Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

2 października 2018

"Wiatraki" Krzysztof A. Zajas Kryminalna zagadka z gangsterskimi zatargami w tle


Tytuł: „Wiatraki”
Autor: Krzysztof A. Zajas
Wydawnictwo: Marginesy
Forma książki: ebook, Legimi
Gatunek: kryminał
Seria: Trylogia pomorska (1)

fot. Katarzyna Denisiuk

„Wiatraki” Krzysztofa A. Zajasa, to swoista pamiątka z Pomorza w postaci obrazu, który jest stworzony przez kalejdoskop wrażeń. Jego solidne ramy tworzy wątek kryminalny. Naprężone i zagruntowane płótno, to zatargi gangstersko-policyjne i animozje, które mocno przebijają i rzutują na charakter i odbiór bieżących wydarzeń. Na tak przygotowanym materiale autor mocnymi pociągnięciami pędzla namalował głównych bohaterów, którzy są wyraziści, nietuzinkowi, momentami zaskakujący i skomplikowani. Gdy chcemy ocenić ich barwę, to wcale taka oczywista nie jest. Dodatkowo autor w niektórych miejscach namalował grube, wypukłe fragmenty. To przeszłość, która upomina się o uwagę i krzyczy o sprawiedliwość. A żeby było jeszcze bardziej ekscytująco, to obraz … nie jest dokończony!

Krakowski duet policjantów Bałyś-Krzycki jest wzorem dla wielu specjalistów w branży. Ich praca jest doceniana i podziwiana i niejeden chciałby mieć takie wyniki w policyjnych statystykach. Inspektor Krzycki zostaje zaproszony na Pomorze, aby aktywnie uczestniczyć w konferencji. Wysyła podkomisarza Bałysia, który nie dość, że wplątuje się w lokalne, gangsterskie porachunki, to znika... Krzycki wyrusza na poszukiwanie przyjaciela i żeby stawić czoła przeznaczeniu.

Małe miejscowości, tajemnicze zabójstwa, wojenki o gangsterskie wypływy, wiatraki, które doskonale wpisują się w krajobraz krainy, przekładają się na wielobarwne, wielowątkowe elementy tworzące bardzo ciekawy kryminał.

Bardzo się cieszę, że „Wiatraki” są początkiem nowej trylogii na kryminalnym rynku. Duet policjantów mnie uwiódł, chociaż niejednokrotnie byłabym w kontrze do ich poglądów i zachowań. Klimat książki przyprawiał momentami o dreszcze, co oznacza, że autor zadbał o czytelnika. Jedynie, co nie zyskało mojego uznania, to sensacyjne sceny, które może i nieźle sprawdziłyby się na szklanym ekranie, jednak na kartach powieści nie bardzo mi pasowały. Ten sensacyjny sznyt mógłby zostać ograniczony.
Podsumowując, to co wymyślił i stworzył Zajas bardzo dobrze się kręci, jak tytułowe wiatraki przed wkroczeniem zabójcy.

Ocena: 5/6

28 września 2018

"Nie zapomnij o mnie" Anna Bińkowska Gdy sztuka staje się przekleństwem


Tytuł: „Nie zapomnij o mnie”
Autor: Anna Bińkowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Forma książki: papierowa, dostępna również w formie ebooka
Gatunek: kryminał
Seria: Mirska i Budryś (2)

fot. Radek Denisiuk
„Nie zapomnij o mnie” to powieść kryminalna, druga część cyklu z Mirską i Budrysiem. Lektura tej książki, to było moje pierwsze spotkanie z prozą Anny Bińkowskiej i już wiem, że nie ostatnie. Biję brawa autorce, bo mnie, jako czytelnika mającego przeczytanych dziesiątki kryminałów, potrafiła zaskoczyć. Zostałam wciągnięta w pokrętną zagadkę i z wielkim zainteresowaniem śledziłam losy głównych bohaterów.


Zacznę od okładki – bardzo sugestywna i adekwatna do treści fabuły. Zamordowany zostaje Peter Simon, kiedyś gwiazda baletu, obecnie choreograf Baletu Narodowego. Musiał komuś głęboko zajść za skórę, bo ciało było mocno pokiereszowane. Do sprawy zostają przydzieleni Iga Mirska i Jacek Budryś, którzy penetrują środowisko baletmistrzów, solistek i tancerzy. Mirska czuje się jak ryba w wodzie, gdyż sama w przeszłości niejedną godzinę spędziła w puentach na sali ćwiczeń. Im śledztwo staje się bardziej rozwojowe, tym więcej pojawia się poszlak, tropów do sprawdzenia, postaci, które mogą odegrać znaczącą rolę, a duet Mirska-Budryś wcale nie działa, jak dobrze naoliwiona maszyna. Nie zapominajmy, że przeszłość nie zasypia i coraz wyraźniej daje o sobie znać... 

Porwało mnie, nie puściło i trzymało aż do finału. Bardzo ciekawe, nietypowe tło - przyznajcie, że środowisko artystów baletu nie pojawia się często na kartach powieści, wielowątkowe śledztwo, przedstawiciele wielu przenikających się środowisk, którzy na pierwszy rzut oka wydają się kompletnie ze sobą nie powiązani, skomplikowana fabuła, która bardzo zgrabnie i logicznie została poprowadzona, stały się elementami, które zbudowały świetny kryminał.

Tak naprawdę podobało mi się wszystko. Zarówno język jakim operuje autorka, kreacja bohaterów, sposób pokazania sztuki baletowej, która wymaga wielu wyrzeczeń, ogromnej pracy i samodyscypliny oraz wyjaśnienie kryminalnej zagadki.
Powieści kryminalnych na rodzimym rynku mamy mnóstwo, a jeśli sięgniemy dalej, to zatrzęsienie, dlatego sztuką jest wymyślić nowatorską, zaskakującą fabułę. „Nie zapomnij o mnie” jest niebanalna i dostarcza bardzo dobrej rozrywki. Jestem na tak i czekam na kolejne części z Mirską i Budrysiem. Ciekawa jestem z czym będą musieli się mierzyć i jak potoczą się ich dalsze losy.

Ocena: 5/6

5 września 2018

"Skaza" Robert Małecki Nowe rozdanie w polskim kryminale


Tytuł: „Skaza”
Autor: Rober Małecki
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Forma książki: papierowa, dostępna również w formie ebooka
Gatunek: kryminał
Seria: Barnard Gross (1)
Premiera 5 wrzesień

fot. Radek Denisiuk

Robert Małecki dał się poznać czytelnikom jako autor świetnej, kryminalnej serii, której głównym bohaterem jest toruński dziennikarz Marek Bener. Tym razem autor rzucił nas na szeroką wodę, a raczej zaprosił na przejażdżkę nad jezioro w Chełmży. Czy otwarcie nowego cyklu jest udane? Czy nowy bohater zyska grono entuzjastów?


Zima. Jezioro skute lodem, a na nim przymarznięta czerwona łódka i dwóch nieboszczyków – starszy mężczyzna o nieznanej tożsamości i chłopiec w wieku szkolnym, mieszkaniec pobliskiego miasteczka. Kim jest mężczyzna? Co łączy zmarłe osoby? Dlaczego znaleźli się w jednym miejscu o tym samym czasie?
Do sprawy wyjaśnienia zgonów zostaje przydzielony Bernard Gross. Człowiek z traumatyczną przeszłością, z rodzinnymi problemami, ciekawym hobby, ale też profesjonalnym podejściem do obowiązków i oddany swojej pracy. Błyskotliwy umysł prowadzi go krętymi ścieżkami do celu jakim jest odpowiedź na piętrzące się pytania i wątpliwości.

W „Skazie” Robert Małecki dał mi to co bardzo lubię, czyli dwutorową akcję, która rozgrywa się w 2018 roku oraz dziesięć lat wcześniej. Przeplatane wydarzenia mające miejsce w teraźniejszości i przeszłości doskonale się uzupełniają i dają znakomicie zazębiające się dwie historie. Akcja nie pędzi, nie ma fajerwerków, chociaż są momenty zaskakujące. Ani przez chwilę nie wieje nudą, dlatego że fabuła jest rzetelnie i z pomysłem zbudowana. Atmosfera stopniowo zagęszcza się a my przedzieramy się przez przez zawiłości śledztwa.
Nowy bohater nie odkrywa wszystkich kart. Ciągnie się za nim cień tajemnicy, który daje nadzieję na kolejne historie z jego udziałem. Bohaterowie drugoplanowi również są ciekawi, charakterystyczni i z zadziorem.

Wróżę nowej serii dużą popularność, bo naprawdę jest to kawał dobrego, polskiego kryminału. Ja w każdym razie już czekam na kolejne części! Polecam serdecznie fanom gatunku i entuzjastom powieści kryminalnych bez rozlewu krwi i epatowania okrucieństwem.

Ocena: 5,5/6

fot. Radek Denisiuk


23 sierpnia 2018

"Niewiadoma" Marek Stelar Kolejna, jakże udana, odsłona poczynań Dariusza Sudera


Tytuł: „Niewiadoma”
Autor: Marek Stelar
Wydawnictwo: Filia
Forma książki: papierowa, dostępna w formie ebooka
Gatunek: kryminał
Seria: Suder (2)

fot. Katarzyna Denisiuk
Po lekturze „Niepamięci” napisałam „wpisuję Pana Stelara na listę polskich autorów, do których książek z przyjemnością wrócę.” I wróciłam, sięgając po „Niewiadomą”. Byłam już świadoma co mnie czeka, tzn. w jaki sposób pisze autor, co było jego mocną, a co słabszą stroną, więc oczekiwania były całkiem spore. Nie zawiodłeś mnie Panie Stelar! Media i sam autor donoszą, że kolejna część została już napisana i to jest bardzo dobra wiadomość. To mówię ja, sympatyk polskiego kryminału.


Wracając do „Niewiadomej”. Główny bohater, były policjant Dariusz Suder, którego nie polubiłam w poprzednim wydaniu, tym razem pokazuje dużo sympatyczniejszą twarz. Pogodzony z losem, w towarzystwie czworonogiego przyjaciela i w sąsiedztwie specjalisty od wysokoprocentowych trunków pana Waldka, Józka i Aśki wiedzie spokojny żywot. Jednak do tej w miarę ustabilizowanej egzystencji wkrada się niepokój i zamieszanie. 
Do gabinetu znajomej psychoterapeutki Mileny Korcz przychodzi nieznajomy i … żywy z niego nie wychodzi. Nieznajomy zyskuje nazwisko i jest ono Suderowi nieobce, na dodatek mocno związane ze  znanym mu mężczyzną z przeszłości. A tymczasem Milena znika. Suder rozpoczyna prywatne śledztwo próbując dociec dlaczego tak a nie inaczej potoczyły się wydarzenia w gabinecie, dlaczego Milena się ukrywa, jaką rolę odgrywają osoby z którymi Suder miał kiedyś do czynienia. Jedno wydarzenie nadmuchuje ogromny balon pełen niewiadomych.

Najnowsza powieść Stelara nie bombarduje czytelnika zawrotną akcją, ba! momentami jest nawet ślamazarna, co poczytuję jako zaletę a nie wadę. Autor prowadzi nas bardzo logiczną ścieżką dedukcji, skrupulatnie, bez rozwiązań i złotych myśli wyciągniętych jak z magicznego kapelusza. Suder główkuje, analizuje, szuka. Chce pomóc znajomej, której bardzo wiele zawdzięcza. Przez to jawi się jako fajny, porządny facet, z którym chciałoby się zaprzyjaźnić. Posiadanie przez niego psa Promo dodatkowo ociepla jego, nadwątlony w moich oczach, wizerunek z „Niepamięci”.

Kryminalna zagadka skonstruowana przez Stelara jest bardzo przemyślana, świetnie skonstruowana i inteligentna. To nie jest książka na jeden kęs, ale na powolne delektowanie się kryminalno-sensacyjną intrygą i jej sukcesywnym, konsekwentnym odkrywaniem.

Nie zawiodłeś mnie Panie Stelar! Czekam na kolejną część! Polecam!

PS Kilka słów na temat "Niepamięci" znajdziecie tutaj.

Ocena: 5/6

15 sierpnia 2018

"Dziewczynka z zapalniczką" Mariusz Czubaj Rudolf Heinz wraca do gry


Tytuł: „Dziewczynka z zapalniczką”
Autor: Mariusz Czubaj
Wydawnictwo: W.A.B.
Forma książki: audiobook; czyta Leszek Filipowicz
Gatunek: kryminał
Seria: polski psychopata (5)

fot. Katarzyna Denisiuk

Czytając w przeszłości głównie kryminały i thrillery, nie wiem jak to się stało, że aż do teraz nie poznałam książek Mariusza Czubaja. Nazwisko to przecież wielokrotnie przewijało się wśród polskich „kryminalistów”. Impuls, jak pstryknięcie zapalniczki sprawił, że powieść autora zagościła u mnie w formie audiobooka, a po jej wysłuchaniu ... zamówiłam w bibliotece poprzednie części.
Lektura najnowszej książki Mariusza Czubaja potwierdza tezę, że bywa i tak, że chociaż książka należy do cyklu – w tym przypadku jest to cykl „polski psychopata” - to czytanie nie po kolei, czy tak jak w moim przypadku dopiero piątej części, nie przeszkadza w odbiorze powieści.

Po raz pierwszy poznałam specjalistę od budowania portretów psychologicznych, miłośnika bluesa Rudolfa Heinza, który niejedno w życiu przeżył i w tej części „wraca do gry”. Wydostać się z psychicznego dołka nie jest łatwo, jednak informacja o śmierci bardzo dobrego kolegi Jacka Szymona sprawia, że Heinz angażuje się w śledztwo i stara się dociec dlaczego Szymon został zamordowany i z czyjej ręki. Tropy prowadzą do sprawy sprzed lat, którą badał przyjaciel, a dotyczyła zabójstwa sześcioletniej dziewczynki. Czy Szymonowi udało się rozwiązać kryminalną zagadkę? Czy Heinz będzie podążał śladami zostawionymi przez kolegę? Czy odkryje całkiem nowe fakty? Kim jest tytułowa dziewczynka z zapalniczką? W końcu, czy prywatne śledztwo profilera zakończy się sukcesem?

Pierwsze spotkanie z prozą Mariusza Czubaja i jakże udane! W tym kryminale jest wszystko co lubię. Skondensowana, nieprzegadana wartka akcja, kryminalna zagadka, która wciąga i zaskakuje oraz ciekawy, nieoczywisty i mający pasję główny bohater. Niech najlepszą rekomendacją dla powieści będzie fakt, że chcę poznać przeszłość Heinza i dowiedzieć się z kim zadarł, komu zalazł za skórę, że w „Dziewczynce z zapalniczką” obawia się o swoje życie.

Jeszcze kilka słów na temat audiobooka. Naprawdę wpada w ucho, zarówno dzięki fabule, która doskonale komponuje się z tą formą, jak i nienagannej interpretacji Leszka Filipowicza. Heinz słucha dobrej muzyki, a ja – tak coś czuję – na dłuższy czas zasłucham się w powieściach Czubaja. Polecam, bo to bardzo dobra rozrywka dla lubiących kryminały.

Ocena: 5/6

31 lipca 2018

"Tak będzie prościej" Przemysław Semczuk Śladami zbrodni po Karkonoszach


Tytuł: „Tak będzie prościej”
Autor: Przemysław Semczuk
Wydawnictwo: Rebis
Forma książki: papierowa, dostępna również w formie ebooka
Gatunek: kryminał, kryminał retro

fot. Katarzyna Denisiuk
Na okładce Śnieżka. Co prawda w zimowej scenerii, ale jednak. Góra, na którą zawsze chciałam wyjść, a jak dotąd nie było okazji. Nie trzeba było wielkiej zachęty, żebym sięgnęła po książkę Semczuka. Błądząc myślami po planowanych, urlopowych wojażach i wycieczkach, zgrałam lekturę powieści z wyjazdem w góry.


„Tak będzie prościej”, to w dużej mierze obraz Polski lat 90 XX wieku z całym wachlarzem ówczesnego kombinatorstwa, umiejętności zdobywania rzeczy teoretycznie niedostępnych, zakulisowych rozmów, układów i układzików. Autor poszedł jeszcze dalej. Pokazał środowisko homoseksualne biorąc pod lupę niewyjaśnioną do dzisiaj sprawę zabójstwa Tadeusza Stecia, bardzo znanego przewodnika sudeckiego i autora wielu publikacji związanych z tematyką górską. Splata fikcję z rzeczywistością, przedstawia kawał historii związanej ze Śnieżką i portretuje osoby tam pracujące. Tę część powieści, będącą żonglerką faktami, czytałam z wielkim zainteresowaniem.

Widok na Śnieżkę od strony zachodniej
fot. Katarzyna Denisiuk

Inna, wcale nie gorsza, odsłona powieści, to kryminał. Bardzo klimatyczny, mogący z powodzeniem zostać zekranizowany jako kontynuacja serialu „07 zgłoś się”. Policja prowadzi śledztwo dotyczące morderstwa mężczyzny. Wiele poszlak sugeruje, iż bliskie mu było środowisko homoseksualistów. Tropy prowadzą na Śnieżkę i na granicę z naszymi południowymi sąsiadami. Czy ogromny majątek zamordowanego mężczyzny pochodził z legalnego zarobku, czy też w grę wchodził przemyt i szemrane interesy? Policja pracuje, a kolejne osoby giną...

Fakty w połączeniu z fikcją, dobrze skrojone, dają bardzo ciekawy efekt. Pomimo tego, że twór wydaje się być trochę kanciasty, mało kolorowy, to ma w sobie coś, co przyciąga, do czego chce się wracać, chociażby z sentymentu. Dodatkowo świetnie przedstawione tło historyczne pokazujące Jelenią Górę i Karkonosze daje poczucie obcowania z kawałkiem historii, którą nie każdy z nas zna.

Widok ze Śnieżki - w dole Dom Śląski
 fot. Katarzyna Denisiuk

Jeśli tylko macie ochotę na podróż w przeszłość, obcowanie z milionami złotych w portfelu, meblościankami na wysoki połysk i celnikami na granicy, a do tego poznanie historii zabudowań na najwyższym szczycie Karkonoszy, to polecam „Tak będzie prościej”. A jeśli dodatkowo lubicie kryminały z akcją rozgrywającą się w Polsce okresu transformacji, to wybór książki Semczuka będzie strzałem w dziesiątkę. Polecam!

PS Jak myślicie, czy Teofil Olkiewicz z Poznania, który pojawia się na kartach powieści, to milicjant z powieści Ryszarda Ćwirleja?

Ocena: 5/6

10 lipca 2018

"444" Maciej Siembieda Niesamowita podróż w czasie i przestrzeni śladami tajemniczego obrazu Jana Matejki

Tytuł: „444”
Autor: Maciej Siembieda
Wydawnictwo: Wielka Litera
Forma książki: ebook
Gatunek: sensacja/thriller
Seria: Jakub Kania (1)

fot. Katarzyna Denisiuk

Do sięgnięcia po książkę Macieja Siembiedy skłoniły mnie pozytywne recenzje, ale szalę przeważyło coś po trosze związanego z literaturą, ale jednak innego. Były to sympatia, szacunek, wzajemne uznanie i wsparcie panów Siembiedy i Bochusa, które zaobserwowałam w mediach społecznościowych, i które bardzo mnie ujęły. Twórczość Krzysztofa Bochusa znam i cenię, a dodając do tego to o czym wspomniałam, otrzymałam dosyć oczywistą odpowiedź – kolejną książką, którą będę czytała będzie „444”.

Te zawiłe wywody opisane powyżej, to nic w porównaniu z tym co zaserwował nam autor w swojej powieści. Chylę czoła przed ogromem pracy jaka została włożona w napisanie tak złożonej i wielowarstwowej fabuły. Mnogość postaci, wątków, czasów akcji może przyprawić o zawrót głowy, ale na pomoc przychodzi "ściąga" umieszczona na końcu książki, dzięki której możemy odnaleźć się w gąszczu bohaterów powieści (tak, ebookowicze, miejcie to na uwadze, bo ja to udogodnienie „odkryłam” po skończeniu książki, czyli da się i bez niej nie zgubić). Poza tym fabuła została tak umiejętnie skonstruowana, że przy minimum skupienia wszystko zgrabnie układa się w całość. Ach i co ważne, przez 560 stron cały czas coś się dzieje, coś ważnego, mającego znaczenie i wpływ na kolejne puzzle lejtmotivu, czyli nie ma nudy! Pamiętacie szkolne lektury, gdzie „wycinało się” nużące opisy przyrody? W „444” takiej sytuacji nie doświadczycie.

Nie sposób książki Siembiedy nie próbować zestawiać z książkami Dana Browna, choć porównań nie lubię i ich unikam. Z prostej przyczyny – w „444” głównym rekwizytem jest obraz, który został namalowany w 1881 roku przez Jana Matejkę pod tytułem „Chrzest Warneńczyka”. Przepowiednia w nim ukryta może odmienić losy świata. Obraz ten, który w przeszłości wielokrotnie zmieniał właściciela, zaginął. W czasach współczesnych jego losy bada prokurator IPN Jakub Kania. W czasie poszukiwań odkrywa, że sam obraz ściśle wiąże się z tak zwaną przepowiednią abry głoszącą, że co 444 lata począwszy od 1000 roku, jeden wybraniec zyska szansę pojednania świata chrześcijańskiego z islamskim. Od tego momentu niejedno niebezpieczeństwo będzie czyhało na prokuratora Kanię.

Dałam się porwać, oj dałam, kunsztowi pisarskiemu autora – przez powieść się po prostu płynie. Poza tym niesamowitą wiedzą i umiejętnościami jej przełożenia na ciekawą fabułę – gdzież nas Siembieda nie zabrał? Z kim pozwolił nam obcować? Jakie miejsca, dwory, pola bitew, nawet przestrzeń kosmiczną odkrywaliśmy? Kupił mnie również humorem i niezwykłą organizacją pracy mającą przełożenie na efekt końcowy. Tak, „444” po skończonej lekturze jawi mi się jako ogromna walizka, obok której na początku leżała sterta niezbędnych rzeczy do zapakowania, wydawałoby się przekraczająca swoją objętością możliwości walizki, a zmyślny architekt tak to wszystko ogarnął, poukładał, zaaranżował, że nie dość, że wszystko się zmieściło (nie trzeba było nic odkładać ani dopychać kolanem), to jeszcze nic się nie zmięło i nie wylało. Wszystko wyszło idealnie.

W „444” Maciej Siembieda zdradził początek fabuły kolejnej swojej książki mającej tytuł „Miejsce i imię”. Chyba nie wątpicie, że po nią sięgnę? A „444” bardzo polecam wszystkim tym, którzy lubią kawał dobrej historii z podróżami w czasie i … przestrzeni.

Ocena: 5,5/6

4 lipca 2018

"Sześć Cztery" Hideo Yokoyama A mogło być tak pięknie...


Tytuł: „Sześć Cztery”
Autor: Hideo Yokoyama
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tłumaczył: Łukasz Małecki
Forma książki: papierowa
Gatunek: thriller/kryminał

fot. Katarzyna Denisiuk

„Japońskie Millenium – 1 000 000 egzemplarzy sprzedanych w ciągu zaledwie 6 dni”. 

Czytając TAKIE zdanie niemal od razu zapragnęłam przeczytać książkę Hideo Yokoyamy. Z prostej przyczyny - „Millenium” było rewelacyjne, pochłonęło mnie bez reszty i po przeczytaniu marzyło mi się jeszcze kiedyś przeczytać powieść w tym stylu. Patrzę – jest! To będzie to! To musi być to! I … nie było. I na dodatek nie zgadzam się z blurbem napisanym przez Wojciecha Chmielarza, którego twórczość bardzo lubię i cenię. A napisał tak: „Sześć Cztery to policyjna Gra o tron w japońskim wydaniu. Mocna, błyskotliwa i trzymająca w napięciu powieść. Wielkie kryminalne odkrycie. Dowód na to, że w tym gatunku ciągle można napisać coś świeżego i zaskakującego.” Panie Wojtku, niech Pan nie idzie w tę stronę i nie inspiruje się tą powieścią!


Ale, ale, od razu napiszę, żeby nie było niedomówień – to nie jest zła książka, jednak jest jedna rzecz, która mi się nie podobała, zaważyła na odczuciach i końcowej ocenie. Objętość. Nie boję się literackich cegieł, niejedną przeczytałam i wiem, że 1000 stron może przykuć uwagę, może się nie dłużyć, może trzymać poziom. W „Sześć Cztery” tego nie było. Gdyby tak odchudzić fabułę o jedną trzecią, to myślę, że wyszłoby jej na dobre (liczba stron - 749).

Główny wątek powieści – przynajmniej takim powinien być – to sprawa o kryptonimie Sześć Cztery, dotycząca zaginięcia siedmioletniej dziewczynki, która miała miejsce w 1989 roku. Policja poniosła wtedy klęskę, gdyż dziecko nie zostało odnalezione żywe. Z końcem 2002 roku zaginęła nastolatka, córka policjanta. Poszukiwania zmuszają do odkurzenia spawy z przeszłości. Na jaw wychodzą nowe wątki i tropy, zgrabnie się ze sobą splatające, by w finale zaskoczyć czytelnika.
I ten wątek, naprawdę bardzo ciekawie zaaranżowany i poprowadzony, był bardzo udany i zasługuje na poklask. Niestety został on przytłoczony przez setki stron dywagacji, roztrząsań, wojenek pomiędzy Biurem Prasowym a dziennikarzami, przypominających tygiel, w którym cały czas się kotłuje i wrze.

Książka napisana jest plastycznym językiem i pomimo swej objętości, czyta się ją szybko. Mnogość postaci i bohaterów o egzotycznych dla naszej kultury i regionu imionach i nazwiskach w początkowym etapie może przyprawić o lekki zawrót głowy. Bez obaw – na skrzydełku książki znajduje się ściągawka, a poza tym, z czasem, o dziwo, zapadają w pamięć.

„Sześć Cztery” zapowiadało się świetnie, fabuła była przynajmniej częściowo bardzo ciekawa, zakończenie w pewnym stopniu zrekompensowało dłużyzny, jednak patrząc całościowo, to książka, która bardzo mnie rozczarowała.

Ocena: 3,5/6

30 czerwca 2018

"Horyzont umysłu" Thomas Arnold


Tytuł: „Horyzont umysłu”
Autor: Thomas Arnold
Wydawnictwo: Vectra
Forma książki: papierowa
Gatunek: kryminał/thriller

fot. Katarzyna Denisiuk
Pięć głębokich wdechów i wydechów, bo w głowie mętlik. „Horyzont umysłu” teoretycznie ma wszystko co sprawi, że książka przyciągnie, chwyci i nie puści. Zawładnie umysłem i nie pozwoli na odłożenie. Tego oczekiwałam, tego byłam pewna! I nie wiem co się wydarzyło i co sprawiło, że nie potrafiłam zagłębić się w fabułę, pełna euforii podążać za zwariowanymi pomysłami autora. Niewiele jest takich książek, o których wiem, że zachwycają, mogą zachwycić, a ja jednak tego nie doświadczam.


Okładka sugeruje podróż w niezgłębione i nieznane zakamarki ludzkiego umysłu, do świata ułudy, fikcji i sennych majaków. Dlatego spakujmy się, zapnijmy pasy i w drogę! Ale uwaga, bo w trasie mogą się wydarzyć dziwne, trudne do wytłumaczenia sytuacje.

Małżeństwo Culberth ulega bardzo poważnemu samochodowemu wypadkowi. Kto był kierowcą - kobieta, czy mężczyzna? Co spowodowało wypadek? Czy ktoś został potrącony? A może to było zwierzę? Alice jest przekonana, że śmiertelnie potrąciła kobietę, ale ta sama Alice leczyła się psychiatrycznie. Śledztwo prowadzi David Ross z policji z Cleveland. Od początku nie jest ono łatwe, gdyż możliwość kontaktu z osobami mogącymi rzucić światło na sprawę jest mocno ograniczone. A jak już do niego dochodzi, to zamiast odsłonięcia kolejnych puzzli, mamy wrażenie, że ktoś złośliwie zagarnął ich część, schował i szyderczo się z nas śmieje.
Skuszeni zachętami autora podążamy za nim, a on sam wydaje się świetnie bawić i wsadzać nas czytelników na coraz to nową minę.

Znacie pisarza Robina Cooka? Dawno nic nie czytałam tego autora, ale lata temu pochłaniałam jego thrillery medyczne. „Horyzont umysłu” to książka tego gatunku, więc entuzjaści będą zadowoleni. Ja również byłam, jednak mam „ale”. Rozumiem, że osadzenie akcji w Pszczynie, czy innej trudno dla obcokrajowca brzmiącej nazwie jest mało komercyjne, ale bardzo lubię, gdy polscy pisarze umiejscawiają akcję swojej powieści w Polsce (Thomas Arnold jest Polakiem). Ot taki mój bzik, więc chyba niepotrzebnie się czepiam. Jednak kiedy czytam o danym rejonie, mieście, miasteczku, to chcę je poczuć, chcę je sobie wyobrazić. Tutaj mi tego zabrakło.

Miałam wrażenie, że stałam za przezroczystą plexi, próbowałam ze wszystkich sił przebić się przez nią i nie dałam rady. A chciałam przeżyć to, czym zachwycają się czytelnicy... Podkreślę jeszcze raz, ta książka może zachwycić, może być nieodkładalną, bo jest intrygująca, nieoczywista i przemyślana. Po prostu między nami nie zaiskrzyło.

Ocena: 4/6

28 czerwca 2018

"Kopia doskonała" Małgorzata Rogala Wakacyjna podróż śladami młodej malarki


Tytuł: „Kopia doskonała”
Autor: Małgorzata Rogala
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Forma książki: papierowa, dostępna również w formie ebooka
Gatunek: kryminał
Seria: Celina Stefańska (1)


fot. Katarzyna Denisiuk

Wielokrotnie słyszę prośbę – poleć mi coś na wakacje. Wiesz, coś lekkiego kalibru, do torby plażowej, na hamak, do plecaka, do pociągu, czy na leżak. Tak wiem, są osoby, które w czasie urlopu czytają lektury wymagające skupienia, kiedy to głowa jest wolna od trosk i można zanurkować w głębiny trudnych wyborów, nieoczywistych rozwiązań, językowej wirtuozerii. Jednak wróćmy do pierwszej myśli. „Kopia doskonała” Małgorzaty Rogali jest miłą i przyjemną książką z gatunku kryminał. Warto zaznaczyć, że osoby nieczytające kryminałów bez oporów mogą po nią sięgnąć, bo oprócz przestępczego wątku istnieje sporych rozmiarów otoczka w postaci bardzo zachęcających opisów malowniczych francuskich miejscowości, sztuki oraz malarstwa. Ot kryminał i „przygodówka” w jednym, zabarwione humorem.

Rogala stawia na kobiety i ja temu przyklaskuję. W najnowszej powieści mamy Dominikę, bardzo uzdolnioną, młodą malarkę, która zarabia jako kopistka. Otrzymując bardzo interesujące zlecenie, wyjeżdża do Lyonu skąd … nie wraca. Babcia Dominiki, uruchamiając swoje znajomości, drogą pantoflową, trafia do Celiny, świeżo upieczonej właścicielki jednoosobowego biura detektywistycznego, z prośbą o pomoc w odnalezieniu wnuczki. Po początkowym oporze i rozterkami związanymi z fobiami i koszmarami przeszłości, Celina przyjmuje zlecenie i wyrusza do Francji śladami młodej dziewczyny.

W „Kopii doskonałej” jest pięknie – za sprawą malowniczego otoczenia i autorki, która słowami maluje dla nas i przybliża nam francuskie miasteczka i miejsca, niebezpiecznie – w końcu to mimo wszystko kryminał, wesoło – zapomniałam napisać, że jest jeszcze jedna cicha bohaterka, koleżanka Celiny mająca ksywkę Szyszka i dwie bardzo sympatyczne starsze panie oraz ciekawie – bo taka mieszanka daje bardzo zadowalający i smaczny efekt końcowy.

„Kopia doskonała” to pierwsza książka z serii z Celiną Stefańską. Ciekawa jestem jak rozwinie się kariera młodej pani detektyw i z jakimi sprawami będzie miała do czynienia w kolejnych odsłonach. Fajna książka na lato i myślę, że dobra do bookcrossingu. Niech wielu czytelników przeżyje ciekawą, wakacyjną przygodę! Polecam!

Ocena: 4,5/6

20 czerwca 2018

"Niedobry pasterz" Przemysław Borkowski Szewc bez butów chodzi...


Tytuł: „Niedobry pasterz”
Autor: Przemysław Borkowski
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Forma książki: papierowa, dostępna w formie ebooka
Gatunek: kryminał
Seria: Zygmunt Rozłucki (2)

fot. Katarzyna Denisiuk

Co łączy autora „Niedobrego pasterza” z Kabaretem Moralnego Niepokoju? TEN Przemysław Borkowski, który oprócz tego, że potrafi bawić publikę zabawnymi skeczami, jest autorem bardzo dobrych kryminałów. Co łączy ”Niedobrego pasterza” z „Zakładnikiem” oprócz ich autora? Postać psychologa Zygmunta Rozłuckiego, który w obu powieściach gra pierwsze skrzypce.

Olsztyńska policja prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa piętnastoletniej dziewczyny, której ciało zostało porzucone w lesie pod miastem. Skuteczne działania sprawiają, że do morderstwa przyznaje się miejscowy pijaczyna. Czyli co? Fajrant? Można zakończyć papierkową robotę i zamknąć sprawę? Nie tak szybko, gdyż ksiądz miejscowej parafii zjawia się na komisariacie i … również przyznaje się do popełnienia morderstwa. Zygmunt Rozłucki, który udowodnił, że jest świetnym specjalistą, zostaje poproszony o pomoc w znalezieniu sprawcy morderstwa. Do sprawy włącza się również prasa w osobie znajomej Rozłuckiemu dziennikarki.

W „Dobrym pasterzu” mamy dwa kluczowe wątki. Śledztwo oraz poczynania pana psychologa. Wiecie jak to jest – szewc bez butów chodzi i tak właśnie jest w przypadku Rozłuckiego. Coś mi się wydaje, że Borkowski miał z Rozłuckim jakieś osobiste porachunki, bo nie oszczędzał go w tej części. Jedno jest pewne - Rozłucki jest doskonałym znawcą i entuzjastą whisky i niejednokrotnie aż się prosiło wypić z nim choć jedną szklankę tego trunku.

Jeśli wpadła Wam w ręce druga część serii, a nie czytaliście jeszcze pierwszej, to bez obaw – nieznajomość obyczajowego tła i relacji pomiędzy niektórymi postaciami nie zepsuje odbioru książki, bo to co się dzieje w „Niedobrym pasterzu” rekompensuje wszystko. To ten rodzaj kryminału, którego określam mianem „sympatyczny”, czyli taki, w którym nacisk został położony na powolne, spokojne budowanie napięcia, metodyczne śledztwo, sukcesywne odkrywanie kart. Autor daje czytelnikowi szansę pobawienia się w detektywa poprzez główkowanie i układanie w głowie swoich własnych rozwiązań, a nie na szokowaniu, podrzucaniu coraz to bardziej krwistych i obrzydliwych scen oraz wyskakiwaniu z nowymi tropami i wskazówkami jak króliki z kapelusza. A dodatkowo nic nie jest prosto podane, ale w sposób przemyślany, inteligentny, żeby była dobra zabawa na poziomie.

Liczę na to, że powstaną kolejne książki z cyklu, a jeśli nie, to że Przemysław Borkowski nadal będzie pisał, bo bardzo dobrze mu to wychodzi. „Zakładnik” mnie zaintrygował. Dzięki tej książce wpisałam autora na listę obserwowanych i słusznie, bo „Niedobry pasterz” mnie nie zawiódł i w mojej ocenie jest powieścią jeszcze lepszą niż jej poprzedniczka. Czyta się świetnie! Polecam!

PS O wrażeniach po przeczytaniu "Zakładnika" przeczytasz tutaj.

Ocena: 5/6

15 czerwca 2018

"Outsider" Stephen King Mroczna odsłona Kinga


Tytuł: „Outsider”
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczył: Tomasz Wilusz
Forma książki: ebook
Gatunek: thriller/kryminał/horror

Outsider w drodze na Świnicką Przełęcz
fot. Radek Denisiuk
Nie należę do grona najwierniejszych zwolenników i fanów twórczości Stephena Kinga, którzy mogliby pochwalić się bardzo dobrą znajomością jego książek. Mam za sobą kilka jego powieści i żadna z nich mnie nie rozczarowała, a kilka zachwyciło. King pisze bardzo dużo. Gdybyśmy chcieli ustawić na jednej półce wszystkie jego dzieła, to na pewno musiałaby być ona bardzo długa i solidna, żeby nie załamała się pod ciężarem woluminów. Wiem jedno, na pewno bliżej mi do powieści w stylu „Dolores Claiborne” i „Dallas '63”, które były rewelacyjne, niż do powieści grozy, których mistrzem niewątpliwie jest.


W ręce wpadła mi najnowsza powieść Króla „Outsider”. Mogłam się spodziewać wszystkiego. Chociaż nie. U Kinga tych słabszych historii jest zdecydowanie mniej niż dobrych, bardzo dobrych i rewelacyjnych (w ocenie znawców twórczości). Dlatego nastawiałam się na co najmniej dobrą rozrywkę. I? Taką właśnie dostałam. Bez zachwytu i słów „ależ to było dobre!”. Dlaczego? Ponieważ „Outsider” to ta bardzo dobra odsłona Kinga z dreszczykiem, z niewytłumaczalnymi zjawiskami, z garścią grozy i możliwymi nocnymi koszmarami u czytelnika. Na mnie to nie działa, ale doceniam kunszt i trwam w podziwie, bo napisać tyle książek na wysokim poziomie, to nie lada sztuka.

Spójrzcie na okładkę. Od razu możemy przypuszczać do jakiego świata zaprosi nas King. Niepokojąco, mrocznie, strasznie! Sam początek bardzo wciągający. Mamy brutalne morderstwo i poszukiwania sprawcy. Sukcesywnie, metodycznie, krok po kroku detektyw Ralph Anderson bada poszlaki, zbiera ślady, analizuje i wychodzi na to, że wskazanie winnego nie nastręczy większych problemów. Jak wielkim zaskoczeniem jest fakt, że zbrodni mógł dokonać szanowany i lubiany trener sportowy młodzików, nauczyciel, mąż i ojciec? Spektakularne, w światłach jupiterów aresztowanie jest jedynie początkiem kolejnych, niepokojących i przyprawiających o szybsze bicie serca zdarzeń. Bo ta sprawa ma drugie dno, bardzo głębokie i mroczne. Wszyscy biją się z myślami kim jest outsider?

King rozpoczął od wysokiego C. Byłam podekscytowana, że dostałam rewelacyjną powieść, że będę trwała w zachwycie. Niestety z każdym kolejnym rozdziałem mój entuzjazm przygasał, ale też i nie zgasł. „Outsidera” oceniam bardzo dobrze, ale wiem, że czytałam lepsze książki autora. Kto uwielbia Kinga, ten w tym uczuciu pozostanie. Ba! Spotkałam się ze stwierdzeniami „Król powrócił!”, „Mistrz powrócił!”. Jak jest naprawdę, przekonajcie się sami. Ja jednak czekam na moją ulubioną odsłonę autora. Wtedy będę wniebowzięta.

Ocena: 5/6

5 czerwca 2018

"Zabójczy pocisk" Kryminalne opowiadania, które nie zawsze trafiały w środek tarczy


Tytuł: „Zabójczy pocisk”
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Forma książki: papierowa
Gatunek: kryminalne opowiadania

fot. Radek Denisiuk
Zbiór kryminalnych opowiadań zainteresował mnie z dwóch powodów. Po pierwsze cel na jaki jest przeznaczony dochód ze sprzedaży książki, bo kupując książkę wspieramy Fundację „Pomoc Kobietom i Dzieciom”. Po drugie krótka forma, która dotychczas była mi zupełnie obca i byłam jej bardzo ciekawa. Zelektryzować czytelnika kilkunastoma stronami i sprawić, że to co zostało lekko naszkicowane zostanie w pamięci, to nie lada sztuka. Cytując Jaume Cabré „Pisarz musi wysilić inteligencję, ale czytelnik też. Pisarz sugeruje nastrój, perypetie, pejzaż, klimat, a czytelnik uzupełnia te elementy w trakcie czytania.”


Pisarzami, których opowiadania wypełniły „Zabójczy pocisk” są:
Łukasz Orbitowski "Stalowa. Baśń"
Remigiusz Mróz "Hakowy"
Jakub Małecki "Puch"
Joanna Opiat-Bojarska "Przeznaczenie"
Wojciech Chmielarz "Telefon"
Olga Rudnicka "Byle do lata"
Katarzyna Puzyńska "Wszędzie krew"
Marta Guzowska "Plan B"
Magdalena Knedler "Jadzia Markowska"
Bartosz Szczygielski "Sprawiedliwość dla wszystkich", "Zero, zero osiem"
Ryszard Ćwirlej "Kto się boi Czarnej Wołgi?"
Robert Małecki "Kosa"
Małgorzata Rogala "Córka Koryntu i prawiczek"
Marta Matyszczak "Trup, którego nie ma"
Tomasz Sekielski "Że cię nie opuszczę aż do śmierci"

Po lekturze „Zabójczego pocisku” mam kilka przemyśleń. Forma jaką jest opowiadanie potrafi do mnie dotrzeć i zrobić na mnie wrażenie. Napisać krótko i nietuzinkowo, to bardzo trudne zadanie dla pisarza. Niektórym niestety nie udało się stworzyć klimatu dobrej, kryminalnej zagadki i kilka dni po przeczytaniu całkowicie wywietrzało mi z głowy.

Podsumowując, nie chcąc punktować każdego opowiadania z osobna, nie zawiedli mnie ci, których bardzo cenię w dłuższych formach.
Opowiadanie Łukasza Orbitowskiego było mocnym początkiem. Czułam się jakbym słuchała bajki dla … niegrzecznych dzieci. Świetny klimat. Marta Guzowska zrobiła coś ciekawego. Jej opowiadanie to preludium do powieści pt.: „Reguła nr 1”. Tak mnie nim wkręciła, że tę książkę na pewno przeczytam. U Bartosza Szczygielskiego było rasowo, mrocznie i zaskakująco. Jeśli nie czytaliście książek Bartosza, to myślę, że są one doskonałą reklamą jego twórczości. Zwieńczeniem antologii jest bardzo dobre opowiadanie Tomasza Sekielskiego, które ujęło mnie klimatem i nutą grozy, która towarzyszyła mi podczas czytania. Największym zaskoczeniem, bardzo pozytywnym, było opowiadanie Jakuba Małeckiego, który nie specjalizując się w kryminalnych powieściach zadanie odrobił na 6!

Ocena: 4/6

2 maja 2018

"Czwarta małpa" J.D. Barker Kryminał petarda?


Tytuł: „Czwarta małpa”
Autor: J.D. Barker
Wydawnictwo: Czarna Owca
Tłumaczył: Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik
Forma książki: ebook
Gatunek: kryminał
Seria: Sam Porter (1)



fot. Radek Denisiuk

Mnóstwo bardzo wysokich ocen, pełne euforii komentarze, zapowiedź na okładce, która każe wierzyć, że będzie to petarda - „Mroczna i pełna nagłych zwrotów akcji powieść niczym „Milczenie owiec” pomnożone przez „Siedem”” i … petardy nie było. Tak to czasami bywa. Oczekiwałam wspaniałego prezentu, a dostałam kolejną „parę skarpet”. Długo myślałam co poszło nie tak i doszłam do pewnych wniosków, o których napiszę za parę linijek.

Zabójca Czwartej Małpy, człowiek postrach, który podrzuca małe, białe pudełka przewiązane czarną wstążką z „milutką” niespodzianką wewnątrz – częścią ciała ofiary... Od 5,5 roku jest nieuchwytny dla chicagowskiej policji. Przełomem w śledztwie może okazać się śmierć pieszego pod kołami autobusu. Wszystkie poszlaki wskazują, iż to właśnie poszukiwany zabójca zginął w wypadku. Czy to może być aż tak trywialne? Tyle starań, tyle zachodu, a tu sprawa rozwiązuje się jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki? Domyślacie się, że nie, bo inaczej książka skończyłaby się zanim na dobre się rozkręciła. Co ważne, detektyw Sam Porter znajduje przy zmarłym pamiętnik, który ujawni tę najmroczniejszą stronę fabuły.

„Czwarta małpa” ma niemal wszystko czym może być bardzo dobry kryminał, czyli przerażającego zabójcę, który bawi się z policją jak mu się żywnie podoba, policjantów, którzy wzbudzają sympatię, i którym mocno kibicujemy, krwawe sceny zbrodni (wiem, nie każdy to lubi, akceptuje lub toleruje), ciekawą zagadkę, na tyle zagmatwaną, że przez długi czas ciężko się domyślić jej rozwiązania. Wiecie czego mi zabrakło? Wartkiej akcji, przełomu, tąpnięć. Coś takiego pojawia się po przeczytaniu 75% książki. Nie twierdzę, że do tego momentu nudziłam się setnie. Nie, ale podkręcenie zainteresowania naprawdę wyszłoby tej książce na plus. Wprowadzenie dodatkowego wątku jakim jest historia z pamiętnika ma chyba jedno, główne zadanie – szokowanie czytelnika. Zadanie wykonane w sposób mistrzowski, ale rodzi pytanie, czy o to chodziło? Narzekam na słabo rozwijającą się akację, po czym patrzę na tytuły rozdziałów i co widzę? Śledztwo zostało rozwiązane w przeciągu dwóch dni! Chyba się jednak czepiam ;-)

Reasumując - moje oczekiwania były ogromne, a dostałam tylko dobry kryminał. Może gdybym nic, albo niewiele o książce wiedziała i nie była zaprawiona w bojach czytając sporo mocnych kryminałów (patrz np. seria z Davidem Hunterem Chrisa Cartera), to piałabym z zachwytu. I wiecie co? Mimo mojego kręcenia nosem zachęcam do sięgnięcia po ten kryminał, bo czuję, że wielu z Was będzie podzielało zachwyt nad tą książką. Jest to pierwsza część serii i z ciekawości sięgnę po kolejną, żeby przekonać się, czy zostanę z autorem na dłużej, czy się jednak rozstaniemy.

Ocena: 4,5/6

26 kwietnia 2018

"Jedna jedyna" Jørn Lier Horst Kryminalna zagadka prosto z Norwegii


Tytuł: „Jedna jedyna”
Autor: Jørn Lier Horst
Wydawnictwo: Smak Słowa
Tłumaczył: Milena Skoczko
Forma książki: ebook
Gatunek: kryminał
Seria: William Wisting (4)


fot. Katarzyna Denisiuk

Nie wiem i nie rozumiem dlaczego książki z serii z Williamem Wistingiem są wydawane bez zachowania jakiegokolwiek logicznego klucza. Najnowsza część jest czwartą z dziesięciu (dziesiąta została wydana w kwietniu 2016 roku). Dotychczas przeczytałam cztery (łącznie z „Jedną jedyną”) i mogę Was jedynie uspokoić, że części nie są na tyle powiązane, żeby wymagały dyscypliny w czytaniu w kolejności, co nie zmienia faktu, że irytujący jest brak logiki.

Koniec z narzekaniem, teraz będzie już tylko lepiej.

Zaginęła Kajsa Berg – utalentowana piłkarka ręczna. Wyszła na trening ze swojego mieszkania i nie dotarła do centrum sportowego oddalonego o 2 minuty drogi. W lesie policjanci odnajdują wykopany dół, który od razu kojarzy się z grobowcem. Wybucha pożar, a na miejscu pożogi zostają odnalezione zwęglone zwłoki mężczyzny przykutego do drzewa. Miejscowi śledczy na czele z komisarzem Williamem Wistingiem próbują rozwiązać kryminalne zagadki. Czy z teoretycznie kompletnie niepasujących do siebie puzzli powstanie pełen obraz?

Kiedy będziecie mieli ochotę na dobry, skandynawski kryminał, bez nadmiernego rozlewu krwi, bez brutalnych scen, z logiczną i interesującą fabułą, to szczerze polecam Horsta. Jego książki czyta się bardzo dobrze, bo są świetnie napisane. Poza tym autor wie co pisze, gdyż jest byłym policjantem i możemy się spodziewać, że nie znajdziemy w fabule merytorycznych błędów.
Jednym minusem są imiona i nazwiska, które przyprawiają o ból głowy, bo jak tu zapamiętać np. Ståle Krekerund, czy Gard Holhjem ;-)

PS Dla dzieci i młodzieży Jørn Lier Horst również potrafi napisać bardzo dobre powieści kryminalne. Polecam serię Biuro Detektywistyczne nr 2.

Ocena: 5/6

18 kwietnia 2018

"Koszmary zasną ostatnie" Robert Małecki Trzecia część trylogii, która daje odpowiedź


Tytuł: „Koszmary zasną ostatnie”
Autor: Robert Małecki
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Forma książki: papierowa, dostępna również w formie ebooka i audiobooka
Gatunek: kryminał
Seria: Marek Bener (3)
Premiera: 18 kwiecień

fot. Radek Denisiuk

„Koszmary zasną ostatnie”, to trzecia, spinająca klamrą, część toruńskiej trylogii z dziennikarzem Markiem Benerem w roli głównej. Robercie Małecki, przesadziłeś! Co Ci Bener zrobił, że tak go przeczołgałeś, przeżułeś i wyplułeś? Mam nadzieję, że tak jak i ja, wybaczy, ponieważ te wszystkie złe rzeczy zrobiłeś w mistrzowski sposób!


Gdzie jest Agata? To pytanie towarzyszy nam od pierwszej części trylogii. Jest ono kluczowe, palące i koniecznie chcemy znać na nie odpowiedź. Jednak Bener ćwiczy naszą cierpliwość, bo w rankingu problemów, z którymi się mierzy, spadło ono z piedestału. Czyżby pogodził się ze stratą żony?

Za oknem ciepła wiosna, a my dostajemy w twarz mroźną, toruńską zimą. Zaginął Jan Stemperski, ofiara mobbingu. Sprawa wydaje się prosta, gdyż patrząc na to z czym się mężczyzna borykał, można przypuszczać, że targnął się na własne życie. Zakończenie poszukiwań z wynikiem pozytywnym podniosłoby morale Benera, który coraz bardziej pogrąża się we frustracji i nijakości. Dodatkowo wisi nad nim nierozwiązana sprawa sprzed lat – zaginięcie Michała Waltera. Tak, sukces bardzo pomógłby dziennikarzowi wskoczyć na właściwe tory.

A przeszłość nie śpi. Przeszłość upomina się o swoje. Koszmary nie dają spokojnie spać. Szarpią, zaczepiają, podburzają, krzyczą!

Z uporaniem się z duchami przeszłości oraz w wywiązywaniu się z obowiązków służbowych pomagają redaktorowi koledzy z pracy. Czy okażą się osobami zaufanymi? Komu w ogóle może Bener wierzyć? Komu ufać? Na kim może polegać? Kto okaże się przyjacielem, a kto wrogiem? Oj, nie ma on łatwego życia. Cały czas poddawany próbom, wciągnięty w niebezpieczną grę, mozolnie brnie do przodu, żeby znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie i móc w końcu spać spokojnie.
„Koszmary zasną ostatnie”, to książka mroczna, zagmatwana, grzebie w psychice i zmusza do wytężania szarych komórek. Nic nie jest podane jak na tacy. Czy ostatnia kropka postawiona w tej historii da wytchnienie?

Toruńska trylogia ewoluowała. Dobra „Najgorsze dopiero nadejdzie” zaciekawiła i niemal zmusiła do sięgnięcia po świetną „Porzuć swój strach”. Po tych dwóch częściach autor nie pozostawia wyboru, trzeba przeczytać „Koszmary zasną ostatnie”, które są doskonałym finałem toruńskiej trylogii. Zazdroszczę tym, którzy jeszcze nie czytali i „za jednym posiedzeniem” mogą towarzyszyć Benerowi w rozwikłaniu życiowej zagadki i „rozbrojeniu tykającej bomby problemów.” Polecam!

PS Czy tylko ja miałam przed oczami Roberta Małeckiego w roli Benera i Marcela Woźniaka w roli Brodzkiego? ;-) Gratuluję obu Panom tak ciekawego i przemyślanego wplecenia we własną historię bohatera występującego w powieściach kolegi po piórze.

Ocena: 5,5/6

fot. Katarzyna Denisiuk


17 kwietnia 2018

"Nora" Katarzyna Puzyńska Dziewiąta, jakże udana część sagi o Lipowie


Tytuł: „Nora”
Autor: Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Forma książki: ebook
Gatunek: kryminał
Seria: Lipowo (9)
Premiera: 17 kwiecień

fot. Radek Denisiuk

Do przeczytania dziewiątej części sagi Lipowo fanów Katarzyny Puzyńskiej z pewnością nie trzeba namawiać. A tych, którzy myślą nad sięgnięciem po najnowszą książkę autorki i mają obawy, czy odnajdą się w obszarach okołokryminalnych, uspokajam - możecie zacząć od „Nory”. Celowo piszę zacząć, bo przypuszczam, że po jej przeczytaniu będziecie chcieli szybko nadrobić poprzednie części.

„Nora” jest "potężna" (816 stron), solidna i napisana z rozmachem. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak musiała wyglądać praca nad tym tomem. Bardzo dużo postaci, wiele wątków i … ofiar. Wszystko misternie uknute i świetnie zrealizowane. A lista bohaterów umieszczona na początku książki bardzo ułatwia poruszanie się po historii.

Skoro to kolejna część sagi, to wiadomym jest, że spotykamy się ponownie ze znanymi policjantami i w wielu miejscach byliśmy. Fabuła nawiązuje do zdarzeń z ósmej części „Czarne narcyzy”, ale uważam, że wcale nie trzeba być świeżo po ich lekturze, żeby komfortowo poruszać się w meandrach „Nory”. Tym razem policjanci z Lipowa i Brodnicy poszukują zaginionej uczennicy SuperSzkoły. Śledztwo całkowicie się rozpada już na samym początku. Niewiele wiadomo, dochodzą kolejne znaki zapytania, a odnalezienie brutalnie okaleczonego ciała jest jak lont, który odpala bombę powodującą jeszcze większe spustoszenie. Dochodzenie wikła się do tego stopnia, że cofamy się w czasie o dwadzieścia lat i razem z miejscową władzą reaktywujemy zamkniętą już sprawę.
Poza warstwą kryminalną, która w „Norze” przybiera imponujące rozmiary, autorka kontynuuje wątki obyczajowe. Jesteśmy świadkami życiowych rozterek i problemów Weroniki, Emilii oraz Daniela. Lepiej poznajemy komendanta policji i jego rodzinę, która skrywa niejedną tajemnicę. A rodzina Marka Zaręby odegra w historii niebagatelną rolę.

„Nora” jest pełna tajemnic, ukrytych związków, skrywanych sekretów. Mnóstwo się dzieje, momentami wrze jak w ulu, ale wszystko pracuje z precyzją szwajcarskiego zegarka. Jestem pełna podziwu dla autorki za odnalezienie się w siatce wzajemnych zależności, która wydaje się bardzo skomplikowana, jednak na końcu logicznie przedstawiona i wyjaśniona.

Po lekturze książki odnoszę wrażenie, że autorka świetnie się przy jej pisaniu bawiła, co się przełożyło na bardzo pozytywny mój odbiór tej historii. Końcówka sugeruje, że może powstać kolejna część sagi o Lipowie. Nie mam nic przeciwko, bo te książki bardzo dobrze się czyta. Sympatyczne, lekkie powieści z kryminalnym zadziorem.

PS Jednego zdarzenia Pani Kasi nie daruję :-( Ciekawe, czy podzielacie mój żal?

Ocena: 5/6

15 kwietnia 2018

"Kości proroka" Ałbena Grabowska Kryminał z historią w tle, a może historia z kryminałem w tle?


Tytuł: „Kości proroka”
Autor: Ałbena Grabowska
Wydawnictwo: Marginesy
Forma książki: papierowa
Gatunek: kryminał
Premiera: 18 kwiecień



fot. Katarzyna Denisiuk

Jednym z impulsów do sięgnięcia po „Kości proroka” było nazwisko autorki – Ałbena Grabowska. Z tą polską pisarka mającą bułgarskie korzenie spotkałam się wcześniej czytając trylogię „Stulecie Winnych”. Już wtedy wiedziałam, że z jej piórem będzie mi po drodze. Drugim impulsem była krótka notka wydawnicza, która nakreśliła fabułę powieści. To co przeczytałam było intrygujące i zaostrzyło apetyt na historię napisaną z wielkim rozmachem. Czy moje oczekiwania zostały zaspokojone?

Akcja „Kości proroka” biegnie trójtorowo. W czasach współczesnych jesteśmy w bułgarskim Płowdiwie, gdzie toczy się śledztwo w sprawie morderstwa polskiego posła z Warszawy. Jego ciało pokryte trackimi symbolami zostało znalezione w teatrze antycznym. Jako konsulnatkę-specjalistkę sprowadzono z Polski Margaritę Nowak, córkę najlepszej bułgarskiej archeolożki. Cofamy się w czasie do XII wieku do Cesarstwa Bizantyjskiego, gdzie spotykamy bogomiłów i towarzyszymy im w wędrówce do Konstantynopola. Ich celem jest dwór Cesarza, a misją dostarczenie Tajemnej Świętej Księgi. Brat Cyryl ma swój prywatny priorytet – zanieść kości brata Alberta, aby spoczęły w świętej ziemi. A co dzieje się w I wieku na Ziemi Świętej? Apostołowie wraz z nauczycielem wyruszają na spotkanie z mesjaszem.

Początkowo trzy historie, trzy wątki wydają się całkowicie ze sobą niepowiązane. Tasują się ze sobą i dają poczucie, że czytamy równolegle trzy różne powieści (wspomniałam – jest rozmach!). Zabieg bardzo ciekawy, powodujący ciągły wzrost poziomu zainteresowania. Z każdą kolejną stroną jesteśmy bliżej zakończenia, a w głowie coraz wyraźniej rysuje się jeden spójny obraz mający postać trójelementowych puzzli. A może będą to trzy matrioszki?

Przez chwilę zastanawiałam się, który okres najbardziej mi się podobał? Wybór trudny, bo każdy z nich jest inny, na swój sposób wyjątkowy. Jednak ze względu na nieznajomość i egzotykę wydarzeń z przeszłości, te dwa wątki były bardzo frapujące.

W „Kości proroka” mamy historię splątaną z wątkiem kryminalnym. Dało to bardzo ciekawy efekt, a w mojej głowie zrodziło kolejne pytanie „jaki to gatunek”? Kryminał? Powieść historyczna? Ciężko postawić tę książkę na jednej konkretnej półce.

„Kości proroka” imponują rozmachem (tak, wiem, piszę to po raz trzeci i zupełnie świadomie), dopracowaniem, przemyślaną, bardzo ciekawą konstrukcją. Ta powieść przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Polecam!

Ocena: 5/6

7 kwietnia 2018

"Ofiara" Max Czornyj Cztery Iks nie odpuszcza


Tytuł: „Ofiara”
Autor: Max Czornyj
Wydawnictwo: Filia
Forma książki: papierowa, dostępna w formie ebooka
Gatunek: kryminał
Seria: Komisarz Eryk Deryło (2)
Premiera: 4 kwiecień 2018


fot. Radek Denisiuk

Jeśli wpadnie Wam w ręce „Ofiara” (entuzjaści mrocznych historii na pewno zwrócą uwagę na okładkę, która przyciąga wzrok), a nie znacie jej autora, to odłóżcie ją na chwilę na bok i sięgnijcie najpierw po „Grzech”. „Ofiara” jest drugą z serii z Komisarzem Erykiem Deryło i bez znajomości wcześniejszej części nie wkręcicie się w meandry śledztwa, zwłaszcza na początku.

Po lekturze „Grzechu” miałam dwa zarzuty. Jeden dotyczył dosyć pobieżnie pokazanego miejsca, w którym toczy się akcja, czyli miasta. Miałam wrażenie, że niewiele ponad nazwę wiązało go z fabułą. Drugi dotyczył zbyt płytkiego potraktowania niekryminalnej otoczki. A co przyniosła „Ofiara”? Czy autor poprawił swoje notowania?
Tak! Lepiej poznałam Lublin i dokładnie wiedziałam gdzie się znajduję. Poza tym więcej dowiedziałam się o bohaterach. Czy było brutalnie? Było, ale nie aż tak i objętość okrucieństwa nie była jak piwo, a cała reszta jak pianka na dwa palce. Dostałam mocny drink, który solidnie „kopie”.

„Ofiara”, to pokrętna gra, w której jedna osoba rozdaje karty, a pozostali uczestnicy muszą się bardzo mocno napocić, żeby jej dorównać. Nic nie jest łatwe, nic nie jest oczywiste. Wszyscy zostali wciągnięci w ten makabryczny taniec. Zakończenie, to klasyczny opad szczęki. Po „Grzechu” chciałam poznać dalsze losy lubelskiego śledztwa, a po „Ofierze” wiem, że muszę przeczytać kontynuację.

Druga część serii jest naprawdę dobrze wyważonym kryminałem. Owszem jest mrocznie, strasznie, krwawo, ale otrzymujemy w pakiecie dużo więcej. Lubię, gdy bohaterowie, z którymi spędzam trochę czasu (w sumie niewiele, bo książkę czyta się bardzo szybko), dają się poznać nie tylko jako specjaliści w życiu zawodowym, ale również poza godzinami pracy, w ich życiu prywatnym. Nie zawsze kryminał jest równoznaczny z pędzącą akcją i trzymaniem czytelnika za gardło, ale … w „Ofierze” tak właśnie jest. Nie ma nudy, jest przykręcanie śrubki i przykucie do fotela grubym łańcuchem, a klucz do kłódki trzyma w garści Cztery Iks.

Żeby nie było tak rewelacyjnie, to mam jedno ale. Dwa „ale” z „Grzechu” zostały poprawione, to może w „Pokucie” również się uda ;-) Gdybym miała narysować, a raczej opisać, bo rysować nie potrafię, komisarza Eryka Deryło, to powstałby szkic w bladych odcieniach szarości a chciałabym, żeby to była gruba, wyraźna kreska. Koniec czepiania. Polecam!

Ocena: 5/6


fot. Radek Denisiuk