Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty

24 września 2018

"Najszczęśliwsza" Max Czornyj Podróż w świat ułudy


Tytuł: „Najszczęśliwsza”
Autor: Max Czornyj
Wydawnictwo: Filia
Forma książki: papierowa, dostępna również w formie ebooka
Gatunek: thriller, thriller psychologiczny


fot. Radek Denisiuk


„Najszczęśliwsza”, to moje kolejne spotkanie z Maxem Czornyjem jako kreatorem kryminalnych zagadek. To książka, którą napisał poza serią z komisarzem Erykiem Deryło.
Od thrillera psychologicznego oczekuję między innymi grzebania w ludzkiej naturze i psychice, elektryzującej fabuły, zaskakujących rozwiązań i klimatu, który sprawi, że po grzbiecie przejdzie mi niejeden dreszcz. I niestety czegoś mi w tej powieści zabrakło, a może nie tyle zabrakło, co zostało ograniczone, przytłumione, a powinno nieskrępowanie wybuchnąć i sprawić, że zanurzę się w historii i  będę chciała jak najszybciej dopłynąć do jej finału.

Dawid Kaster pozbierał się po tragicznej śmierci żony, która została brutalnie zamordowana. Z obecną partnerką wiedzie spokojne życie. Artysta, malarz, ceniony w środowisku. Niestety, jak to w życiu bywa, nikt nam nie zagwarantuje, że sielanka będzie trwała wiecznie. W przypadku Kastera, następuje nie tyle lekkie zburzenie spokoju, ale istny sztorm – dostaje list od zmarłej żony. Niemożliwe staje się możliwym? Bohater już sam nie wie w co ma wierzyć, co jest prawdą, a co wytworem wyobraźni. W obliczu takich okoliczności śledztwo, które zostało zamknięte cztery lata temu, zostaje wznowione.

Czornyj posiada umiejętność swobodnego kreślenia zmyślnych historii. Styl jakim pisze sprawia, że powieści czyta się bardzo płynnie, bez przeszkód podążając za tokiem myślenia autora. A jest ono momentami zwodnicze i pokrętne. Łapiemy się we wszystkie zastawione sidła i korzystamy z pomocnej dłoni, aby dość do zakończenia. Dla jednych nie będzie ono zaskoczeniem, dla drugich – w gronie których się znajduję – wprost przeciwnie. Sposób poprowadzenia fabuły poprzez wprowadzenia dodatkowej narracji, będącą klamrą spinającą całą powieść, dało historii ciekawego sznytu.

W „Najszczęśliwszej” jest wszystko to, co powinno charakteryzować dobry thriller, dlatego takim go oceniam. Spotkałam się z wieloma bardzo optymistycznymi ocenami. Ja zostaję przy swojej, bardziej krytycznej. Entuzjaści thrillera psychologicznego będą zadowoleni. Ci, którzy nie tolerują wtrętów ideologicznych, ciut mniej.

PS Czekam na kolejną część serii, która bardziej przypadła mi do gustu.

Ocena: 4/6

fot. Radek Denisiuk


17 sierpnia 2018

"Obserwuję cię" Teresa Driscoll Zaskakująca intryga rozpisana na wiele głosów


Tytuł: „Obserwuję cię”
Autor: Teresa Driscoll
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Tłumaczył: Monika Nowak
Forma książki: papierowa
Gatunek: thriller, thriller psychologiczny
Premiera: 19 wrzesień


fot. Katarzyna Denisiuk

Wydawałoby się, że w temacie thrillera psychologicznego opowiedziano już niemalże wszystko i za każdym razem, gdy jednak, mimo wszystko coś mnie zaskoczy, to pieję z zachwytu. „Obserwuję cię” przykleiło się do moich rąk i nie chciało odkleić. Dostarczyło mi bardzo przyjemnej rozrywki.

Powieść kilkukrotnie wpuściła mnie w przysłowiowe maliny. Pierwszym zwodem był tytuł, który sugeruje, że osią powieści będzie wątek zaszczutej przez nadawcę anonimowych pogróżek osoby. Jak jest naprawdę i jaką wagę autorka przypisała temu motywowi przekonacie się sami. Kolejnym, był sposób narracji. Driscoll dała głos każdemu z głównych bohaterów, którzy ze swojej perspektywy opisują rozwój wydarzeń wyrażając własne uczucia, przez co stawiają się w określonej perspektywie do głównego wątku. Niemal każdy rozdział kończy się „cliffhangerem”, czyli momentem napięcia, kiedy to dany bohater odkrywa nowe karty, coraz więcej nam mówi, ale z jego ust nie padają ostatnie, kluczowe w danym momencie zdania. Co wtedy robimy? Nie odkładamy książki, tylko czytamy dalej. Zabieg na podkręcenie zainteresowania i podniesienie ciśnienia stary jak świat, ale w „Obserwuję cię” sprawdził się doskonale. Jeśli do tego dorzucimy jeszcze inteligentną i przemyślaną intrygę oraz zaskakujące zakończenie, to otrzymujemy nieodkładalny thriller.

Ale, ale o co tyle szumu? 
Dramatis personæ: 
Anna i jej przyjaciółka Sarah – dziewczyny, które w czasie podróży pociągiem do Londynu spotkały dwóch mężczyzn, byłych więźniów. Anna zaginęła. 
Ella – kobieta, która podróżowała tym samym pociągiem co dziewczyny i była świadkiem ich rozmowy z mężczyznami. Otrzymuje anonimowe listy z pogróżkami, które powodują dyskomfort i potęgują niepokój. 
Prywatny detektyw – pomaga Elli w rozwikłaniu zagadki tajemniczych przesyłek. 
Poza tym aktywny udział w zawiłej zagadce odgrywają rodziny Anny, Sarah i Elli. 

Kto jest nadawcą listów? Gdzie jest Anna? Co jej się stało? To najważniejsze pytania, na które odpowiedzi próbujemy znaleźć na kartach powieści. Droga do finału jest nieoczywista, wielokrotnie zaskakująca, odkrywająca wiele tajemnic skrzętnie ukrywanych przez bohaterów. 

Cieszę się, że nadal są powieści, które pomimo tego, że fabułę budują na temacie wydawałoby się oklepanym i wielokrotnie przerabianym, potrafią czytelnika zaskoczyć i sprawić, że po lekturze nie powie znudzonym tonem „ale to już było”. Ja stwierdzam - świetne to było! 

Ocena: 5,5/6

22 lipca 2018

"Będziesz na to patrzył" Magda Rem Kiedy przeszłość upomni się o sprawiedliwość


Tytuł: „Będziesz na to patrzył”
Autor: Magda Rem
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Forma książki: papierowa
Gatunek: thriller, thriller psychologiczny

fot. Katarzyna Denisiuk
Ostatnio kręcę się pomiędzy thrillerami, sensacjami i kryminałami polskich autorów. I dobrze mi z tym, tym bardziej, że te książki są udane i spełniają moje oczekiwania.


Za każdym razem sięgając po powieść z wymienionych gatunków w mojej głowie rodzą się pytania: co jeszcze można wymyślić? Czym czytelnika zaskoczyć? Kreatywność autorów jest godna podziwu. Magdzie Rem udało się mnie zainteresować, dać impuls do czytania kolejnych rozdziałów i sprawić, że na chwilę odłożyłam inną, zaczętą lekturę, bardzo intrygującą, należącą do zupełnie innego gatunku, mającą inne gabaryty historii i wymagającą większej uwagi. Całkowitej.

Rodzina Barczów. 2 + 1. Marek, Elwira i nastoletnia Marta. Żyją zwyczajnie, bez szaleństw, ekscentrycznych zajęć, czy hobby. Praca, dom, szkoła. Mają swoje grzeszki. Może nie takie jak każdy z nas, ale też nie takie, które mogłyby zrujnować komuś zdrowie. Ten stan utrzymuje się do momentu, aż Marek dostaje anonimowy list z bardzo krótkim przekazem „Będziesz na to patrzył!”. Zaczyna się pogoń myśli, dociekania, próby odświeżenia pamięci, powiązania wydarzeń z przeszłości z teraźniejszością. A adresat listu działa. Ma swój od dawna ułożony konkretny plan, który realizuje z zegarmistrzowską precyzją, którego celem jest wymierzenie sprawiedliwości. Rozpoczyna się wyścig z czasem.

Czytając thriller liczę się z dynamiczną akcją, jej nieprzewidywalnymi zwrotami, zabójstwami, grą na emocjach, podkręcaniem napięcia, mieszaniem w głowie czytelnikowi i rozwiązaniem zagadki, które wbija w fotel. Są również takie thrillery, które otulają duszną, mroczną atmosferą, akcja snuje się jak poranna mgła, a wszystko jest w biało-szaro-czarnych barwach z domieszką szkarłatu.
„Będziesz na mnie patrzył”, to powieść, której można przypisać dynamizm, wielobarwność i całe spektrum wymienionych przeze mnie atrybutów. Zostałam zaskoczona niejeden raz, wielokrotnie gratulowałam w myślach autorce, że tak interesująco poprowadziła dany wątek, w tak przemyślany sposób zabawiła się z czytelnikiem. Jedyne co mi zazgrzytało, to wyjaśnienie zagadki, które nie przyprawiło mnie o „opad szczęki”, a wywołało pytanie – naprawdę? Taki był tok rozumowania? Właśnie to zdarzenie było pierwszym kamyczkiem, który wywołał lawinę zdarzeń? Ale po chwili przyszło „otrzeźwienie” – no cóż, wariaci żyją wśród nas i nigdy nie wiemy co, kim kieruje.

„Będziesz na to patrzył” jest kolejnym thrillerem, który bez wahania wrzuciłabym do walizki. Polecam!

Ocena: 5/6

20 lipca 2018

"W pułapce" Magda Stachula Gdy w głowie masz dziurę wielkości tej czarnej...


Tytuł: „W pułapce”
Autor: Magda Stachula
Wydawnictwo: Znak Literanova
Forma książki: ebook
Gatunek: thriller, thriller psychologiczny

fot. Katarzyna Denisiuk

Autorka i wydawnictwo miały nosa kiedy napisać i wydać thriller psychologiczny „W pułapce”. Dlaczego? Ano dlatego, że świetnie wpisuje się w konwencję wakacyjnej lektury i ten kto zdecyduje się sięgnąć po książkę Stachuli podczas tego czasu relaksu, nie będzie rozczarowany, a większość będzie bardzo zadowolona. Chociaż, nie. Ma wadę. Bardzo szybko się czyta, a raczej, jest na tyle intrygująca, że nie ma woli na jej odłożenie, dopóki nie poznamy rozwiązania zagadki. Czyli do walizki pakujemy Stachulę plus kilka innych książek.

O co tyle hałasu? Co jest tak ciekawe, że „nieodkładalne”? Klara budzi się na klatce schodowej w dziurą w głowie, a raczej dziurą w pamięci wielkości tej czarnej. Nie pamięta co się z nią działo przez dwa dni. Żmudne próby odtworzenia ostatnich godzin i dni doprowadzają ją do konstatacji, że … nie ma pojęcia, gdzie była i co robiła. Mgliste wspomnienie sobotniej imprezy, to jedyny punkt zaczepienia, od którego Klara zaczyna na nowo wypełniać godziny, które pochłonęła czasoprzestrzeń. Na pomoc przychodzi jej koleżanka oraz odkryta przez nią wzmianka o równie traumatycznym zdarzeniu, które dotknęło inną młodą kobietę. W tym momencie otwierają się drzwi do labiryntu, na którego końcu znajdują się odwiedzi na wszystkie niewiadome i znaki zapytania.

Nikt z nas nie chciałby się znaleźć w skórze Klary. Stachula kapitalnie opisała emocje targające bohaterkami. Stworzyła klimat niepewności, grozy, niedowierzania, strachu, który czytelnik pochłania jak gąbka wodę i który absorbuje całą jego uwagę. I ta niesamowicie realistycznie oddana atmosfera zagrożenia jest największą zaletą powieści. Sprawia, że już, natychmiast, chcemy poznać sprawcę całego zamieszania, jego pobudki i intencje.

Thriller psychologiczny? Jak najbardziej! Niejednokrotnie zagłębiamy się w zawiłościach ludzkiego umysłu i ferujemy o zdrowiu psychicznym bohaterów. Przyznacie, że taka zabawa bez konsekwencji może sprawiać przyjemność. A właściwe wytypowanie spiritus movens, to już mistrzostwo świata. Mi się nie udało, ale bawiłam się przednio. Przyznam, że rozwiązanie zagadki nie do końca mnie zachwyciło, ale mimo to nie popsuło ogólnego wrażenia z lektury.

Co zapakować do walizki? Bierz Stachulę!

Ocena: 5/6

8 lipca 2018

"Kłamstwo doskonałe" Lisa Scottoline Bo w małym miasteczku w Pensylwanii też może być ciekawie...


Tytuł: „Kłamstwo doskonałe”
Autor: Lisa Scottoline
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczył: Magdalena Rychlik
Forma książki: papierowa
Gatunek: thriller

fot. Katarzyna Denisiuk
Okładka sugeruje, że będzie to powieść obyczajowa. Opis umieszczony na okładce książki również „idzie” w tym kierunku, ale jednocześnie jest obietnicą ciekawej fabuły. I wiecie co? Od dawna to co zobaczyłam tak bardzo nie skorelowało się z tym co przeczytałam. Jestem pozytywnie zaskoczona. Ta książka to magiczny cylinder sztukmistrza, z którego jego właściciel co chwilę wyciąga a to opis niewielkiego miasta, jego mieszkańców, szkoły z jej uczniami, nauczycielami oraz trenerami, a to tajemniczego przyjezdnego, istnego człowieka-zagadki. Międzyczasie magik, czyli Lisa Scottoline robi coś zupełnie zaskakującego, prawdziwy fabularny twist, po którym akcja bardzo przyśpiesza, a książka swobodnie może wskoczyć na półkę z etykietą: kryminał/thriller/sensacja.


Małe miasteczko w Pensylwanii. W tamtejszym liceum wakat nauczyciela obejmuje Chris Brennan. Mężczyzna niemal doskonały. Nie dość, że bardzo dobrze dogaduje się z uczniami, którzy szybko znajdują z nim wspólny język, darzą go zaufaniem i szacunkiem, to dodatkowo swobodnie przejął funkcję drugiego trenera licealnych baseballistów. Szybko poznajemy drugą twarz "Mr. Perfect" i ta odsłona już nam się tak nie podoba. Co ten człowiek ukrywa? Co kombinuje? Do czego dąży? Doświadczamy gonitwy myśli, umysł pracuje na wysokich obrotach, by nagle … bach, autorka obdarowuje nas zwrotem akcji powodującym, że wszystko staje na głowie.

Warstwa obyczajowa opiera się na życiu trzech rodzin, trzech uczniów. Każda z nich ma własne problemy, z którymi się boryka. Żadna nie jest doskonała. Nie wszyscy są prawdomówni, co poniektórzy skrywają tajemnice. W tarapaty wpadają zarówno dorośli, jak i młodzież i nagle z „obyczajówki” robi nam się rasowy thriller i powieść akcji.

„Kłamstwo doskonałe” to przykład książki, w której zostało splecionych i połączonych wiele gatunków. Wydawałoby się, że ten nadmiar będzie ze szkodą dla odbioru i towarzyszących emocji, jednak autorka wykonała swoją pracę z wielkim wyczuciem i powieść czyta się po prostu świetnie. Dodatkowo Scottoline posługuje się płynnym i wciągającym stylem narracji, co sprawia, że nie wiemy kiedy, a naście kolejnych stron jest już za nami.

„Kłamstwo doskonałe”, to było moje pierwsze spotkanie z prozą Scottoline i przyznaję, że wyjątkowo udane. Moje oczekiwania oscylowały wokół myśli „chciałabym, żeby było ciekawie, żebym po ostatniej kropce stwierdziła, że mogę tę książkę polecić.” I dostałam o wiele więcej! Książka dostarczyła mi bardzo dobrej, niewymuszonej rozrywki. Godna polecenia, lekka lektura, idealna na wakacje.

Ocena: 5/6

4 lipca 2018

"Sześć Cztery" Hideo Yokoyama A mogło być tak pięknie...


Tytuł: „Sześć Cztery”
Autor: Hideo Yokoyama
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tłumaczył: Łukasz Małecki
Forma książki: papierowa
Gatunek: thriller/kryminał

fot. Katarzyna Denisiuk

„Japońskie Millenium – 1 000 000 egzemplarzy sprzedanych w ciągu zaledwie 6 dni”. 

Czytając TAKIE zdanie niemal od razu zapragnęłam przeczytać książkę Hideo Yokoyamy. Z prostej przyczyny - „Millenium” było rewelacyjne, pochłonęło mnie bez reszty i po przeczytaniu marzyło mi się jeszcze kiedyś przeczytać powieść w tym stylu. Patrzę – jest! To będzie to! To musi być to! I … nie było. I na dodatek nie zgadzam się z blurbem napisanym przez Wojciecha Chmielarza, którego twórczość bardzo lubię i cenię. A napisał tak: „Sześć Cztery to policyjna Gra o tron w japońskim wydaniu. Mocna, błyskotliwa i trzymająca w napięciu powieść. Wielkie kryminalne odkrycie. Dowód na to, że w tym gatunku ciągle można napisać coś świeżego i zaskakującego.” Panie Wojtku, niech Pan nie idzie w tę stronę i nie inspiruje się tą powieścią!


Ale, ale, od razu napiszę, żeby nie było niedomówień – to nie jest zła książka, jednak jest jedna rzecz, która mi się nie podobała, zaważyła na odczuciach i końcowej ocenie. Objętość. Nie boję się literackich cegieł, niejedną przeczytałam i wiem, że 1000 stron może przykuć uwagę, może się nie dłużyć, może trzymać poziom. W „Sześć Cztery” tego nie było. Gdyby tak odchudzić fabułę o jedną trzecią, to myślę, że wyszłoby jej na dobre (liczba stron - 749).

Główny wątek powieści – przynajmniej takim powinien być – to sprawa o kryptonimie Sześć Cztery, dotycząca zaginięcia siedmioletniej dziewczynki, która miała miejsce w 1989 roku. Policja poniosła wtedy klęskę, gdyż dziecko nie zostało odnalezione żywe. Z końcem 2002 roku zaginęła nastolatka, córka policjanta. Poszukiwania zmuszają do odkurzenia spawy z przeszłości. Na jaw wychodzą nowe wątki i tropy, zgrabnie się ze sobą splatające, by w finale zaskoczyć czytelnika.
I ten wątek, naprawdę bardzo ciekawie zaaranżowany i poprowadzony, był bardzo udany i zasługuje na poklask. Niestety został on przytłoczony przez setki stron dywagacji, roztrząsań, wojenek pomiędzy Biurem Prasowym a dziennikarzami, przypominających tygiel, w którym cały czas się kotłuje i wrze.

Książka napisana jest plastycznym językiem i pomimo swej objętości, czyta się ją szybko. Mnogość postaci i bohaterów o egzotycznych dla naszej kultury i regionu imionach i nazwiskach w początkowym etapie może przyprawić o lekki zawrót głowy. Bez obaw – na skrzydełku książki znajduje się ściągawka, a poza tym, z czasem, o dziwo, zapadają w pamięć.

„Sześć Cztery” zapowiadało się świetnie, fabuła była przynajmniej częściowo bardzo ciekawa, zakończenie w pewnym stopniu zrekompensowało dłużyzny, jednak patrząc całościowo, to książka, która bardzo mnie rozczarowała.

Ocena: 3,5/6

30 czerwca 2018

"Horyzont umysłu" Thomas Arnold


Tytuł: „Horyzont umysłu”
Autor: Thomas Arnold
Wydawnictwo: Vectra
Forma książki: papierowa
Gatunek: kryminał/thriller

fot. Katarzyna Denisiuk
Pięć głębokich wdechów i wydechów, bo w głowie mętlik. „Horyzont umysłu” teoretycznie ma wszystko co sprawi, że książka przyciągnie, chwyci i nie puści. Zawładnie umysłem i nie pozwoli na odłożenie. Tego oczekiwałam, tego byłam pewna! I nie wiem co się wydarzyło i co sprawiło, że nie potrafiłam zagłębić się w fabułę, pełna euforii podążać za zwariowanymi pomysłami autora. Niewiele jest takich książek, o których wiem, że zachwycają, mogą zachwycić, a ja jednak tego nie doświadczam.


Okładka sugeruje podróż w niezgłębione i nieznane zakamarki ludzkiego umysłu, do świata ułudy, fikcji i sennych majaków. Dlatego spakujmy się, zapnijmy pasy i w drogę! Ale uwaga, bo w trasie mogą się wydarzyć dziwne, trudne do wytłumaczenia sytuacje.

Małżeństwo Culberth ulega bardzo poważnemu samochodowemu wypadkowi. Kto był kierowcą - kobieta, czy mężczyzna? Co spowodowało wypadek? Czy ktoś został potrącony? A może to było zwierzę? Alice jest przekonana, że śmiertelnie potrąciła kobietę, ale ta sama Alice leczyła się psychiatrycznie. Śledztwo prowadzi David Ross z policji z Cleveland. Od początku nie jest ono łatwe, gdyż możliwość kontaktu z osobami mogącymi rzucić światło na sprawę jest mocno ograniczone. A jak już do niego dochodzi, to zamiast odsłonięcia kolejnych puzzli, mamy wrażenie, że ktoś złośliwie zagarnął ich część, schował i szyderczo się z nas śmieje.
Skuszeni zachętami autora podążamy za nim, a on sam wydaje się świetnie bawić i wsadzać nas czytelników na coraz to nową minę.

Znacie pisarza Robina Cooka? Dawno nic nie czytałam tego autora, ale lata temu pochłaniałam jego thrillery medyczne. „Horyzont umysłu” to książka tego gatunku, więc entuzjaści będą zadowoleni. Ja również byłam, jednak mam „ale”. Rozumiem, że osadzenie akcji w Pszczynie, czy innej trudno dla obcokrajowca brzmiącej nazwie jest mało komercyjne, ale bardzo lubię, gdy polscy pisarze umiejscawiają akcję swojej powieści w Polsce (Thomas Arnold jest Polakiem). Ot taki mój bzik, więc chyba niepotrzebnie się czepiam. Jednak kiedy czytam o danym rejonie, mieście, miasteczku, to chcę je poczuć, chcę je sobie wyobrazić. Tutaj mi tego zabrakło.

Miałam wrażenie, że stałam za przezroczystą plexi, próbowałam ze wszystkich sił przebić się przez nią i nie dałam rady. A chciałam przeżyć to, czym zachwycają się czytelnicy... Podkreślę jeszcze raz, ta książka może zachwycić, może być nieodkładalną, bo jest intrygująca, nieoczywista i przemyślana. Po prostu między nami nie zaiskrzyło.

Ocena: 4/6

15 czerwca 2018

"Outsider" Stephen King Mroczna odsłona Kinga


Tytuł: „Outsider”
Autor: Stephen King
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczył: Tomasz Wilusz
Forma książki: ebook
Gatunek: thriller/kryminał/horror

Outsider w drodze na Świnicką Przełęcz
fot. Radek Denisiuk
Nie należę do grona najwierniejszych zwolenników i fanów twórczości Stephena Kinga, którzy mogliby pochwalić się bardzo dobrą znajomością jego książek. Mam za sobą kilka jego powieści i żadna z nich mnie nie rozczarowała, a kilka zachwyciło. King pisze bardzo dużo. Gdybyśmy chcieli ustawić na jednej półce wszystkie jego dzieła, to na pewno musiałaby być ona bardzo długa i solidna, żeby nie załamała się pod ciężarem woluminów. Wiem jedno, na pewno bliżej mi do powieści w stylu „Dolores Claiborne” i „Dallas '63”, które były rewelacyjne, niż do powieści grozy, których mistrzem niewątpliwie jest.


W ręce wpadła mi najnowsza powieść Króla „Outsider”. Mogłam się spodziewać wszystkiego. Chociaż nie. U Kinga tych słabszych historii jest zdecydowanie mniej niż dobrych, bardzo dobrych i rewelacyjnych (w ocenie znawców twórczości). Dlatego nastawiałam się na co najmniej dobrą rozrywkę. I? Taką właśnie dostałam. Bez zachwytu i słów „ależ to było dobre!”. Dlaczego? Ponieważ „Outsider” to ta bardzo dobra odsłona Kinga z dreszczykiem, z niewytłumaczalnymi zjawiskami, z garścią grozy i możliwymi nocnymi koszmarami u czytelnika. Na mnie to nie działa, ale doceniam kunszt i trwam w podziwie, bo napisać tyle książek na wysokim poziomie, to nie lada sztuka.

Spójrzcie na okładkę. Od razu możemy przypuszczać do jakiego świata zaprosi nas King. Niepokojąco, mrocznie, strasznie! Sam początek bardzo wciągający. Mamy brutalne morderstwo i poszukiwania sprawcy. Sukcesywnie, metodycznie, krok po kroku detektyw Ralph Anderson bada poszlaki, zbiera ślady, analizuje i wychodzi na to, że wskazanie winnego nie nastręczy większych problemów. Jak wielkim zaskoczeniem jest fakt, że zbrodni mógł dokonać szanowany i lubiany trener sportowy młodzików, nauczyciel, mąż i ojciec? Spektakularne, w światłach jupiterów aresztowanie jest jedynie początkiem kolejnych, niepokojących i przyprawiających o szybsze bicie serca zdarzeń. Bo ta sprawa ma drugie dno, bardzo głębokie i mroczne. Wszyscy biją się z myślami kim jest outsider?

King rozpoczął od wysokiego C. Byłam podekscytowana, że dostałam rewelacyjną powieść, że będę trwała w zachwycie. Niestety z każdym kolejnym rozdziałem mój entuzjazm przygasał, ale też i nie zgasł. „Outsidera” oceniam bardzo dobrze, ale wiem, że czytałam lepsze książki autora. Kto uwielbia Kinga, ten w tym uczuciu pozostanie. Ba! Spotkałam się ze stwierdzeniami „Król powrócił!”, „Mistrz powrócił!”. Jak jest naprawdę, przekonajcie się sami. Ja jednak czekam na moją ulubioną odsłonę autora. Wtedy będę wniebowzięta.

Ocena: 5/6

21 maja 2018

"Dom Węży" Mateusz Lemberg Zło czai się wszędzie... Sss


Tytuł: „Dom Węży”
Autor: Mateusz Lemberg 
Wydawnictwo: Od Deski Do Deski
Forma książki: papierowa
Gatunek: thriller
Seria: Zbrodnia Nie/Doskonała


fot. Radek Denisiuk

Jedno spojrzenie na okładkę, dotknęcie nierównej faktury i od razu można przeczuwać, że „Dom Węży” u niejednego czytelnika wywoła ciarki i szybsze bicie serca.

Uroboros, to staroegipski i grecki symbol przedstawiający węża z ogonem w pysku, który zjada swoje ciało, żeby po chwili się odrodzić. W najnowszej powieści Mateusza Lemberga, to pseudonim niezwykle groźnego człowieka, dla którego ludzkie życie jest niewiele warte, zaś odbieranie go, to świetna zabawa i sposób na wzbogacenie się.
Oprócz ukrytego zagrożenia jakim jest szaleniec z chorym umysłem i kobrą o pięknym imieniu Bogini, Alicja codziennie doświadcza terroru, który potrafi przeniknąć każdą warstwę, wnika w głąb umysłu, niszczy i pozbawia nadziei na normalne, szczęśliwe życie.

Mateusz Lemberg zaserwował nam miejski thriller, którego akcja toczy się na kilku płaszczyznach, wije się między nimi, zatruwając swoim jadem. Wiele zaskakujących zwrotów akcji, zadziwiające metamorfozy bohaterów sprawiają, że cały czas tkwimy w stanie niewiedzy, w którą stronę udamy się, co nas czeka i jaki będzie finał powieści?

Macie ofidiofobię? Radzę omijać „Dom Węży” szerokim łukiem. Autor w tak sugestywny sposób wprowadził te gady pomiędzy karty historii, że podskórnie, albo raczej "naskórnie", czujemy ich obecność i oczami wyobraźni widzimy jak pełzają wabiąc nas swoimi ruchami. Brrr.

„Dom Węży” to dobry thriller, bardzo sprawnie napisany, który czyta się szybko. Mocno kibicowałam Alicji. Nieustający terror psychiczny oraz walka o życie stawiają ją na przegranej pozycji. Czy uda się jej przetrwać? W jakim stanie wyjdzie z tej potyczki, w której ciosy spadają z każdej strony? Zakończenie zaskakuje...

To dopiero początek nowej serii wydawnictwa „Zbrodnia nie/doskonała”. Bardzo jestem ciekawa jej kolejnych odsłon.

Ocena: 4,5/6

24 kwietnia 2018

"Żmijowisko" Wojciech Chmielarz Nowe oblicze polskiego thrillera


Tytuł: „Żmijowisko”
Autor: Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo: Marginesy
Forma książki: papierowa
Gatunek: thriller
Premiera: 9 maj

fot. Radek Denisiuk

Najchętniej napisałabym tylko PETARDA, czytajcie, ale myślę, że dla niektórych może to być za mało, a chciałabym zachęcić do sięgnięcia po najnowszą książkę Wojciecha Chmielarza. Autor chwilowo „porzucił” komisarza Mortkę, nie spotyka się z detektywem Dawidem Wolskim za to napisał thriller psychologiczny pt.: „Żmijowisko”. Wiedząc, że kryminały spod pióra Chmielarza są rewelacyjne, jedną myśl miałam w głowie – to musi być dobre, no nie ma innej możliwości. I dokładnie tak jest. Co więcej ona nie jest dobra, ona jest kapitalna. Jak zaczęłam, tak nie mogłam się od niej oderwać. Całe szczęście, że miałam więcej wolnego czasu, bo inaczej konieczność odkładania powieści byłaby bardzo frustrująca.


Żmijowisko, mała letniskowa miejscowość, gdzie spotkali się znajomi ze studiów wraz ze swoimi rodzinami. Łączy ich nie tylko miło spędzony czas na uczelni, ale również wzajemne animozje i skrywane tajemnice. Podczas wieczoru obficie zakropionego alkoholem dochodzi do kłótni, doprowadzającej do wywleczenia na wierzch wszystkich pretensji i niewypowiedzianych wcześniej żali. Wesoła atmosfera ulatnia się jak krążący wcześniej dym ze skręta. Przykre słowa można wybaczyć, wiele spraw można wyjaśnić, jednak nic nie cofnie zdarzenia jakim jest zaginięcie córki jednej z par. Ada zniknęła. Tragedia ta uruchamia lawinę wydarzeń.
Po roku do Żmijowiska przyjeżdża ponownie ojciec Ady, żeby jeszcze raz spróbować odnaleźć córkę. Może jakimś cudem wyjdą na jaw nowe wskazówki, nowe tropy, które doprowadzą do wyjaśnienia sprawy.

W tej książce jest wszystko co bardzo lubię. Akcja biegnie kilkoma torami, bohaterowie są wyraziści i nakreśleni grubą, mocną kreską. Od razu wiemy, czy dana osoba przypadła nam do gustu, czy też nie. Język, to trochę taka „słowna łobuzerka”, która rewelacyjnie pasuje do środowiska, bohaterów i wzajemnych relacji. Autor bawi się z czytelnikiem, wodzi go za nos, wrzuca takie akcje, że momentami wstrzymywałam oddech (serio!).
Jak autora i jego sposób pisania bardzo lubię, tak po przeczytaniu „Żmijowiska” lubię go jeszcze bardziej. Rewelacyjny thriller! W mojej ocenie poletko pod nazwą polski kryminał na rynku wydawniczym jest mocno obsadzone i na jednym wydechu potrafię wymienić kilka nazwisk pisarzy, którzy nie zawodzą i każdy entuzjasta tego gatunku znajdzie coś dla siebie, tak z thrillerem psychologicznym nie jest już tak „różowo”. Wojciech Chmielarz wspaniale wzbogaca zbiór tego typu powieści. Gdy echo Wolskiego już przeminie, Mortka odejdzie na zasłużoną emeryturę, Chmielarz spokojnie może pisać kolejne thrillery. Biorę w ciemno! Petarda!

Ocena: 6/6

6 marca 2018

"Kozioł ofiarny" Daphne du Maurier Czy warto naprawiać i przeorganizowywać czyjeś życie?


Tytuł: „Kozioł ofiarny”
Autor: Daphne du Maurier
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczył: Magdalena Słysz
Forma książki: ebook
Gatunek: thriller


fot. Radek Denisiuk


Myśleliście kiedykolwiek o tym, że gdzieś tam w świecie żyje Wasz sobowtór? Co więcej, spotykacie się i rozmawiacie? Przypadek Johna z „Kozła ofiarnego” Daphne du Maurier pokazuje, że takie spotkanie może uruchomić lawinę problemów i przysporzyć wiele zmartwień, a z drugiej strony tchnąć w czyjeś życie wiarę w lepsze jutro.

John, wykładowca historii jest Anglikiem. Wiedzie nudne, wręcz jałowe życie, pozbawione radości i dalekosiężnego celu. Będąc we Francji, w niewielkiej miejscowości spotyka swojego sobowtóra Jeana. Nie dziwi fakt, że zafascynowani tym niespotykanym zdarzeniem mężczyźni postanawiają spędzić ze sobą więcej czasu i lepiej się poznać. Wszystko pięknie, ładnie, ale ... do czasu. John budzi się na drugi dzień, w pokoju hotelowym, ubrany w piżamę Jeana, otoczony przez rzeczy należące do Jeana, a sam Jean zniknął wraz z tożsamością Johna. Pierwszy element domina runął i pociągnął za sobą kolejne elementy układanki. John, wbrew sobie, „wskakuje w buty” Jeana, przyjmując na siebie wszystkie konsekwencje tego czynu. Staje się hrabim de Gué, mieszkającym w zamku, posiadającym żonę, dziecko, matkę, rodzeństwo, służbę i upadający rodzinny interes.

Towarzyszenie Johnowi, adaptującemu kolejne warstwy nowej tożsamości, poznającemu otaczających go ludzi i wchodzącemu z nimi w interakcje, radzącemu sobie z problemami i nieoczekiwanymi wydarzeniami było naprawdę porywające. Podziwiałam go za podejmowane próby rozwiązywania konfliktów oraz inteligentne reagowanie na zastane i pojawiające się nowe, trudne sytuacje. Ten znudzony życiem John, którego poznaliśmy na początku, stał się powiewem świeżości, wiatrem, który przyniósł zmiany w skostniały i tkwiący w marazmie świat rodziny de Gué. Mocno mu kibicowałam, żeby się udało. Tylko co miało się udać? Do czego miała doprowadzić ta zamiana? Kto miał coś zyskać? Kto został wygranym, a kto poniósł porażkę? Czy warto naprawiać to co było i przeorganizowywać czyjeś życie?

„Kozioł ofiarny” zaskoczył mnie , porwał, wręcz zafascynował swą oryginalnością i klimatem. Tutaj nic nie jest powierzchowne, a niemal wszystko ma drugie dno. Pociągnięcie za jeden sznurek wcale nie gwarantuje, że na końcu jest to, czego się spodziewamy. Dajcie się porwać tej historii!

Ocena: 5,5/6

16 lutego 2018

"Pocałunek stali" Jeffery Deaver


Tytuł: „Pocałunek stali”
Autor: Jeffery Deaver
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tłumaczył: Łukasz Praski
Forma książki: papierowa, dostępna również w formie ebooka
Gatunek: kryminał/thriller
Seria: Lincoln Rhyme (12)



fot. Radek Denisiuk



Tak, to już dwunaste spotkanie z duetem Lincoln Rhyme i Amelia Sachs, co nie oznacza, że przed sięgnięciem po „Pocałunek stali” musicie obłożyć się poprzednimi tomami i czytać do upadłego. Można czytać bez znajomości książek z serii, bo Autor w subtelny sposób przybliża sytuację głównych bohaterów, a główna, kryminalna zagadka, nie ma korzeni w przeszłości.
Tak, przeczytałam wszystkie książki z serii, co świadczy o tym, że Deaver świetnie pisze, dostarcza niezłej rozrywki i potrafi zaskarbić sobie wiernych czytelników.

W „Pocałunku stali” mamy kilka zagadek, kilka równolegle prowadzonych śledztw. W Nowym Jorku szaleje morderca. Przerażające jest to, że narzędziami zbrodni stają się urządzenia i przedmioty codziennego użytku, którymi szaleniec potrafi manipulować i sterować. Amelia tropi sprawcę goniąc go po mieście, a Lincoln, w zaciszu swojego domu, będącego jak najlepiej wyposażone laboratorium, bada dowody rzeczowe zebrane z miejsc przestępstw.

Tak, brakowało mi tego duetu, tablicy z wypisanymi na niej informacjami o danym miejscu zdarzenia, zgryźliwych uwag Lincolna, uczynnego i na każde zawołanie Thoma. Dodatkowo Autor wprowadził do gry nową, bardzo ciekawą osobę, która pomimo nikłego doświadczenia przyczyniła się do rozwiązania kryminalnej zagadki, a przede wszystkim nadała świeżości dochodzeniu.

Czytelnicy znający poprzednie książki Deavera znajdą w "Pocałunku stali" kontynuację kilku, starszych wątków. Zakończenie zaś sugeruje, że powstanie kolejna część. Nie mam nic przeciwko, bo wiem, że czeka mnie kolejny dobry kryminał.

„Pocałunek stali” to 550 stron kryminału, którego akcja rozwija się jak metodycznie prowadzone śledztwo, czyli krok po kroku, niespiesznie, ale też bez zbędnych przystanków. Zakończenie zaskakuje i sprawia, że na usta ciśnie się stwierdzenie „sprytnie to sobie Deaver wymyślił”. Z resztą … jak zwykle. Wiele wątków się zamyka, kilka nie ma swojego zakończenia. Dobre, to jest naprawdę dobre! Dla każdego miłośnika kryminału i thrillera. A tych, którzy znają pióro Deavera myślę, że nie trzeba namawiać.

Ocena: 5/6

23 stycznia 2018

"Kredziarz" C.J. Tudor Palec pod budkę, bo za minutkę...

Tytuł: „Kredziarz”
Autor: C.J. Tudor
Wydawnictwo: Czarna Owca
Tłumaczył: Piotr Kaliński
Forma książki: papierowa, dostępna również w formie ebooka; egzemplarz recenzencki
Gatunek: thriller
Premiera: 28 luty 2018


fot. Radek Denisiuk


Palec pod budkę, bo za minutkę budka się zamyka...
Samemu jest nudno. Z koleżankami i kolegami z podwórka jest o wiele ciekawiej. W małych głowach zwykle rodzą się mniej lub bardziej szalone pomysły. Są sekrety, tajemnice, zabawy, które niekoniecznie spodobałyby się rodzicom, ale przede wszystkim zapuszczanie się w nieznane dotychczas rejony. Dziecięca wyobraźnia nie zna granic!

Chyba już czas na prawdziwą podróż w przeszłość. Ale tym razem nie do słonecznej krainy przyjemnych wspomnień. Tym razem powinienem się wybrać mroczną ścieżką, zarośniętą plątaniną kłamstw i tajemnic, pełną głębokich dołów przysypanych liśćmi. Drogą oznaczoną kredowymi rysunkami.

Ed dostaje kopertę, a w niej rysunek „wisielca” i kawałek ukruszonej kredy. Wspomnienia odżywają. Ed rozpoczyna podróż do przeszłości, do czasów beztroskich zabaw z grupą przyjaciół, ale też okresu wakacji i wydarzeń, które odcisnęły się na nich jak nieusuwalne piętno.

Lubiliście się bawić w podchody? Genialna zabawa. Wystarczy kawałek kredy, szybkie nogi, dobry pomysł i można się zaszyć w kryjówce czekając na współtowarzyszy zabawy. Ale z punktu widzenia szukającego, to dopiero frajda. Wskazówki, strzałki, łamanie sobie głowy i w końcu … jest! Kumpel zostaje znaleziony.
Eddie, Gruby Gave, Mickey Metal, Hoppo i Nicky też wymyślili niezłą zabawę, czyli znany tylko im kod, dzięki któremu porozumiewali się rysując kolorowe rysunki za pomocą kredy. Super sprawa, jednak do czasu, gdy kredowe rysunki doprowadziły ich do zwłok dziewczynki...
A trzydzieści lat później ktoś wznowił zabawę...

„Kredziarz” to: niesamowity klimat, którego nie powstydziłby się mistrz grozy Stephen King, zagadka, która została skonstruowana z iście zegarmistrzowską precyzją (medal dla tego, który odkrył winnego jeszcze przed jego ujawnieniem) i język, który iskrzy wtedy kiedy trzeba, przez co dodaje całości kapitalnego szlifu.

Życie, to jeden długi ciąg takich „powinienem był”, które rozbijają się o siebie i tworzą wielką miazgę niezaleczonych żalów.

A wiecie co zrobiło na mnie największe wrażenie i wgniotło mnie w fotel? Zakończenie. Cymesik.

Czy akcja marketingowa jest w stanie nadmuchać „balon” do momentu, kiedy wygląda pięknie, okazale, wszyscy go podziwiają i chcą go mieć? Jasne. Może też sprawić, że granica zostanie przekroczona, balon pęknie i zostaną strzępy, albo uleci z niego powietrze i będzie zwykłym, wątpliwej urody, obślinionym flaczkiem. Po raz pierwszy wzięłam udział w promocji książki i przeczytałam ją jeszcze przed oficjalną premierą. Och, jak ja się obawiałam co dostanę, co przeczytam a przede wszystkim czy mi się spodoba. Jeśli będzie kicha, to co ja napiszę? A pisać będę tylko i wyłącznie prawdę. I wiecie co? „Kredziarz” C. J. Tudor jest świetny! Nie żałuję ani minuty i cieszę się, że wpadł w moje ręce. Bardzo polecam go entuzjastom klimatycznych thrillerów – nie będziecie ziewać. A dodatkowo bardzo Wam zazdroszczę tego „opadu szczęki” w końcówce powieści!

Ocena: 5,5/6

8 stycznia 2018

"Nocny film" Marisha Pessl Kawał dobrego, mrocznego thrillera

Tytuł: „Nocny film”
Autor: Marisha Pessl
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczył: Rafał Lisowski
Forma książki: ebook
Gatunek: thriller




„Nocny film” Marishy Pessl - 768 stron, 118 rozdziałów. Miałam wątpliwości, czy nie będzie dłużyzn, czy książka będzie trzymała poziom od początku do końca i po przeczytaniu stwierdzam, że to kawał bardzo dobrego, dopracowanego, mrocznego thrillera.

Stanislas Cordova, bardzo znany i wręcz uwielbiany przez swoich fanów reżyser horrorów, jest postacią niemal mityczną. Jego życie owiane jest wielką tajemnicą, a on sam tworzy wokół siebie aurę mrocznej i nieodgadnionej fascynacji. Entuzjaści jego twórczości zakładają strony internetowe, a dostęp do tego wirtualnego świata jest mocno ograniczony. Jedną z osób, która obsesyjnie pragnie poznać prawdę o Cordovie jest Scott McGrath. Kiedyś już poniósł porażkę, teraz próbuje ponownie. Tym bardziej, że zginęła córka Stanislasa, Ashley Cordova. Popełniła samobójstwo? Dlaczego? Co ją do tego skłoniło? Scott drąży, pyta, spotyka się, zawiera nowe znajomości, z narażeniem zdrowia i życia coraz bardziej zagłębia się w odmęty ludzkiej psychiki, a przede wszystkim świata wykreowanego przez Cordovę.

Niemalże wszystko kręci się wokół tajemniczego reżysera, który od trzydziestu lat nie istnieje dla świata zewnętrznego. Kim jest ten człowiek? Co sprawia, że jego osoba działa jak magnes? Ta fascynacja udziela się czytelnikowi!

Konstrukcja całej historii jest dosyć prosta. Autorka prowadzi nas jak po sznurku, od punktu A do B i kolejno, gdzie odnajdujemy wskazówki i na końcu otrzymujemy obraz całości. Za to ja, czytając „Nocny film” czułam się jak himalaista zdobywający szczyt. W poszczególnych obozach były chwile wytchnienia i odpoczynku, za to pomiędzy, odczucie zagrożenia, niepewności, ciekawości. Brak tlenu na wysokości powodował majaki, poczucie odrealnienia i przebywania w alternatywnym świecie. Zakończenie daje możliwość dowolnej interpretacji i poczucie przeżycia niecodziennej przygody.

Nie sposób czytając „Nocny film” nie uciekać myślami do świata filmu, obrazów z horrorów, czy mrocznych, psychodelicznych thrillerów. I myślę, że gdyby jakiś reżyser pokusił się o jego ekranizację, to mógłby powstać świetny thriller.

Czas wysysa z naszych wspomnień ból i strach.

Brak oczywistych rozwiązań, elementy horroru, czarnej magii i nieustające poczucie tajemnicy, a także świetny humor, to cechy charakterystyczne powieści Marishy Pessl.

Co dodatkowo ją wyróżnia na tle innych thrillerów? Smaczki w postaci np. zdjęć, skanów artykułów prasowych, dokumentacji medycznej, zrzutów ze stron internetowych. Poza tym Autorka idąc z duchem czasu, daje możliwość jeszcze głębszego zanurzenia się w historię poprzez dostęp do aplikacji oraz możliwość zeskanowania obrazków umieszczonych na kartach książki. Co tam zobaczymy, czego się dowiemy? Nie mam pojęcia, bo nie próbowałam, ale niewątpliwie jest to swego rodzaju novum, niespotykane w literaturze (a może spotkaliście się już z takimi dodatkami?).

A więc umrę. Zostawię to moje małe życie. Było prawie nieznoszone. Traktowałem je jak garnitur, który wkłada się tylko na szczególne okazje. Zwykle trzymałem je na dnie szafy, zapomniałem, że w ogóle tam jest. Umierać powinno się wtedy, kiedy szwy ledwie już trzymają, kiedy łokcie i kolana umazane są trawą oraz błotem, a poduszki na ramionach pogięte od ciągłych objęć ludzi, od ulewnych deszczy i skwarnego słońca, gdy materiał wyblaknie, gdy brakuje guzików.

Ocena: 5/6

3 stycznia 2018

"Dziewczyna z Brooklynu" Guillaume Musso Miały być fajerwerki, a były zimne ognie

Tytuł: „Dziewczyna z Brooklynu”
Autor: Guillaume Musso
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczył: Joanna Pądzyńska
Forma książki: ebook


fot. Radek Denisiuk


Rzutem na taśmę, „Dziewczyna z Brooklynu” była ostatnią książką, którą przeczytałam w Starym Roku - 2017. Myślałam, że zakończę go z fanfarami i wystrzałowo, ale niestety tym razem Guillaume Musso mnie zawiódł. Ewidentnie nie było chemii między nami. Dobra porcja rozrywki, ale nic poza tym.

Anna – stażystka w paryskim szpitalu i Raphaël – popularny pisarz, planują wspólną przyszłość. Podczas wypoczynku na Lazurowym Wybrzeżu dochodzi między nimi do poważnej kłótni. Gdy kurz już opadł i przyszła chwila refleksji Raphaël chce wszystko wyjaśnić, pogodzić się z narzeczoną, jednak … Anna znikła. Razem z emerytowanym policjantem, który jest jego przyjacielem, zaczynają poszukiwania. Idzie jak po grudzie. Wszystko się komplikuje. W czasie ich prywatnego śledztwa wychodzą na jaw całkiem nowe okoliczności i niejeden trup wypada z szafy.

Guillaume Musso pisze bardzo lekko i trzeba przyznać, że jego książki czytają się same. Nie inaczej było w przypadku „Dziewczyny z Brooklynu”. Dodatkowo niedługie rozdziały, które rozpoczynają się od kapitalnych cytatów znanych osobistości, to niewątpliwie zalety powieści.

Gdy nie mam w dłoniach książki lub gdy nie marzę o napisaniu jej, ogarnia mnie straszliwa nuda. Wydaje mi się, że życie można znieść tylko wtedy, gdy się je wykradnie /Gustave Flaubert/

To co nie podobało mi się w najnowszej powieści Guillaume Musso, to zbyt duża liczba wątków, która sprawiła, że wyszedł groch z kapustą i miałam wrażenie, że historia została napisana na siłę. Poza tym wydarzenia, które powinny być realne i prawdziwe wydały się być odrealnionymi. Sytuacje i wątki, które powinny zachowywać odpowiedni ciężar gatunkowy, wydały się spłaszczone. Coś tu ewidentnie nie zagrało.

Czepiam się i czepiam, ale … tak właśnie pisze Guillaume Musso. Przez książkę się płynie, kartka ucieka za kartką. Jeśli tylko przymkniemy oko na niedoskonałości, albo po prostu zaakceptujemy i polubimy taką formę, to przy „Dziewczynie z Brooklynu” spędzimy miło czas. Mnie tym razem czegoś zabrakło i z sylwestrowych sztucznych ogni, wyszedł szybko gasnący zimny ogień.

Ocena: 4/6  

fot. Radek Denisiuk

20 grudnia 2017

"Ostatnie wyjście" Federico Axat Poziom manipulacji - mistrz!

Tytuł: „Ostatnie wyjście”
Autor: Federico Axat
Wydawnictwo: Świat Książki
Tłumaczył: Barbara Jaroszuk
Forma książki: ebook


fot. Radek Denisiuk


Są książki, fabuły, przy których moja mimika przeżywa rozkwit – robię wielkie oczy, brwi podjeżdżają do góry, a na usta co rusz ciśnie się „ooo!”, „o kurczę!, „ale, że co?!”. W głowie również niespokojnie – myśli kotłują się i generalnie czuję, że „nie ogarniam”!
„Ostatnie wyjście” Federico Axata tego wszystkiego mi dostarczyło i to w perfekcyjnych dawkach.

Ted chce popełnić samobójstwo. Wszystko przemyślał i przygotował w najmniejszym szczególe. „Już był w ogródku, już witał się z gąską” i … usłyszał dzwonek w drzwi. Ktoś ewidentnie chciał mu przeszkodzić, bo natarczywy dzwonek nie cichł. Dodatkowo na stole znalazł kartkę ze zdaniem „Otwórz drzwi. To twoje ostatnie wyjście” napisanym jego charakterem pisma. No to się zaczyna... Ted zostaje wciągnięty w zwariowaną grę, a my razem z nim.

Każda gra ma swój koniec. Ten w „Ostatnim wyjściu” bardzo mnie zaskoczył, zresztą jak cała historia. Poziom zmanipulowania czytelnika przybrał w tej książce niebotyczne wysokości. Czułam się permanentnie kołowana i wpuszczana w maliny. Coś co wydało mi się logiczne, już po chwili takim nie było. Coś co uważałam za prawdę, za chwilę okazywało się fałszem.
Czas spędzony z książką był jak zabawa w podchody w najlepszym wydaniu, z najlepszych czasów. Bawiłam się przednio! Będę miała na oku Pana Axata i z chęcią do niego wrócę, jeśli pojawi się nowa książka.

PS Jedyne czego faktycznie „nie ogarnęłam”, to było małe zwierzątko, które wyskakiwało w różnych częściach powieści jak królik z kapelusza. Mam nadzieję, że nie będzie mi się śniło po nocach ;-)

Ocena: 5,5/6

11 grudnia 2017

"Sekretna kolacja" Raphael Montes Tak kuriozalna, że aż zabawna

Tytuł: „Sekretna kolacja”
Autor: Raphael Montes
Wydawnictwo: Filia
Tłumaczył: Barbara Bardadyn
Forma książki: ebook 


fot. Radek Denisiuk


Raphaela Montesa mogliśmy po części poznać czytając „Dziewczynę w walizce”, która była intrygująca i ze sporą dawką szaleństwa. Za to w „Sekretnej kolacji” Autor wzbił się na wyżyny i zaserwował nam „sen wariata”!
Co więcej, powiem Wam, że „Sekretna kolacja” była tak kuriozalna, że aż zabawna. Świetnie się przy niej bawiłam – jakkolwiek niedorzecznie to zabrzmi (kto czytał, ten wie).

Czwórka młodych mężczyzn wyrwała się ze swoich środowisk, małych miasteczek i zamieszkała razem w pięknym mieszkaniu w Rio de Janeiro. Każdy z nich jest inny, ma swoje zajęcia, pracę i zainteresowania. Układa im się nieźle. Niestety na horyzoncie pojawiają się czarne chmury. Grozi im eksmisja, bo przecież nikt nie będzie tolerował najemców, którzy zalegają z czynszem i to od kilku miesięcy. W głowach kiełkuje pomysł na wyjście z finansowego dołka, a jego realizacja ewoluuje w kompletnie odrealnionym kierunku. Pierwszy element domina uruchamia spiralę obłędu! A finał?! Szczęka mi opadła.

Wydawałoby się, że Autor nas nie zaskoczy, że dobrze dedukujemy i przewidujemy poczynania bohaterów. Mamy wizję zakończenia i przypuszczamy jak „skończą” Dante i jego koledzy. Nic bardziej mylnego! Raphael Montes naszpikował historię mnóstwem min, na które zupełnie nieświadomi wpadamy. Dobrze, że wzorem gier komputerowych, mamy wiele żyć ;-) Jeśli tylko przyjmiemy pomysł na historię z przymrużeniem oka, to czeka nas niezła zabawa, dosłownie jazda bez trzymanki.

Nie polecam osobom wrażliwym oraz tym, którzy stronią od krwawych opisów. Tutaj tego jest naprawdę sporo.
Często w książkach doszukuję się wątków, które chociaż fikcyjne, mogłyby się wydarzyć naprawdę. W „Sekretnej kolacji” - mam nadzieję (!) – wszystko jest kreacją Autora, który, mam wrażenie, świetnie się bawił podczas jej tworzenia. Mi się udzieliło. Polecam, jako czarną komedię ;-)

Ocena: 5/6

17 listopada 2017

"Cisza. Kronika życia pewnego mordercy" Thomas Raab Thriller inny niż wszystkie

Tytuł: „Cisza. Kronika życia pewnego mordercy”
Autor: Thomas Raab
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczył: Marzena Wasilewska
Forma książki: ebook


fot. Radek Denisiuk


Z kart książki: „Książka, na jaką czekali czytelnicy „Pachnidła” Patricka Süskinda, ale także fani Thomasa Harrisa i jego powieści z Hannibalem Lecterem”. Czytałam obydwie powieści, obydwie oceniam bardzo wysoko i nie sposób się nie zgodzić z tym, że „Cisza. Kronika życia pewnego mordercy” ma z wyżej wymienionymi wspólny mianownik. Jaki?

Wyobraźcie sobie, że słyszycie wszystko, macie słuch totalny. Trzepot skrzydeł ptaka, motyla, bicie serca, ba!, bicie serca nienarodzonego jeszcze dziecka. Cały otaczający Was świat, to ogromy kocioł kipiący kakofonią dźwięków wszelakich, z naciskiem na te wwiercające się w mózg i przyprawiające o nieznośny ból głowy, np. paznokieć na tablicy czy widelec na talerzu. Można popaść w obłęd...

Karl Heidemann urodził się z nadwrażliwym słuchem. Spokój przynosi mu tylko cisza, odcięcie się od otaczającego go świata. Przez to staje się odludkiem, samotnikiem, z jednej strony wytykanym przez lokalną społeczność, a z drugiej strony kimś transparentnym. Akt samobójczy matki, którego był świadkiem, uświadamia mu, że śmierć to nic złego, to ukojenie, to kres cierpienia, to dar, który można ofiarować. Karl staje się „posłańcem śmierci”.

Z cegiełek odgłosów budował sobie domniemany wygląd ludzi, których nigdy nie widział, takich, którzy przechodzili obok, albo tych, co wpadali z wizytą.

Dla niego nie liczyło się szczęście żyjących, tylko szczęście zmarłych.

Książka Thomasa Raaba, to historia życia Karla, od narodzin, do śmierci. Życia, które było smutne, tragiczne, okrutne. Życia wzbudzającego skrajne emocje – potępienia i współczucia.
W tej książce nie ma krwawych scen, rozłożenia na czynniki pierwsze aktu zabójstwa, zwyrodnialca czerpiącego radość z zabijania. Za to jest Karl ze swoimi ułomnościami, strachami, filozofią życia ukształtowaną przez otaczający go świat i próbą darowania szczęścia innym, jak i sobie.

Wspólnym mianownikiem przytoczonych na wstępie powieści są ich główni bohaterowie, którzy są nieprzeciętni, wyjątkowi w swym szaleństwie, a odbiór ich zachowań jest niejednoznaczny. Poza tym niepowtarzalny klimat potęguje ciekawość, wywołuje emocje, ale też i niepokój. Nie można przejść koło nich obojętnie.

Nie przypuszczałam, że powieść tak mnie wciągnie. Towarzyszenie zabójcy w jego kolejnych etapach życia, poznanie motywów postępowania, próba ich zrozumienia, nie usprawiedliwienia, było wyjątkowym czasem. Serdecznie polecam nie tylko miłośnikom thrillerów i kryminałów, ale przede wszystkim tym, którzy cenią sobie niebanalne, świetnie napisane historie.

Ocena: 6/6

12 listopada 2017

"Krew" Bartosz Szczygielski Druga część pruszkowskiej trylogii noir

Tytuł: „Krew”
Autor: Bartosz Szczygielski
Wydawnictwo: W.A.B
Forma książki: ebook


fot. Radek Denisiuk


„Krew” była jedną z czterech powieści, które swoją premierę miały mieć tej jesieni i znalazły się na mojej prywatnej liście wyczekiwanych książek. „Aorta”, debiut Bartosza Szczygielskiego, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, wręcz byłam nią zachwycona. Na pytanie, co polecasz z kryminałów?, zawsze odpowiadałam - „Aorta”. Czy „Krew”, druga część pruszkowskiej trylogii noir, sprostała moim oczekiwaniom?

Akcja „Kwi” biegnie dwutorowo. Jeden tor to komisarz Gabriel Byś, który odsunięty od obowiązków służbowych, przebywa w szpitalu psychiatrycznym w Tworkach. Wydawałoby się, że ta inna rzeczywistość, inny świat, są doskonałym remedium na potrzaskaną psychikę i odpowiednim czasem na spojrzenie w głąb siebie i poukładanie życia. Może i wszystko zmierza we właściwym kierunku, jednak znalezisko w postaci ludzkiego serca wywraca życie Bysia do góry nogami. Następuje przebudzenie, bo kto poświęcił całe swoje życie pracy, tak szybko o niej nie zapomina. A już kolejna śmierć sprawia, że ciężko uwierzyć w zdrowie psychiczne.

Drugi tor, to Kaśka Sokół, prostytutka zniewolona przez pruszkowskiego mafijnego bossa. Również ona walczy o siebie i swoją przyszłość. Czy jest możliwym wyrwać się ze „złotej klatki” i odciąć od przeszłości? Czy rozwód z mafią jest w ogóle możliwy?

Nie trudno się domyśleć, że obydwa tory będą prowadziły w jednym kierunku. I od razu rodzi się pytanie co czeka bohaterów na końcowej stacji?

Był czarny humor, kapitalne porównania, ironia, czyli to wszystko czym Autor kupił mnie w „Aorcie”, która niemal nimi iskrzyła ale … chciałabym więcej! I jest to mój jedyny zarzut. Nie przeszkadzała mi niespieszna akcja, bez trzęsień ziemi, choć kilka solidnych tąpnięć było, oj było! Czuć, że Autor poświęcił tej historii mnóstwo czasu. Jest dojrzała i przemyślana. Nie potrafiłabym jej wcisnąć w żadne ramy, bo tu nic nie jest sztampowe i jednoznaczne.

Chciałabym już czytać część trzecią, ale Autorze, jeśli kolejna część ma być równie ciekawa i tak precyzyjnie tkana, to ja jednak spokojnie poczekam tyle ile trzeba. Polecam!

Ocena: 5,5/6