenia jakie niosło ze sobą uczucie do człowieka wyznającego inną wiarę, porzuciła wygodne życie i wstąpiła na drogę, która przyniosła śmierć, cierpienie, głód, okrucieństwo i nienawiść. A my, razem z autorem podążamy ścieżkami wydeptanymi przez Chamutal i Dawida, na których jak kłęby suchej trawy na pustyni, szaleją namiętność i dojmujący smutek, radość i tragedia. Podróż „Nawróconej” jest jak niekończąca się droga krzyżowa. Wydawałoby się, że dotarła do celu, a jednak los ma na ten temat zupełnie odmienne zdanie.

Hertmans w cudowny sposób balansuje pomiędzy przeszłością i współczesnością, przeplata fikcję literacką z wydarzeniami historycznymi, które miały miejsce i odcisnęły niezatarte piętno na życiu milionów ludzi. „Nawrócona” to książka nieprzeciętna, niełatwa, a jednak przystępna. Zostawia czytelnika w uczuciu, że przeczytał bardzo dobrą, wartościową powieść. A, i jeszcze jedno – ta historia jest uniwersalna, bo fortuna kołem się toczy.
Warto sięgnąć! Warto przeczytać! Jestem pod wielkim wrażeniem kunsztu Hertmansa i zapisuję „Wojnę i terpentynę” na listę „do przeczytania”.

Ocena: 5,5/6

15 czerwca 2018

"Outsider" Stephen King Mroczna odsłona Kinga


Tytuł: „Outsider”
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczył: Tomasz Wilusz
Forma książki: ebook
Gatunek: thriller/kryminał/horror

Outsider w drodze na Świnicką Przełęcz
fot. Radek Denisiuk
Nie należę do grona najwierniejszych zwolenników i fanów twórczości Stephena Kinga, którzy mogliby pochwalić się bardzo dobrą znajomością jego książek. Mam za sobą kilka jego powieści i żadna z nich mnie nie rozczarowała, a kilka zachwyciło. King pisze bardzo dużo. Gdybyśmy chcieli ustawić na jednej półce wszystkie jego dzieła, to na pewno musiałaby być ona bardzo długa i solidna, żeby nie załamała się pod ciężarem woluminów. Wiem jedno, na pewno bliżej mi do powieści w stylu „Dolores Claiborne” i „Dallas '63”, które były rewelacyjne, niż do powieści grozy, których mistrzem niewątpliwie jest.


W ręce wpadła mi najnowsza powieść Króla „Outsider”. Mogłam się spodziewać wszystkiego. Chociaż nie. U Kinga tych słabszych historii jest zdecydowanie mniej niż dobrych, bardzo dobrych i rewelacyjnych (w ocenie znawców twórczości). Dlatego nastawiałam się na co najmniej dobrą rozrywkę. I? Taką właśnie dostałam. Bez zachwytu i słów „ależ to było dobre!”. Dlaczego? Ponieważ „Outsider” to ta bardzo dobra odsłona Kinga z dreszczykiem, z niewytłumaczalnymi zjawiskami, z garścią grozy i możliwymi nocnymi koszmarami u czytelnika. Na mnie to nie działa, ale doceniam kunszt i trwam w podziwie, bo napisać tyle książek na wysokim poziomie, to nie lada sztuka.

Spójrzcie na okładkę. Od razu możemy przypuszczać do jakiego świata zaprosi nas King. Niepokojąco, mrocznie, strasznie! Sam początek bardzo wciągający. Mamy brutalne morderstwo i poszukiwania sprawcy. Sukcesywnie, metodycznie, krok po kroku detektyw Ralph Anderson bada poszlaki, zbiera ślady, analizuje i wychodzi na to, że wskazanie winnego nie nastręczy większych problemów. Jak wielkim zaskoczeniem jest fakt, że zbrodni mógł dokonać szanowany i lubiany trener sportowy młodzików, nauczyciel, mąż i ojciec? Spektakularne, w światłach jupiterów aresztowanie jest jedynie początkiem kolejnych, niepokojących i przyprawiających o szybsze bicie serca zdarzeń. Bo ta sprawa ma drugie dno, bardzo głębokie i mroczne. Wszyscy biją się z myślami kim jest outsider?

King rozpoczął od wysokiego C. Byłam podekscytowana, że dostałam rewelacyjną powieść, że będę trwała w zachwycie. Niestety z każdym kolejnym rozdziałem mój entuzjazm przygasał, ale też i nie zgasł. „Outsidera” oceniam bardzo dobrze, ale wiem, że czytałam lepsze książki autora. Kto uwielbia Kinga, ten w tym uczuciu pozostanie. Ba! Spotkałam się ze stwierdzeniami „Król powrócił!”, „Mistrz powrócił!”. Jak jest naprawdę, przekonajcie się sami. Ja jednak czekam na moją ulubioną odsłonę autora. Wtedy będę wniebowzięta.

Ocena: 5/6

12 czerwca 2018

"Urok późnego lata" Agnieszka Janiszewska Milczenie nie zawsze jest złotem...


Tytuł: „Urok późnego lata” tom I i II
Autor: Agnieszka Janiszewska
Wydawnictwo: Novae Res
Forma książki: papierowa
Gatunek: powieść obyczajowa

fot. Radek Denisiuk
Autorzy powieści obyczajowych muszą wykazać się nie lada kunsztem, żeby historia, którą oddają w ręce czytelników czymś się wyróżniła i nie utonęła w morzu innych, tak licznych książek tego gatunku. Poza tym powinni dołożyć wszelkich starań, aby to co napisali nie ocierało się o banał, przewidywalność, czy też ckliwość, bo wtedy po prostu będzie wiało nudą. Czy Agnieszka Janiszewska sprostała moim oczekiwaniom? O tak!


„Urok późnego lata” to mozaika losów dwóch rodzin, które się ze sobą przeplatają, łączą, ale też brutalnie i bezkompromisowo rozrywają i niszczą. Miłość, nienawiść, antypatia, żal to uczucia nieobce bohaterom powieści, którym niejednokrotnie dają się porwać. Czy na końcu przyjdzie ukojenie i przebaczenie?

Jest rok 1957, Adrianna jest starą, zgorzkniałą kobietą, która niemal całe dnie spędza na przeglądaniu rodzinnego albumu ze zdjęciami i wracania myślami do tego co było, mięło i już nie wróci. Starsza córka Irena wraz z mężem i dwoma synami mieszka w Warszawie. Młodsza córka Eliza wyemigrowała do Anglii, gdzie mieszka sama z córką Urszulą. Nieukojony żal do rodziców spowodował, że Eliza zerwała wszelkie więzi z rodziną a Ula nie poznała dotychczas rodziny z Polski. Irena próbuje zszywać porozrywane więzi, jednak wychodzi z tego tylko licha fastryga.
W tej rodzinie jest mnóstwo drzazg, które uwierają, przeszkadzają, sprawiają, że rany się nie goją a wręcz przeciwnie, jątrzą. Tylko dobra wola może sprawić, że niewyleczone animozje z przeszłości w końcu znikną, albo przynajmniej dadzą wytchnienie.

W „Uroku późnego lata” jest to co lubię, czyli retrospekcje, powolne, sukcesywne odkrywanie przez autorkę kolejnych kart historii, bohaterowie, którzy zdecydowanie są jacyś. O dziwo, większości z nich nie polubiłam. Niewielu z nich wnosi powiew świeżości, młodzieńczej radości, optymizmu i radości. Optymizmu jest jak na lekarstwo.

Z ogromnym zainteresowaniem przewijałam kolejne strony, żeby dowiedzieć się co spowodowało, że poszczególni członkowie rodziny oddalili się od siebie? Czy prawda wyjdzie na jaw? Czy nastąpi przebaczenie?

„Urok późnego lata”, to bardzo wciągająca powieść obyczajowa, a zarazem pasjonująca łamigłówka, która doprasza się, aby ją jak najszybciej rozwikłać i poznać wszystkie odpowiedzi. Gwarantuję, że będą one zaskakujące! 

Ocena: 5/6 

31 maja 2018

"Szkarłatna głębia" Krzysztof Bochus Kryminał retro w najlepszej odsłonie


Tytuł: „Szkarłatna głębia”
Autor: Krzysztof Bochus
Wydawnictwo: Muza
Forma książki: papierowa
Gatunek: kryminał retro
Seria: Christian Abell (3)

fot. Radek Denisiuk



Podskórnie czułam, że warto czekać na kolejną odsłonę kryminału retro autorstwa Krzysztofa Bochusa. Poprzednie części „Czarny manuskrypt” oraz „Martwy błękit” wysoko postawiły poprzeczkę, zaś „Szkarłatna głębia” z lekkością i łatwością dorównała swoim poprzedniczkom i śmiem twierdzić, że jest jeszcze od nich lepsza.

Od razu uprzedzę tych, którzy nie czytali poprzednich części serii. Bez obaw możecie sięgnąć po „Szkarłatną głębię”, gdyż każda z części to osobna kryminalna zagadka, a spoiwem jest kilku głównym bohaterów z radcą kryminalnym Christianem Abellem na czele.

Elbląg, 1934 rok. W domu modlitwy zostają odnalezione brutalnie okaleczone zwłoki przywódcy wspólnoty mennonickiej na Mierzei Wiślanej, Wima Oxelrode. W niedługim odstępie czasu ginie kolejny członek tejże wspólnoty. Sprawę bada i śledztwo prowadzi błyskotliwy i bardzo skuteczny w działaniu Christian Abell z pomocą bezkompromisowego i nieprzebierającego w środkach wachmistrza Kukulki. Śledczy biorą pod lupę rodzinę Wima, próbują wniknąć w zamkniętą społeczność mennonitów. Mnożą się pytania, a odpowiedzi nie przybywa. Pojawiają się kolejni podejrzani i śledztwo nabiera rumieńców.

Krzysztof Bochus wykreował wyrazistego i interesującego bohatera, którego umieścił w bardzo ciekawym i jakże innym od współczesnych kryminałów czasie. Nie stawia przed nim łatwych zadań, ale takie, które są uszyte na miarę jego intelektu i możliwości. To co nam serwuje jest dopracowane, przemyślane i świetnie oddaje realia epoki. Kiedy myślę – kryminał autorstwa Bochusa – to pierwsze słowo jakie przychodzi mi do głowy, to elegancja. Dlaczego? Ponieważ powieści autora takie właśnie są – napisane nienagannym stylem, nie ma tam rozlewu krwi i zbędnych opisów okrucieństwa. Nie są nastawione na szokowanie, ale na dostarczenie bardzo dobrej rozrywki. To wszystko o czym piszę dostałam w „Szkarłatnej głębi”, którą serdecznie polecam. Mam ogromną nadzieję, że cykl doczeka się kontynuacji, bo jest gwarantem kapitalnego kryminału retro ze znakiem jakości Krzysztofa Bochusa.

Ocena: 5,5/6

21 maja 2018

"Dom Węży" Mateusz Lemberg Zło czai się wszędzie... Sss


Tytuł: „Dom Węży”
Autor: Mateusz Lemberg 
Wydawnictwo: Od Deski Do Deski
Forma książki: papierowa
Gatunek: thriller
Seria: Zbrodnia Nie/Doskonała


fot. Radek Denisiuk

Jedno spojrzenie na okładkę, dotknęcie nierównej faktury i od razu można przeczuwać, że „Dom Węży” u niejednego czytelnika wywoła ciarki i szybsze bicie serca.

Uroboros, to staroegipski i grecki symbol przedstawiający węża z ogonem w pysku, który zjada swoje ciało, żeby po chwili się odrodzić. W najnowszej powieści Mateusza Lemberga, to pseudonim niezwykle groźnego człowieka, dla którego ludzkie życie jest niewiele warte, zaś odbieranie go, to świetna zabawa i sposób na wzbogacenie się.
Oprócz ukrytego zagrożenia jakim jest szaleniec z chorym umysłem i kobrą o pięknym imieniu Bogini, Alicja codziennie doświadcza terroru, który potrafi przeniknąć każdą warstwę, wnika w głąb umysłu, niszczy i pozbawia nadziei na normalne, szczęśliwe życie.

Mateusz Lemberg zaserwował nam miejski thriller, którego akcja toczy się na kilku płaszczyznach, wije się między nimi, zatruwając swoim jadem. Wiele zaskakujących zwrotów akcji, zadziwiające metamorfozy bohaterów sprawiają, że cały czas tkwimy w stanie niewiedzy, w którą stronę udamy się, co nas czeka i jaki będzie finał powieści?

Macie ofidiofobię? Radzę omijać „Dom Węży” szerokim łukiem. Autor w tak sugestywny sposób wprowadził te gady pomiędzy karty historii, że podskórnie, albo raczej "naskórnie", czujemy ich obecność i oczami wyobraźni widzimy jak pełzają wabiąc nas swoimi ruchami. Brrr.

„Dom Węży” to dobry thriller, bardzo sprawnie napisany, który czyta się szybko. Mocno kibicowałam Alicji. Nieustający terror psychiczny oraz walka o życie stawiają ją na przegranej pozycji. Czy uda się jej przetrwać? W jakim stanie wyjdzie z tej potyczki, w której ciosy spadają z każdej strony? Zakończenie zaskakuje...

To dopiero początek nowej serii wydawnictwa „Zbrodnia nie/doskonała”. Bardzo jestem ciekawa jej kolejnych odsłon.

Ocena: 4,5/6