Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura piękna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura piękna. Pokaż wszystkie posty

26 września 2018

"Pierwszy bandzior" Miranda July Rollercoaster emocji


Tytuł: „Pierwszy bandzior”
Autor: Miranda July
Wydawnictwo: Pauza
Tłumaczył: Łukasz Buchalski
Forma książki: ebook
Gatunek: literatura piękna

fot. Katarzyna Denisiuk

Słyszałam, że „Pierwszy bandzior” Mirandy July nie jest zwyczajną powieścią, dlatego podeszłam do niej z dużą rezerwą i obawą z jakimi emocjami będę musiała się zmierzyć. Efekt przekroczył najśmielsze oczekiwania. Ta książka jest tak (wybaczcie kolokwializm) pokręcona, tak zwariowana, nowatorska, że nawet jeśli po jakimś czasie fabuła wywietrzeje mi z głowy, to niecodzienne wrażenia na długo pozostaną w pamięci.

Kilka słów o fabule. Cheryl mieszka sama. Ma swój świat, poukładany, czasami aż za bardzo, a w głowie setki natrętnych głosików zmuszających do takich, a nie innych myśli i zachowań. Pamiętacie Adasia Miauczyńskiego z „Dnia świra”? Cheryl mogłaby sobie podać z nim rękę. Pewnego dnia zostaje poproszona o użyczenie kawałka swojej prywatnej przestrzeni i lokum córce szefostwa. Clee jest młoda, piękna, leniwa, niechlujna a wdzięczność oraz kurtuazyjne zachowanie jest jej zupełnie obce. Widzicie to? Dwie zupełnie różne osobowości pod jednym dachem? Ano właśnie. Wynikną z tego niespotykane i niebywałe sytuacje, a obie panie przejdą znaczną metamorfozę.

Autorka całkowicie mnie zaskoczyła. Sposób w jaki wymyśliła całą tę historię, formy przekazu jakich użyła, przeskoki pomiędzy tym co realne a tym co metafizyczne, momentami wprawiają o ból głowy, ocierają się o szaleństwo i pozostawiają z rozwartymi ze zdziwienia oczami. Muszę dodać, że seks, postrzeganie innych przez pryzmat seksu ma tutaj znaczący, momentami urastający do miana absurdu i niemalże bezprecedensowy udział. A przy tym wszystkim tę książkę bardzo dobrze się czyta. Rollercoaster emocji? Tak, ale razy dwa!

Nie każdemu przypadnie do gustu, nie każdy przez nią przebrnie, ale ja nie żałuję i cieszę się, że sięgnęłam po „Pierwszego bandziora”. Lektura powieści July, to niecodzienne doświadczenie, które wielokrotnie zmiętoli czytelnika, rozprostuje i tak kilkukrotnie. Dla żądnych nowych doświadczeń i dla tych, którzy lubią, gdy pisarz zabawia się z czytelnikiem, a pod płaszczykiem "lekkiej" formy przemyca ważny przekaz.

PS „Pierwszy bandzior” jest drugą przeczytaną przeze mnie książką młodego Wydawnictwa Pauza (pierwsza to była „Legenda o samobójstwie” Davida Vanna) i ponownie zostały mi zaserwowane: nietuzinkowość, powiew świeżości i przykład nowatorskiej prozy. Czytelnicy informują, że wydawca nie zwalnia, a wręcz się rozkręca, dlatego kolejne książki tego wydawnictwa również zamierzam przeczytać.

Ocena: 4,5/6

20 września 2018

"Nikt nie idzie" Jakub Małecki Miłość i samotność w wielkim mieście


Tytuł: „Nikt nie idzie”
Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Forma książki: papierowa
Gatunek: literatura piękna
Premiera 31 październik

fot. Katarzyna Denisiuk

Czekałam na nową powieść Autora. Czekałam niecierpliwie. Czekałam z wielką nadzieją na piękną przygodę. I ...

Jakub Małecki w „Nikt nie idzie” jest inny, a ten sam, który dał się poznać z poprzednich powieści. Ten sam styl, wrażliwość, ubieranie w słowa obrazów tworzących codzienność i otaczający nas świat. W trakcie czytania, jak i po lekturze jego książek czytelnik zostaje z kłębowiskiem myśli, bo Małecki poprzez zapisane słowa dotyka, trąca, szarpie, ale też głaska i przytula. Niebywałe!

Dlaczego inny? Tym razem nie ma wsi, zamkniętego środowiska, małej społeczności, ale jest Warszawa, miasto do którego przyjeżdża mnóstwo młodych ludzi w poszukiwaniu możliwości rozwoju i zapewnienia sobie lepszej przyszłości.

Olga, Igor, Olga i Igor, Igor, Klemens-dziecko, Klemens-mężczyzna, Olga, Igor i Klemens... I wielkie miasto tętniące życiem, dające perspektywy, ale również wysysające soki, sprawiające, że człowiek czuje się samotny i nieszczęśliwy. I tylko od jednostki zależy, w którą stronę pójdzie.

Świeżo po lekturze „Warkocza” Leatitii Colombani mam wrażenie, że te dwie powieści mają ze sobą wiele wspólnego. Historie tworzone przez autorów są jak nici wysnute ze starych ubrań, postrzępione, poddane wielu zabiegom, doświadczone przez życie, jednak na tyle mocne, że posłużą jeszcze do zeszycia niejednej dziury i przyszycia niejednej łaty.

„Nikt nie idzie” Jakuba Małeckiego jest jak sącząca się do krwiobiegu kawa, sprawiająca, że czytając książkę żyjemy, przeżywamy, emocjonujemy się. Historie bohaterów są w niej jak rozsypane kawałki wydzieranki. Mikry podmuch wiatru, a rozsypują się na wszystkie strony. Powoli, uważnie, składamy każdy mały element, aby utworzyły całość i to co uzyskujemy nadal nie możemy włożyć w sztywne ramy, bo Małecki daje nam ogromną przestrzeń do wypełnienia jej naszymi myślami.

Niebywałe jest również to, że pisząc o książkach autora, nie da się pisać w sposób prosty (przynajmniej we mnie wyzwalają potrzebę wykazania się słowną żonglerką i próbę opisania ich w inny sposób), dlatego, że te książki kipią od emocji.
Małecki jest dla mnie mistrzem pisania powieści refleksyjnych, niewesołych, które docierają w najgłębsze czeluście naszej wrażliwości.

„Nikt nie idzie” jest przemyślane, wycyzelowane i takie ludzkie. Rewelacja!

PS Z premedytacją tak niewiele napisałam o fabule. Mam nadzieję, że cała reszta przekona Was do sięgnięcia po najnowszą powieść Małeckiego - mistrza niebanalnego przekazu.

Ocena: 5,5/6

11 września 2018

"Warkocz" Laetitia Colombani Historia, która czaruje, porywa i oplata wszystkie zmysły


Tytuł: „Warkocz”
Autor: Laetitia Colombani
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tłumaczył: Małgorzata Kozłowska
Forma książki: ebook
Gatunek: literatura piękna

fot. Katarzyna Denisiuk
Warkocz może być zwyczajny, zapleciony naprędce, może też urosnąć do miana maestrii, kiedy to powstaje małe dzieło sztuki. Jedno pasmo włosów może być piękne, lśniące, ale trzy przeplatające się, okręcające się wokół siebie, mogą utworzyć zachwycającą całość.


„Warkocz” Leatitii Colombani, to powieść o trzech niezwykłych kobietach. Każda z nich jest inna, każda mieszka na innym kontynencie, nie mają ze sobą kompletnie nic wspólnego, oprócz tego, że marzą o dobrej przyszłości dla siebie i rodziny, są silne i niebywale zdeterminowane.
W Indiach mieszka Smita, która zrobi wszystko, aby zapewnić córce lepsze życie, żeby wyrwała się z hermetycznego kręgu Niedotykalnych. Guilia mieszkająca na Sycylii, pracuje w rodzinnym zakładzie z tradycjami. W momencie, gdy jej ojciec, głowa rodziny a zarazem człowiek, który zarządzał przedsiębiorstwem ulega poważnemu wypadkowi, przyszłość rodziny wydaje się dryfować ku bankructwu. W Kanadzie jest Sara - tytan pracy, piastująca bardzo wysokie stanowisko w renomowanej firmie adwokackiej i posiadająca jasno określone priorytety – być najlepszą w tym co robi. W jednym momencie jej świat, który budowała z taką konsekwencją i poświęceniem, wali się jak domek z kart.

Historie trzech kobiet utworzą zachwycającą całość.

Książka Colombani jest niezwykła w swej prostocie. Losy Smity, Guilii i Sary pochodzą jakby z różnych bajek, które jednak w ogóle nie są magiczne. Z powodzeniem można przykleić im łatki z hasłami „zawalcz o siebie”, „nie daj się”, „realizuj marzenia”, „nie poddawaj się”, „padłeś-powstań”. Jednym słowem życiowe. Historia Smity może wydawać się mniej realną, oddaloną od europejskiej kultury, tak już rozterki Guilii, a przede wszystkim Sary mogą być udziałem wielu z nas.

„Warkocz” mnie zaczarował, porwał i oplótł. Chłonęłam tę powieść wszystkimi porami skóry, a losy Sary dodatkowo uderzały mnie siłą taranu. Piękne sploty, wrażliwość autorki, wyjątkowe zakończenie dopełniły całości. Jestem poruszona, pełna buzujących emocji i przekonana, że w wielu z Was ta książka zagra, tak jak zagrała w moim sercu. Serdecznie polecam!

Ocena: 5,5/6

27 sierpnia 2018

"Kirke" Madeline Miller Podróż w świat mitologicznych herosów


Tytuł: „Kirke”
Autor: Madeline Miller
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczył: Paweł Korombel
Forma książki: papierowa, dostępna również w formie ebooka
Gatunek: literatura piękna

fot. Katarzyna Denisiuk

Skusiłam się sięgnąć po „Kirke” Madeline Miller nie z uwagi na okładkę, choć trzeba przyznać, że jest „bosko” wydana, bogato i wytwornie i na pewno pięknie będzie się prezentowała na regale z książkami. Przemówił do mnie opis fabuły i bardzo optymistyczne opinie czytelników. 

Moje spotkanie z mitologią grecką w przeszłości było bardzo udane. Lubiłam obcować ze światem bogów, tytanów, bogiń, magicznych stworzeń i dziwolągów. Podziwiałam ich siłę, nadludzkie moce. Godziłam się z ustanowioną hierarchią nie zastanawiając się nad pozycją kobiet wśród nieśmiertelnych. To był bajkowy i magiczny czas. 

Madeline Miller za główną bohaterkę swojej opowieści wybrała Kirke, jedną z postaci Odysei, córkę boga Słońca Heliosa i nimfy Perseidy, siostrę Ajatesa i Pazyfae. I przyznaję, że to był strzał w dziesiątkę, gdyż oparcie fabuły na jednej z mniej znanych mitologicznych postaci dał powiew świeżości w przykurzone już historie, przez co zyskały drugie życie. 

Poznajemy życie Kirke, naznaczone smutkiem, odrzuceniem, pogardą i ostracyzmem. Nie dość doskonała, nie dość boska, żeby stać w jednym szeregu z idealnymi bratem i siostrą, jednocześnie posiadająca moce, które wyróżniają ją pośród śmiertelników. Z kart powieści dowiadujemy się co sprawiło, że została wygnana przez ojca na wyspę Ajaja, gdzie musi pędzić samotny żywot. Kolorytu marnej egzystencji dodają zjawiający się co jakiś czas nieoczekiwani goście. 

Z cała pewnością „Kirke” ma wiele walorów poznawczych. Jest jak pigułka wiedzy, dzięki której można odświeżyć lub usystematyzować sobie wiadomości, jak również wyedukować tych, którzy z mitologią spotykają się po raz pierwszy. Lekkie pióro autorki sprawia, że po boskim drzewie genealogicznym Olimpu poruszamy się swobodnie. Nadanie bogom bardziej „ludzkiego” oblicza oraz ubranie ich w „przyziemne” historie dają poczucie swojskości i twardszego stąpania po ziemi. 

Historia Kirke, to historia samotnej dziewczyny, kobiety rozdartej pomiędzy dwoma światami, szukającej swojego miejsca na ziemi. Wydawałoby się, że opowieść nie jest dynamiczna, bo i życie Kirke jest raczej spokojne. Tytanka jest przede wszystkim uważnym obserwatorem otaczającej jej rzeczywistości, w mniejszym stopniu aktywnym uczestnikiem boskich przygód. Mimo tego strony książki uciekają jedna za drugą. Autorka w bardzo sugestywny i obrazowy sposób pokazała przemianę głównej bohaterki spychanej wiecznie na boczny tor, w pewną siebie kobietę. 

Pomimo wszystkich zalet powieści, bardzo ciekawego pomysłu jaki doczekał się realizacji, książka mnie nie urzekła i nie sprawiła, że czytałam ją zachłannie. Myślę, że pomimo bajkowej otoczki, ta forma nie jest mi przeznaczona. Ciekawią mnie wymyślone, odrealnione historie, przepadałam w przeszłości za mitologią i dlatego nie wiem co sprawiło, że „Kirke” mnie nie zachwyciła. Potrafię ją docenić, ale daleka jestem od jej wychwalania. Nie żałuję czasu spędzonego z książką, ale też nie polecam dalej. 

Ocena: 4,5/6

4 sierpnia 2018

"Mag" John Fowles Podróż w literacki obłęd, który nie zachwycił


Tytuł: „Mag”
Autor: John Fowles
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tłumaczył: Ewa Fiszer
Forma książki: papierowa
Gatunek: literatura piękna

fot. Katarzyna Denisiuk
„Arcydzieło literatury XX wieku.” Nie można przejść koło takiej informacji obojętnie. Nie pozostaje nic innego jak sięgnąć, przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie o „Magu”, który wielu czytelników zachwycił, wstrząsnął nimi, poturbował ich emocjonalnie i zostawił trwały ślad w galerii wspomnień. Chciałabym należeć do tego grona, bo przecież każdy z nas szuka czytelniczych perełek, ale niestety nie jest to możliwe. Nie stoję w opozycji, ale też nie jest mi po drodze z bardzo pozytywnym odbiorem powieści.


Początek powieści wprawił mnie w nastrój euforii. Naprawdę! Czytałam i myślałam, że to będzie kapitalne! Zacierałam ręce i pochłaniam kolejne strony, żeby całkowicie pogrążyć się w lekturze. Podziwiałam „mięsisty język”, zabawę autora klimatem tajemniczości, notowałam zwroty i wyrażenia. Zostałam zaczarowana. Niestety w pewnym momencie czar prysł. Historia, która bardzo mnie zaciekawiła, stała się nużąca, zbyt rozciągnięta, a główny bohater bardzo irytujący. Nie zmienił się jedynie Mag, który od początku do końca sterował bohaterami jak chciał, wprawiając je momentami w szalony taniec marionetek. Liczyłam na spektakularny koniec, który wyciągnie mnie ze stanu przygnębienia i rozdrażnienia. Takiego nie było.

Życie Nicholasa Urfe, angielskiego nauczyciela, ulega diametralnej zmianie w momencie kiedy przyjmuje posadę w szkole znajdującej się na pewnej greckiej wyspie. Co prawda sfera zawodowa biegnie utartymi szlakami, za to życie osobiste przeżywa trzęsienie ziemi. Na wyspie spotyka mężczyznę, o którym powiedzieć tajemniczy jest sporym niedomówieniem. Człowiek zagadka. Nicholas zostaje wciągnięty, niemal wessany w niebezpieczną grę, w której jawa miesza się ze snem, a człowiek nie ma pojęcia co jest prawdą, a co fałszem. Igranie z ogniem może doprowadzić do obłędu.

Piekło to nie płomienie i widły diabłów. To miejsce, gdzie człowiek czuje się poza granicami rozsądku (...)

Pomysł na fabułę był fantastyczny. Bardzo lubię, kiedy autor bawi się z czytelnikiem, zwodzi i kluczy. Jednak dla mnie było tego za dużo. Bańka entuzjazmu pękła i kończyłam czytelniczą przygodę z uczuciem autentycznego znużenia.

Reasumując – nie będąc literaturoznawcą, nie potrafię ocenić, czy „Mag” jest arcydziełem literatury. Doceniam język powieści oraz stworzony klimat, który powinien być i był nieodłącznym atrybutem maga, jednak książka jako całość mnie nie zachwyciła.

Ocena: 4/6

16 lipca 2018

"Pół życia" Mats Strandberg Trudne wybory i kłamstwa kładące się cieniem na życiu rodziny


Tytuł: „Pół życia”
Autor: Mats Strandberg
Wydawnictwo: Marginesy
Tłumaczył: Justyna Czechowska
Forma książki: papierowa
Gatunek: literatura piękna
Premiera: 18 lipiec 2018

fot. Katarzyna Denisiuk
„Pół życia” szwedzkiego pisarza i dziennikarza Matsa Stranberga, to książka o wielu twarzach, a nawet wielu osobowościach. Z jednej strony spokojna, refleksyjna, dająca możliwość pogrzebania w ludzkiej naturze, zestawienia człowieka jako jednostki z tym co dyktuje społeczeństwo, konwenanse, wzorce i utarte zachowania, z drugiej zaś pretenduje do bycia po trosze sensacją? A może thrillerem? Obie odsłony lubię, ale … osobno, nie w tym zestawieniu, nie w tej historii. Z powodzeniem, dwa główne wątki pogłębione i rozbudowane mogłyby pójść swoimi ścieżkami i powstałyby dwie książki. Jedną brałabym w ciemno, nad drugą musiałabym się chwilę zastanowić.


Jessica utraciła radość życia. Nie była gotowa na samotność i pustkę spowodowaną zniknięciem bardzo ważnego mężczyzny w jej życiu – Jacoba. Dlaczego to zrobił? Co nim powodowało? Dlaczego zostawił ją samą bez słowa wyjaśnienia? Dlaczego milczy? Życie toczy się dalej, ale od razu ciśnie się na usta pytanie „co to za życie?” Wyzute z pozytywnych emocji, bez endorfin, ot taka egzystencja dzień po dniu, na siłę. Tkwiąc pod duszącym kocem smutku, krępującym ruchy i niepozwalającym na głęboki oddech daje przyzwolenie, żeby życie przeciekało jej przez palce i równocześnie nie zauważa, że odchodzi jej babcia Viola. Przed śmiercią zostawia coś wnuczce, coś bardzo osobistego, będącego formą ostatniej spowiedzi. Ta wiadomość, spisana jako pamiętnik, opisuje historię życia Violi i uświadamia wnuczce, z jakimi dylematami, trudnymi wyborami i dramatami musiała mierzyć się jej rodzina.

Wątki Jessica-Jacob oraz Jessica-Viola płyną osobnymi korytami. Łączy je niełaskawy, porywisty nurt, który potrafi wywrócić życie do góry nogami. Rodzi się pytanie, czy z tej podróży można wyjść bez szwanku?

Starndberg pisze bardzo plastycznym językiem. Rozdziały powieści nie są zbudowane jak spod sztancy, co stanowi jej wartość dodaną. Jednak patrząc na opisaną historię w moim odczuciu książka jest nierówna. Pierwsza połowa była fascynująca i elektryzująca. Zapytana o wrażenia, bez mrugnięcia okiem odpowiedziałabym, że była świetna, że mnie porwała, że nie mogłam się doczekać finału historii. Z każdą kolejną stroną mój entuzjazm był tłumiony przez przybierający na sile wątek Jessica-Jacob, który o ile początkowo był udany i frapujący, w trakcie rozwijania się tracił na walorach. Oceniając książkę jako całość, wystawiam jej ocenę dobrą z plusem, czując żal, że autor tak a nie inaczej poprowadził jeden z wątków i nie rozwinął drugiego z nich.

Ocena: 4,5/6

26 czerwca 2018

"Czekoladki dla Prezesa" Sławomir Mrożek Uwaga! Niekontrolowane wybuchy śmiechu! Tylko dla śmiałków!


Tytuł: „Czekoladki dla Prezesa”
Autor: Sławomir Mrożek
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Forma książki: ebook
Gatunek: literatura piękna

fot. Katarzyna Denisiuk

Genialne! GE-NIAL-NE!

Pozostaję w szoku, zauroczeniu, a przede wszystkim z ogromnym uśmiechem na twarzy. W ten cudowny nastrój wprawił mnie zbiór bardzo krótkich opowiadań, satyr, w których głównym bohaterem, najważniejszą postacią i osobistością jest Pan Prezes.
To człowiek niesłychanie mądry, elokwentny, sprytny, mający nieprawdopodobny autorytet i posłuch, po prostu naj. Żaden współpracownik mu nie podskoczy, nikt nie śmie złego słowa powiedzieć ani nawet pomyśleć. Trzęsie przedsięwzięciem i kolektywem, któremu przewodzi. A że pomysłów ma bez liku oraz ludzi w postaci Referenta, Księgowego, Magazyniera, Kasjera i Radcy, którzy z nim nie dyskutują, to ich realizacja i finał przyprawia o wybuchy niepohamowanego śmiechu.

Czytałam opinie, że ta książka, tak niewielkich rozmiarów, to wielka dawka pozytywnej energii wynikająca z absurdalnych tez i sytuacji. Naprawdę nie przypuszczałam, że potrafi tak mnie rozbawić. To prześmiewcza i pełna ironii bomba. Tylko rzuciłam okiem i nie mogłam się oderwać! Uwielbiam inteligentny dowcip i tego w tych opowiadaniach nie brakuje, ba! on wypływa z każdej strony. Wiem, że niejednokrotnie wrócę do opowiadań, bo są genialnym poprawiaczem nastroju.

Mieć taki autorytet jak Pan Prezes... Chepeau bas Panie Prezesie! Gratuluję! Z takimi ludźmi, gotowymi na wszelkie wyrzeczenia, wpatrzonymi w swojego „wodza” jak w obrazek i z takim posłuchem można wszystko! ;-)

Mistrzostwo!

Ocena: 6/6

24 czerwca 2018

"Tamte dni, tamte noce" André Aciman O miłości trudnej, zakazanej, niewygodnej


Tytuł: „Tamte dni, tamte noce”
Autor: André Aciman
Wydawnictwo: Poradnia K
Tłumaczył: Tomasz Bieroń
Forma książki: ebook
Gatunek: literatura piękna

fot. Katarzyna Denisiuk

Mam wrażenie, że w mojej biblioteczce rozwiązał się worek z książkami o miłości. Nie mam nic przeciwko, tym bardziej, że każda z nich jest zupełnie inna. Uczucie, które jest częścią wspólną wszystkich tych powieści, jest katalizatorem zupełnie innych działań, zachowań podejmowanych przez bohaterów. Piękne jest to, że miłość istnieje od zawsze i przyjmuje niezliczone ilości postaci i barw. Dzięki temu jest tematem uniwersalnym, po który sięgali i będą sięgać pisarze. Jedni wtłoczą ją w ramy, które zostały już oglądnięte z każdej strony i wydawałoby się kompletnie zmurszałe i przeżyte, a są tacy, którzy wniosą coś nowego, świeżego i ciekawego. I taka według mnie jest historia opisana przez André Acimana.

Ojciec Elio, profesor uniwersytecki, co roku w okresie wakacyjnym przyjmuje pod swój dach i pod swoje skrzydła młodych mężczyzn, którzy szlifują swoje naukowe kariery. Chętnych nie brakuje. Pewnego roku z Ameryki do Włoch przylatuje Oliver. Wie czego chce, ma jasno określone cele, a rodzinę u której mieszka traktuje z należytym jej szacunkiem i bez zbytniego spoufalania się. Wszystko funkcjonuje dobrze, właściwie, każdy czerpie korzyści z istniejącej sytuacji i wzajemnych stosunków. Czas płynie a w Elio coś się zmienia, coś się rodzi, coś rozwija. To coś to uczucie, fascynacja Oliverem. Chwyta za serce, paraliżuje ruchy, wprawia w osłupienie, powoduje suchość w gardle. Pożądanie. Miłość.

„Tamte dni, tamte noce” są historią o uczuciu i namiętności pomiędzy dwoma mężczyznami. Z wielką przyjemnością przyglądałam się historii życia, a nie tylko wakacyjnej przygodzie Elio. Miłość pomiędzy osobami tej samej płci została pokazana z wyczuciem, z męską szorstkością a zarazem tkliwością na jaką stać każdego człowieka. Miłość trudna, zakazana, niewygodna, zarówno w sferze psychicznej jak i fizycznej.

To twoja sprawa, jak pokierujesz swoim życiem, ale pamiętaj, że nasze dusze i ciała są nam podatowane tylko raz. Większość ludzi zachowuje się tak, jakby mieli dwa życia, oryginał i kopię. Już nie mówiąc o wszystkich wariantach pośrednich. Ale życie jest tylko jedno i zanim się obejrzysz, twoja dusza jest zużyta, a na twoje ciało od pewnego momentu nikt nie ma ochoty patrzeć, a tym bardziej zbliżać się do niego.

Polecam!

PS Na podstawie książki powstał film pod tym samym tytułem.

Ocena: 5/6

6 czerwca 2018

"Podróż zimowa" Jaume Cabré Podróż pełna wrażeń, emocji i dźwięków


Tytuł: „Podróż zimowa”
Autor: Jaume Cabré
Wydawnictwo: Marginesy
Tłumaczył: Anna Sawicka
Forma książki: ebook
Gatunek: literatura piękna

fot. Katarzyna Denisiuk

Przeczytać książkę jednego z ulubionych pisarzy w zupełnie innej niż dotychczas formie i nadal pozostawać w zachwycie – bezcenne! Mowa o katalońskim pisarzu, który oczarował mnie powieścią „Wyznaję”. Po drodze były kolejno „Głosy Pamano”, „Jaśnie pan”, „Cień eunucha”, „Agonia dźwięków”, aż przyszła pora na zbiór opowiadań „Podróż zimowa”. Kolejność ta wynika z chronologii ukazania się książek autora na polskim rynku wydawniczym. A kolejność ich powstania jest zupełnie inna. Przykładowo, najbardziej znane i najwyżej oceniane „Wyznaję” jest ostatnią powieścią Cabré a pierwszą, która ukazała się w Polsce.

Razem z Cabré podążamy śladami Rembrandta, wsłuchujemy się w muzykę Schuberta i Bacha, jedziemy do Amsterdamu, Treblinki. Towarzyszą nam radość, humor, smutek, przerażenie, strach, złość, niedowierzanie. Istny kalejdoskop miejsc i doznań. A to wszystko w czternastu opowiadaniach. Wydawałoby się, że te kilkanaście stron to za mało, żeby opowiedzieć jakąś historię, która będzie pełna, a zarazem da upust naszej wyobraźni. Autorowi doskonale się to udało. Jak sam pisze „bo żyć w granicach opowiadania to jakby spędzić całe życie w jednym z tych japońskich hoteli, które przypominają komorę dekompresyjną nurków głębinowych. Ale to tylko pierwsze wrażenie. Bohaterowie opowiadań i ich perypetie bazują w dużym stopniu na tym, co nie został wprost sformułowanie, ale jednak tam jest.”

„Podróż zimowa” zadziwiła mnie swoją różnorodnością zarówno jeśli chodzi miejsca i czas fabuły jak i wagę, wydźwięk i ładunek emocjonalny. Autor żongluje językiem z precyzją sztukmistrza światowej sławy i gra na uczuciach jak prawdziwy wirtuoz.

Na koniec autor serwuje kapitalny epilog, który jest równie pasjonujący jak sama książka. Co w nim jest? Przekonajcie się sami. „Prezentów” jest więcej. Od tłumaczki pani Anny Sawickiej otrzymujemy „indeks postaci, rekwizytów i innych tropów”, który jest bardzo udaną i przydatną formą ściągawki i kierunkowskazem w meandrach „Podróży zimowej”.

To była iście królewska uczta oraz symfonia dźwięków, obrazów i emocji. Jeśli nie znacie twórczości autora, to myślę, że ten zbiór odpowiadań wiele Wam powie o stylu pisarza, wrażliwości, umiejętności grania na emocjach i może być dobrym początkiem podróży w świat Cabré. Jeśli będzie w przyszłości poszukiwał współtowarzyszy podróży, jadę z nim w ciemno!

Ocena: 5,5/6

27 maja 2018

"Dżozef" Jakub Małecki Realizm magiczny w najlepszym wydaniu


Tytuł: „Dżozef”
Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Forma książki: audiobook; czyta Adam Bauman, Łukasz Garlicki 
Gatunek: literatura piękna


fot. Radek Denisiuk


Prozę Jakuba Małeckiego ustawiłabym na półce z książkami, które można wielokrotnie odkrywać „na nowo”, mają drugie dno i będące swoistą hybrydą każdemu czytelnikowi dostarczają innych wrażeń. Zapytana o czym jest „Dżozef”, krótko, banalnie, w kilku zdaniach mogłabym powiedzieć – w miejskim szpitalu, w jednej sali spotyka się czterech mężczyzn. Dresiarz Grzegorz, którego nos ucierpiał w bójce, przedsiębiorca Kurz, Maruda, który jak bajkowy Smurf na wszystko narzeka i Czwarty. Czwarty to człowiek-zagadka. Ekscentryczny, bardzo oczytany i zakochany w twórczości Josepha Conrada. I tutaj kończy się prostota fabuły. I teraz mówię – przeczytaj, odkryj co schowane, bo pod warstewką prostych słów, tak umiejętnie pozszywanych, kryje się niesamowita historia. Czwarty, czyli Stanisław Baryłczak w momentach splątania i oderwania od rzeczywistości, namawia Grzegorza do napisania ostatniej powieści opowiadając historię życia małego Stasia.

„Dżozef” iskrzy i mieni się realizmem magicznym, swobodnie i plastycznie żongluje tym co prawdziwe i tym co zostało wykreowane przez wyobraźnię autora. Przeszłość niepokojąco rozlewa się na teraźniejszość, pochłaniając ją centymetr po centymetrze. Pojawia się uczucie niepokoju i coraz większa chęć poznania jak to się wszystko skończy.

„Dżozefa” wysłuchałam (choć książka papierowa z dedykacją Autora stoi już na półce) i stwierdzam, że to było naprawdę świetne. Adam Bauman użyczył głosu przeszłości. Jego „Głupcze” długo będzie siedziało mi w głowie. Teraźniejszość zinterpretował Łukasz Garlicki, który rewelacyjnie wypełnił postaci dresiarzy i kolesi z dzielni. Brawo Panowie, kapitalna robota!

Warto wspomnieć, że Jakub Małecki napisał „Dżozefa” przed powieściami, które przyniosły mu największy rozgłos. Obecne wydanie jest lekko poprawione i oszlifowane. Patrząc na twórczość autora mam nieodparte wrażenie, że ta książka jest wiernym odbiciem tego co mu w duszy gra. Potoczysty język, momentami łobuzerski, ciekawe postaci, odpowiednia ilość magii i nierealnych wydarzeń, humor, ale też powaga i właściwa atencja sprawiają, że „Dżozefa” czyta się/słucha wyśmienicie. To „świetna proza ze znakiem jakości Jakuba Małeckiego”. Polecam!

Ocena: 5,5/6



23 maja 2018

"Ból" Zeruya Shalev O bólu ciała i duszy oraz wielkiej miłości


Tytuł: „Ból”
Autor: Zeruya Shalev 
Wydawnictwo: W.A.B.
Tłumaczył: Magdalena Sommer
Forma książki: ebook
Gatunek: literatura piękna

fot. Radek Denisiuk
Nie ukrywam, że patrząc na okładkę książki oraz imię i nazwisko autorki, miałam wyobrażenie, że „Ból” będzie książką po trosze egzotyczną, oderwaną, albo przynajmniej odklejoną od naszej, europejskiej rzeczywistości, a dostałam historię bardzo uniwersalną, której tłem mogłoby być niemal każde miejsce na ziemi. Uniwersalizm fabuły wynika z faktu, iż jest to powieść o ludziach, relacjach, rodzinie, miłości i bólu, który dewastuje ciało i duszę.


Iris – matka dwójki dorosłych dzieci, żona z wieloletnim stażem małżeńskim. 10 lat temu uległa bardzo poważnemu wypadkowi będącemu wynikiem zamachu terrorystycznego. Od tego czasu każdy dzień jest dla niej cierpieniem, stale powracającą walką o życie bez bólu. Aby ulżyć tej gehennie udaje się do specjalisty, którym nieoczekiwanie okazuje się Ejtan, dawna, wielka miłość Iris. Człowiek, który lata temu odegrał niebagatelną rolę w życiu kobiety, ponownie do niego wraca. Spotkanie to staje się początkiem emocjonalnego trzęsienia ziemi w życiu Iris i całej jej rodziny.

„Ból” nie skradł mojego serca od pierwszych stron. Stopniowo wchodziłam w historię, niespiesznie zanurzałam się w zawiłości relacji pomiędzy bohaterami, delikatnie dotykałam czułych strun związku Iris z Ejtanem oraz więzi łączących matkę z dziećmi i mężem. W końcu poczułam ból Iris, ten fizyczny, ale przede wszystkim trawiący jej duszę i serce. Od tego momentu powieść mnie pochłonęła.

Sposób w jaki pisze Shalev nie jest łatwy i oczywisty. Zdania wielokrotnie złożone, momentami ciągnące się przez większość strony nadają historii literackiego zadziora. Z tekstu można wyłowić też bardzo wiele pięknych zdań i myśli. To wszystko sprawia, że powieść i historia, którą można by sprowadzić do banalnej opowiastki, przybiera kształt wysublimowanej miłosnej historii.

Niekiedy nie wystarczy jeden raz, czasami musimy wielokrotnie dawać życie naszym dzieciom, strzec płomyka ich oddechu, pomagać im wciąż na nowo wybrać życie, dar, który im przekazaliśmy, a o który nie prosiły.

Ból przyjmuje wiele postaci. Jeden można skutecznie uśmierzyć lub wyleczyć, inny wymaga wielkiego wysiłku a pomimo tego nie mija. Zawsze jednak pozostaje nadzieja na życie bez cierpienia. Bardzo dobra książka. Polecam!

Ocena: 5,5/6
fot. Radek Denisiuk


13 maja 2018

"Mr. Pebble i Gruda" Mariusz Ziomecki Teraźniejszość zmiksowana z intrygującą przeszłością


Tytuł: „Mr. Pebble i Gruda”
Autor: Mariusz Ziomecki 
Wydawnictwo: Czarna Owca
Forma książki: ebook
Gatunek: literatura piękna


fot. Katarzyna Denisiuk

„Mr. Pebble i Gruda” Mariusza Ziomeckiego? Pierwsze słyszę. Ten tytuł podsunęła mi koleżanka, która miała nosa, że może mi się spodobać. Bardzo żałuję, że nie miał on godnej reklamy, bo o takich książkach, polskich autorów, warto mówić głośno i do dużej liczby potencjalnych czytelników. Dlatego mam nadzieję, że dołożę małą cegiełkę do popularyzacji tej powieści.

Ta książka ma rozmach, nie tylko w kontekście ilości stron. Oprócz głównego wątku jaki toczy się współcześnie, akcja bardzo często wraca do przeszłości, do sytuacji, ciągu zdarzeń, które kiedyś się wydarzyły i które miały ogromny wpływ na losy bohaterów. Jednym z nich, ba! głównym jest Jan Kamyk, czyli tytułowy Mr. Pebble, ceniony poeta, nauczyciel akademicki, a przede wszystkim wspaniały ojciec dwunastoletniego, opóźnionego w rozwoju Antosia. Dlaczego wyjechał z Polski i osiedlił się w Stanach Zjednoczonych? Co stało się z jego żoną? Dlaczego Antoś nie zna polskiej rodziny i swoich korzeni? Na te wszystkie pytania otrzymujemy bardzo drobiazgowe odpowiedzi, których początki sięgają wiele lat wstecz, do Polski gierkowskiej, zbuntowanej, opozycyjnej, ale nie tylko. Każda jedna podróż w przeszłość odkrywa kolejne karty historii rodziny, wyjaśnia dlaczego koleje życia jej członków potoczyły się tak, a nie inaczej.

Wiele razy ściskało mi się serce, niejednokrotnie uśmiechałam się do siebie. Ta książka jest wyrazistym i intrygującym obrazem epoki, Polski oraz rodziny jako podstawowej grupy społecznej. Taki efekt autor uzyskał rozbudowując warstwę historyczno-obyczajową, która idealnie zgrała się z warstwą fabularną.

900 stron bez nudy, ziewania, za to z wypiekami na twarzy i uczuciem permanentnego zadowolenia z wyboru lektury.
Istotne znaczenie dla tak pozytywnego odbioru książki ma styl, jakim pisze autor - swobodny, lekki, momentami gawędziarski. Nietuzinkowe poczucie humoru oraz zabawne przedstawienie niektórych sytuacji oraz osób, wprawiło mnie w bardzo dobry nastrój. Powieść przeczytałam z wielką przyjemnością. Bardzo dobra książka, którą szczerze polecam.

Ocena: 5,5/6

3 kwietnia 2018

"Szpadel" Lize Spit Mroczna, okrutna, brutalna podróż w głąb ludzkiej psychiki


Tytuł: „Szpadel”
Autor: Lize Spit
Wydawnictwo: Marginesy
Tłumaczył: Łukasz Żebrowki
Forma książki: ebook, dostępny w Publio pod linkiem
Gatunek: literatura piękna
Premiera: 4 kwiecień 2018


fot. Radek Denisiuk

Tym razem zacznę nietypowo, bo od wybranych fragmentów notki o książce ze strony wydawnictwa.

„W belgijskiej wsi w 2002 roku urodziła się trójka dzieci: Eva oraz dwóch chłopców, Pim i Laurens. Cała trójka wychowywała się razem, dlatego sąsiedzi nazywali ich „trzema muszkieterami”. (...) Byli nierozłączni, ale w okresie dojrzewania, za sprawą szalejących hormonów, ich drogi zaczęły się rozchodzić... To wtedy chłopcy wpadli na pomysł okrutnej zabawy polegającej na tym, żeby zadawać dziewczynom tę samą zagadkę, którą wymyśliła Eva. Za prawidłową odpowiedź czeka dwieście euro. W przypadku błędu - należy zdjąć część ubrania. Nadchodzą wakacje, które wszystko zmienią. Eva starając się zaprzyjaźnić z Elisą, wyniosłą dziewczyną z dużego miasta, wyjawia jej rozwiązanie zagadki, ona zaś wykorzystuje tę wiedzę, aby zakpić sobie z całej trójki. Bardzo boleśnie. (…) Trzynaście lat po wydarzeniach, które wymknęły się spod kontroli, Eva wraca do rodzinnego domu z blokiem lodu w bagażniku. Powoli staje się jasne, że tym razem to ona ustala zasady i okazuje się, że wizyta stanie się okazją do zemsty za to, co wydarzyło się w przeszłości.”

To czym wabi opis jest ciekawe, intrygujące, podszyte warstwą niepewności, rodzi wiele pytań i mnoży domysły ... Uwierzcie mi, że wyobrażenia dotyczące fabuły z rzeczywistością mają niewiele punktów stycznych. Owszem, podążają w tym samym kierunku, ale to co dostajemy jest wielokrotnością naszych myśli. Są jak porównanie filmu dla nastolatków z filmem dla dorosłych wyświetlanym po godzinie 22.

Przeszłość. Mała, senna miejscowość w Belgii, grupka dzieciaków, sielankowy obraz. Teraźniejszość. Eva mieszka z Brukseli. Z nikim nie jest związana. Wiemy o niej tyle co nic. Wraca do rodzinnego miasta z przedziwnym ładunkiem w bagażniku. W głowie mamy natarczywe pytania – w jakim celu? Co jest grane?

Od samego początku książka działa na wyobraźnię, niepokojąco przyciąga. Oszczędny styl, lapidarność języka, surowa charakterystyka bohaterów, rodzinnych relacji, roztaczają nad fabułą uczucie mroku i przeświadczenie, że coś złego się wydarzy. I to się dzieje.

Książka szokuje. W kulminacyjnych momentach naszpikowana okrucieństwem, bólem przez co wydaje się mało wiarygodna, a wręcz skrajnie nieprawdopodobna. Ciężko przyjąć do wiadomości, że wszyscy wkoło są naiwni, źli, sadystyczni i wpadają w wir przemocy.

Mam z tą książką problem, bo z jednej strony autorka operuje bardzo ciekawym stylem, który buduje wyczuwalny, określony klimat i sprawia, że to co czytamy jest jakieś, nie jest miałkie, a z drugiej strony zbyt duże nagromadzenie swego rodzaju patologii, sprawia, że książka potrafi od siebie odrzucić.

Czy trzeba szokować, żeby przyciągnąć czytelnika? Nie pamiętam kiedy tak bardzo chciałam poznać opinie innych czytelników o danej książce. Jestem niezmiernie ciekawa jak „Szpadel” zostanie odebrany. Po lekturze targają mną całkowicie sprzeczne emocje i odczucia. Z jednej strony nie mogę wysoko ocenić zachowania, na które nie daję przyzwolenia, a dodatkowo balansującego na granicy wiarygodności, a z drugiej strony tworzenie napięcia i zbudowanie z drobnych elementów zaskakującego obrazu całości są na bardzo wysokim poziomie. 

Ocena: 4/6

fot. Radek Denisiuk

2 kwietnia 2018

"Księga nocnych kobiet" Marlon James Prawdziwa, surowa, niezapomniana historia!


Tytuł: „Księga nocnych kobiet”
Autor: Marlon James
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tłumaczył: Robert Sudół
Forma książki: ebook
Gatunek: literatura piękna


fot. Radek Denisiuk

Są książki, które rezonują w nas jeszcze długi czas po ich przeczytaniu. Myśli uciekają w ich kierunku, wspominamy, przeżywamy. Zostawiają po sobie ślad, który przez bardzo długi czas nie znika. „Księga nocnych kobiet” Marlona Jonesa, tak na mnie zadziałała.

W czym tkwi wyjątkowość tej książki? Po pierwsze język. Już po przeczytaniu kilku stron zauważamy jego surowość, specyficzną konstrukcję zdań, wyjątkowy sposób prowadzenia narracji oraz częste użycie wulgaryzmów. Dzięki temu od razu przenosimy się w czasie do 1800 roku na jamajską plantację trzciny cukrowej. Na Jamajkę skolonizowaną przez Brytyjczyków. Chylę czoła przed niesamowitą pracą jaką wykonał tłumacz Rober Sudół. Dzięki jego wyjątkowemu przekładowi, podskórnie, jako żywo czuć realia panujące w majątku, charakter relacji massa-czarnuch oraz stosunki panujące wśród niewolników.
Dla niektórych czytelników początek może wydawać się trudny? Mało przystępny? Nie zrażajcie się! Nawet się nie obejrzycie, a wsiąkniecie w powieść.

U czarnucha nie ma nic czarniejszego jak blizna po bacie dozorcy.

„Księga nocnych kobiet” jest świadectwem marnej, żałosnej egzystencji ciemnoskórych zniewolonych przez białych plantatorów, która doprowadza do buntu czarnych kobiet i ich walki o wolność. Dzięki Lilit, czarnoskórej sierocie o zielonych oczach, znajdujemy się w samym środku kotła, w którym temperatura cały czas rośnie. Lilit jest dzielna, Lilit jest pyskata, Lilit walczy o swoje. Krok po kroku staje się coraz bardziej twarda. Potrafi być bezwzględna, tak jak massa, tak jak nadzorcy, tak jak batowi. Zmiany w życiu Lilit sprawiają, że w pewnym momencie staje w rozkroku, staje przed wyborem, którą ścieżką podążyć, które wartości są dla niej ważniejsze. Autor w niesamowity sposób pokazał drogę, jaką przeszła, jej wewnętrzne rozterki, odczucia i uczucia w niej buzujące i jej towarzyszące.

Książka jest surowa, obdarta z upiększeń, dokładnie tak jak winno się pokazać niewolnictwo z punktu widzenia ciemiężonych ludzi, pozbawionych godności i traktowanych przedmiotowo. Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami dobitnie i brutalnie pokazuje, w jaki sposób człowiek człowiekowi potrafi sprawić ból, przysporzyć niezliczonej ilości blizn zarówno na ciele, jak i na duszy.

Nieważne kim jesteś, czarnuch to czarnuch, każdego dnia może dostać batem, być sprzedany, ukatrupiony. Jak kichnięcie. Jedyna pewna rzecz w życiu czarnucha to, że nie ma nic pewnego.

Doskonała książka pełna skrajnych emocji, która zostanie ze mną na długo. Bardzo polecam!

Ocena: 6/6

28 marca 2018

"Agonia dźwięków" Jaume Cabré Pięknie brzmiąca historia

Tytuł: „Agonia dźwięków”
Autor: Jaume Cabré
Wydawnictwo: Marginesy
Tłumaczył: Anna Sawicka
Forma książki: ebook
Gatunek: literatura piękna


fot. Katarzyna Denisiuk

Sprawdziłam, które książki Jaume Cabré przeczytałam do tej pory i wychodzi na to, że jestem prawdziwą fanką Katalończyka. Po jego książki sięgam bez wcześniejszego zapoznania się ze skrótem fabuły, bo wiem, że czas z Cabré zawsze jest wyjątkowy. Tak przynajmniej było do tej pory. „Agonia dźwięków” jest ostatnią wydaną na polskim rynku i ostatnią, która na mnie czekała. Po lekturze stwierdzam, że znów było pięknie, klimatycznie i wyjątkowo. Autor urzekł mnie finezją i niebywałymi umiejętnościami opowiadania o czymś, co mniej wprawny pisarz mógłby sprowadzić do płaskiej historii, w której nie ma miejsca na refleksję i chwilę zadumy. Cabré w swoich powieściach tworzy kolejny wymiar i otwiera drzwi do nieograniczonej przestrzeni.

„Agonia dźwięków” zabiera nas do Hiszpanii lat trzydziestych. Głównym wątkiem jest rozprawa, gdzie na ławie oskarżonych zasiada brat Junoy, spowiednik w żeńskim zakonie mniszek klauzurowych, do którego został swego czasu zesłany. Klasztor jest domem dla sióstr, które muszą podporządkować się bardzo surowym, niemal drakońskim, regułom spisanym w Zwyczajniku, a pieczę nad ich przestrzeganiem sprawuje nieprzejednana i ponura matka przełożona. Nie wszystkie potrafią poddać się umartwianiu zmysłów. Ksiądz Junoy przeżywa konflikt wewnętrzny, bo z jednej strony wie, że umartwianie się, czyli istota tego co dzieje się w zakonie, ma przybliżać do Boga, a z drugiej jego rozmiar może doprowadzić do bardzo poważnych konsekwencji. Przez swoje przekonania popada w konflikt z matką przełożoną i zostaje oskarżony o herezję, samowolę i nadużycia.

Bohaterowie występujący w powieści są wielowymiarowi, tak jak historia, w której uczestniczą. Nowicjuszki – siostry Clara i Rozalia, matka przełożona - Dorothea, brat Junoy, biskup Feixes – monsinior Maurycy, rodzina Rigau – z której pochodzi siostra Clara, mają swoje tajemnice i skrywane oblicze.

Największą udręką brata Junoya nie jest samotność, lecz cisza. Namiętnie wsłuchuje się w oszałamiającą skargę cykad i dziękuje niebiosom, kiedy wieje lewanter, ponieważ porusza wątłe liście na kilku rachitycznych drzewach, nazywanych na wyrost ogrodem, a ów suchy dźwięk, namiastka melodii, jest balsamem dla jego spragnionej duszy.

W „Agonii dźwięków” jest miejsce na własne przemyślenia, interpretację faktów, czy stworzenie własnego scenariusza na dalszą część opowieści. Powieść czyta się wybornie. Język i styl autora jak zawsze oczarowuje. Jestem bardzo zadowolona, że właśnie teraz ta książka o sobie przypomniała, choć na czytniku była już od dawna. Bardzo polecam!

Próbował zapomnieć o świecie, odtwarzając w myślach preludium Bacha, ale klawikord jego duszy zardzewiał i głowę wypełniały mu tylko własne upokarzające westchnienia.


Ocena: 5,5/6

fot. Katarzyna Denisiuk

24 marca 2018

"Siostra cienia. Siedem sióstr" Lucinda Riley Historia Star


Tytuł: „Siostra cienia. Siedem sióstr”
Autor: Lucinda Riley
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczył: Marzena Rączkowska, Maria Pstrągowska
Forma książki: ebook
Gatunek: literatura piękna
Seria: Siedem sióstr (3)


fot. Katarzyna Denisiuk

Krótkim słowem wstępu - „Siostra cienia” jest trzecią z kolei książką w cyklu „Siedem sióstr”. W przypadku serii bardzo często pada pytanie, czy można czytać od danej książki, czy też lepiej zacząć od początku? W przypadku tego cyklu rekomenduję cofnąć się do pierwszej pt.: „Siedem sióstr”. Wprowadza nas ona w całą historię, daje subtelne wskazówki co będzie się działo w kolejnych powieściach i skupia się na przeżyciach pierwszej z sióstr – Mai.

Z „Siostrą cienia” mam ogromny problem. Przez całą powieść zastanawiałam się, czy ta książka jest inna od poprzednich, czy też mój gust tak się zmienił, zaczęłam dostrzegać coś, czego wcześniej nie zauważałam i co mi przeszkadza? O co chodzi?

Ta książka może się bardzo podobać i podoba się, co widać po ocenach, jakie uzyskuje. Autorka tym razem zabiera nas w podróż do Anglii, do Londynu, gdzie po długotrwałych wojażach po całym świecie, szukając stabilizacji, wspólne mieszkanie kupują Star oraz CeCe (trzecia i czwarta z sióstr D'Apliese.) To miasto, to również kierunkowskaz przekazany przez ojca Pa Salta dla Star, który ma jej pomóc odnaleźć swoje korzenie oraz biologiczną rodzinę. Tak jak to było we wcześniejszych tomach, akcja biegnie dwutorowo – współcześnie oraz tym razem w Anglii 1909 roku, w czasach Edwarda VII. Czuć, że Autorka doskonale odnalazła się w takim klimacie, gdzie prym wiodą królewska etykieta, konwenanse, a młode dziewczęta przeżywają swoje debiuty. Nie ma się co dziwić, Lucinda Riley jest brytyjską pisarką. Sama przyznała: „Pisanie o własnym kraju było dla mnie zarówno łatwe, jak i trudne. Łatwe, ponieważ mogłam pracować w wygodnym zaciszu swojego domu; trudne, bo chcąc przekazać czytelnikom magię miejsca, które dobrze się zna, trzeba wypracować sobie świeże spojrzenie na nie.”
Kolejną zaletą powieści jest jej spójność zarówno w historii trzeciej siostry jak i z poprzednimi częściami. Kilkukrotnie obserwujemy daną scenę od strony Star, a we wcześniejszej książce tę samą widzieliśmy oczami na przykład Ally.
We wszystkich powieściach cyklu występują mężczyźni, ba! odgrywają bardzo ważne role i są nieodzownym spoiwem, który sprawia, że wszystko ma swój sens i logikę, jednak książki Riley mają bardzo mocny kobiecy wydźwięk. To książki o kobietach i dla kobiet.
Ogromną zaletą cyklu jest bardzo umiejętne wplecenie autentycznych postaci. Przez to opowiedziane historie nabierają realności.

Bardzo chciałam uczcić osiągnięcia kobiet, zawłaszcza tych, które żyły w przeszłości, kiedy tak często ich wkład w rozwój świata przyćmiewał lepiej udokumentowany dorobek mężczyzn. /Od autorki/

Tyle zalet, tyle plusów, więc pytam sama siebie co się stało, że nie ma z mojej strony zachwytu i wypieków na twarzy (mam większe pisząc tę opinię ;-))? Czy ta część była słabsza, bardziej ckliwa, słodka i moja „romantyczna strona” nie udźwignęła tego ciężaru? A może te poprzednie też takie były, tylko mnie to nie uwierało? Nie potrafię na to odpowiedzieć. Wiem jedno, ten cykl, ta książka jest dla wszystkich kobiet (szczerze, nie wyobrażam sobie mężczyzny przy tego typu literaturze), które lubią czytać o miłosnych historiach, bo o tej stronie ludzkiej wrażliwości Riley naprawdę potrafi interesująco pisać. Do tego dokładamy ciekawe tło historyczne, piękne okoliczności przyrody i wychodzi śliczny, pastelowy, miły dla oka obrazek. A że gusty mamy różne...

PS Czwarta część cyklu przeniesie czytelników razem z CeCe do Australii i Azji Południowo-Wschodniej. Nie wiem, czy dam się skusić, chociaż lokalizacja mocno intrygująca.

Ocena: 4/6

22 lutego 2018

"Cudowny chłopak" R.J. Palacio Piękna i pouczająca historia


Tytuł: „Cudowny chłopak”
Autor: R.J. Palacio
Wydawnictwo: Albatros
Tłumaczył: Maria Olejniczak-Skarsgard
Forma książki: audiobook; czyta Anna Dereszowska
Gatunek: literatura piękna


fot. Radek Denisiuk


Jedni mogą sięgnąć po książkę – tak jak ja zrobiłam, drudzy pójdą do kina – tak jak dzieciaki z klasy mojego syna i jestem niemal przekonana, że nikt nie będzie zawiedziony i każdy powie – to była bardzo wzruszająca i wartościowa historia.

Wyobraźcie sobie, że macie 10 lat, zaczęliście naukę w nowej szkole, nikogo tam nie znacie i wyglądacie jak … W tym miejscu możecie sobie wyobrazić najgorsze epitety na swój temat, gdzie paskuda, czy brzydal, będzie tym najmniej okrutnym i bolesnym. Oprócz słownych zaczepek i obgadywania dochodzi jeszcze zachowanie. Czujecie się jak trędowaci, bo wszyscy myślą, że swoją aparycją możesz zarazić otoczenie. Witajcie w świecie Augusta!

Medyczny przypadek Augusta jest jak puszka Pandory. Genetyka obeszła się z nim okrutnie, przez co w swoim krótkim życiu przeszedł 27 operacji twarzy. To jest szala zła jego życia. Na drugiej szali - szali dobra - są tony miłości, wsparcia i wiary jego rodziców i siostry. Pierwszy i kolejne dni w szkole niebezpiecznie przechylają szalę w kierunku tej pierwszej... Co wygra? Co przeważy? Jak poradzi sobie August? Czego nauczą się rówieśnicy i starsi koledzy i koleżanki? Ach, zapomniałam napisać – chłopak jest cudowny! Mądry, zabawny, koleżeński. Dzieci będę musiały pokonać niejedną barierę, żeby Go zobaczyć takim jaki jest naprawdę.

Historia Augusta naprawdę jest piękna i mądra. Opowiedziana z perspektywy kilku osób. Uczy tolerancji, poszanowania drugiego człowieka, pokazuje co jest w życiu ważne. Książka Palacio może być doskonałym przyczynkiem do rozmowy dzieci w szkole, czy też w domu. Tak, dorośli też mogą się wiele z niej nauczyć, choć myślę, że właśnie starsze dzieci i nastolatki są tutaj idealną grupą docelową.

Jeszcze parę słów o formie książki. Wysłuchałam audiobooka czytanego przez Annę Dereszowską. Swego czasu nie podobała mi się jej interpretacja „Światła między oceanami”. Niepomna na to złe doświadczenie sięgnęłam po „Cudownego chłopaka”. I … było dokładnie tak samo. Po co narzucać słuchaczowi swoje nadmierne emocje? Od razu z tyłu głowy mam wątpliwości – czy to jest gra aktorska, czy lektorka faktycznie AŻ tak przeżywa słowo czytane? Po raz kolejny nie wejdę do tej samej rzeki. Książka – tak, audiobook – nie.

Ocena: 5/6

5 listopada 2017

"Labirynt duchów" Carlos Ruiz Zafón Piękne zakończenie serii Cmentarz Zapomnianych Książek

Tytuł: „Labirynt duchów”
Autor: Carlos Ruiz Zafón
Wydawnictwo: Muza
Tłumaczył: Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodán Casas
Forma książki: ebook


fot. Radek Denisiuk


Zazdroszczę wszystkim tym, którzy nie znają cyklu „Cmentarz Zapomnianych Książek”, zostali zachęceni do jego przeczytania i mogą zanurzyć się na kilkadziesiąt godzin w świat osnutej mgłą Barcelony i podążać krętymi ścieżkami labiryntu książek.

„Labirynt duchów” jest czwartą, ostatnią częścią cyklu. To jedna z książek, na której premierę tej jesieni nie mogłam się doczekać. To była, jak zawsze u Zafóna, niezwykła podróż. Podróż po labiryncie wątków i podróż w czasie pozwoliła na rozwiązanie wielu zagadek i pokazanie prawdy. Zakończenie książki, to już wisienka „zafonowym” na torcie.

Czwarta część, rozmiarów chorobliwie kolosalnych, doprowadzi nas w końcu do samego serca tajemnicy, a przewodnikiem będzie mój ulubiony czarny anioł, Alicja Gris. Na kartach sagi pojawią się bohaterowie i czarne charaktery oraz tysiące tuneli, dzięki którym czytelnik będzie mógł zbadać kalejdoskopową intrygę, podobną do tej fatamorgany perspektyw, która olśniła mnie tamtego dnia, gdy ojciec zaprowadził mnie na Cmentarz Zapomnianych Książek.

Alicja Gris, to bezkompromisowa, bardzo skuteczna w swych działaniach agentka, która ma do rozwiązania ostatnią w swojej karierze zagadkę zaginięcia Ministra Kultury Mauricia Vallsa. Alicja jest niezwykła, bo niezwykła jest jej historia. Z kapitanem policji, partnerem Alicji przydzielonym do tego śledztwa, odnajdują niezwykle cenny egzemplarz książki. Trop prowadzi do znanej nam z poprzednich części cyklu rodzinnej księgarni Sempere&Synowie. Tutaj ponownie spotykamy się z Danielem i jego rodziną oraz Ferminem Romero de Torres.

Pamiętacie Fermina z poprzednich części? Również w „Labiryncie duchów” nie zawodzi. Jego przemyślenia i wyrażane opinie są niesamowicie celne i często wywołujące salwę śmiechu. To taki diamencik w gąszczu osobowości.

Za młodu sądziłem, że aby żeglować po świecie, wystarczy opanować dobrze trzy umiejętności. Raz: zawiązywać sznurowadła. Dwa: rozebrać kobietę z rozmysłem. I trzy: czytać po to, by każdego dnia rozkoszować się kilkoma stroniczkami napisanymi przenikliwie i składnie.

Książki Zafona są, nie boję się użyć tego słowa, magiczne. Autor stworzył niepowtarzalny klimat, bardzo charakterystyczny, który porywa, wsysa i daje chwile zapomnienia. Z Zafónem możemy wędrować po uliczkach Barcelony, rozkoszować się otaczającymi nas widokami, zaglądać w zaułki, wchodzić w znane tylko nam korytarze i tunele. A wszystko to z książkami w tle. Cudownymi woluminami z zamkniętymi w nich opowieściami, historiami, radościami i dramatami.

Odchodziła z niego plątanina dróżek wiodących pomiędzy podwórkami do jednego z takich mrocznych zaułków, jakie znaleźć można tylko w starej Barcelonie, wąskich i ciemnych niczym szparka między pośladkami seminarzysty.

Będzie mi brakowało tych wszystkich doznań. Żałuję, że cykl dobiegł końca. Serdecznie go wszystkim polecam!

Takie są korzyści płynące z oczytania: człowiek zna już wszystkie wiersze i fortele losu.

PS W cyklu pojawiły się "Cień wiatru", "Gra anioła", "Więzień nieba".

Ocena: 5,5/6